Opinie użytkownika (902)

Cukiernia firmy Adam...
Cukiernia firmy Adam Adamek znajduje się bardzo blisko mojego mieszkania i korzystam czasem z wyrobów, jakie sprzedają. Sklepik cukierni jest niewielki, znajduje się w osobnym, małym pawilonie. Wewnątrz jest lodówka z ciastkami, lada chłodnicza, lada do sprzedaży i ciastka w koszach. Wybór ogólnie niezły. Ciasta i ciastka prześlicznie udekorowane, idealnie nadają się na okazje wymagające podania czegoś ładnego. Pani obsługująca, młoda brunetka, umie zapakować je w karton i papier w taki sposób, żeby nie uległy uszkodzeniu podczas transportu. Obsługa bezosobowa, żadnej serdeczności, uśmiechu ani pomocy w zakupach. Ceny umiarkowane, nie nieco wyższe niż w innych cukierniach. W smaku takie sobie, za dużo polepszaczy i dodatków dodawanych do ciasta i kremów. Trzymają się w niezmienionym stanie nawet trzy dni, co moim zdaniem nie świadczy dobrze. Strona internetowa bardzo dobra, utrzymana w wykwintnej stylistyce w kolorach biało brązowych, robi wrażenie, że wyroby są bardzo luksusowe. Na stronie zamieszczono świetne zdjęcia ciastek.

Astrum

30.06.2010

Cukiernia Adam Adamek

Placówka

Kraków, Prądnicka 74

Nie zgadzam się (38)
Chciałam w tym...
Chciałam w tym momencie opisać słynne lody na Starowiślnej, mieszkańcy Krakowa wiedzą o co chodzi. Jest to mała lodziarnia przy jednej z głównych ulic starej części miasta. Lody przez nich wyrabiane i sprzedawane są uważane za najlepsze na świecie, a już na pewno najlepsze w Krakowie. Osobiście jakoś nie podzielam tego zachwytu. Byłam tam dwa razy spróbować tych rzekomych cudów, kiedy udawało mi się kupić je bez stania w kolejce. Ostatnio poszłam do towarzystwa koleżance, będącej wielką wielbicielką lodów ze Starowiślnej. Lokal jest czynny teoretycznie do 19:00, ale wychodząc na przeciw potrzebom klientów sprzedaje lody znacznie dłużej, najczęściej do wyczerpania asortymentu na dany dzień. Byłyśmy koło 20:00 i w dalszym ciągu stała wielka kolejka, na około pół godziny czekania. Ale tutaj to jest normalne. W ofercie jest tylko kilka smaków lodów, bodajże 6 czy 7, były jeszcze prawie wszystkie dostępne. Obsługa bardzo dobra. Jedna pani przyjmowała pieniądze, druga nakładała lody, trzecia robiła drobne prace porządkowe przy ladzie, dokładała serwetki, wafelki, czystą wodę itp. Podziwiam panie, bo miały przecież mnóstwo pracy, jeden za drugim klient, a miały jeszcze siłę się uśmiechnąć podczas obsługi. Lody w umiarkowanej cenie, poniżej dwóch złotych za gałkę. Smaczne, ale nie na tyle, żeby stać po nie pół godziny w kolejce i cieszyć się, że w ogóle udało się kupić. Wygląd cukierni przeciętny, nie modernizowany od wielu lat.

Astrum

30.06.2010

Pracownia Cukiernicza Stanisław Sarga

Placówka

Kraków, Starowiślna 83

Nie zgadzam się (12)
Bardzo polecam cukiernię...
Bardzo polecam cukiernię Czarodziej. Firma ta ma kilka oddziałów w Krakowie, ja najczęściej kupuję na Wrocławskiej. Lubię ich wyroby, ponieważ są świetne w smaku, znacznie mniej chemiczne niż inne ciasta. Lokal jest urządzony w sposób prosty – stolik, krzesełka, lada chłodnicza, lodówka, wszystko utrzymane w jasnych kolorach w tonacji jasnozielonej, wykafelkowane, łatwe do utrzymania w czystości i czyste. W cukierni obsługuje pani w średnim wieku, bardzo życzliwa wobec klientów. Zna się na ciastkach, potrafi doradzić które będą smaczne i odpowiednie. Zdarzyło się, że byłam pod cukiernią jeszcze przed jej otwarcie i cierpliwie czekałam. Punktualnie przyszła sprzedawczyni, przeprosiła mnie, że czekałam (!), serdecznie zaprosiła do środka. Towary na wynos są starannie pakowane w kartoniki i papier i firmową reklamówkę. Kiedyś też kupiłam u nich ciastka w większym kartonowym pudełku, może tak pakują większa ilość. Szczególnie polecam kremówki, nawet lepsze niż słynne Wadowickie. Ciekawa jest też strona internetowa firmy. Utrzymana w zielonej kolorystyce, prosta, nieprzeładowana bajerami z najważniejszymi informacjami, takimi jak lokalizacje oddziałów, informacje o firmie i asortyment wraz z cenami. Intuicyjna i łatwa w nawigacji, po prostu dobrze przemyślana.

Astrum

30.06.2010

Czarodziej

Placówka

Kraków, Wrocławska 5a

Nie zgadzam się (20)
Moja mama jest...
Moja mama jest konsultantką Oriflame. Kiedyś przytrafiła jej się niezbyt miła przygoda. Kupowała dla klientki jedną ze szminek Giordani Gold. Te szminki normalnie kosztują klienta 37 złotych. Aktualnie były w promocji, prawie o połowę taniej. Paczkę można zamówić z dostawą do domu i z takiej opcji skorzystała mama. Szminkę dała osobie, która na nią czekała. Po około tygodniu klientka wróciła z pretensjami, że chciała pomadkę w innym kolorze, a ten jest ohydny i bardzo jej nie pasuje. Mama zdziwiła się, bo miała akurat nie miała zamówienia na inne kolory szminek, więc nie mogła pomylić klientów. Po sprawdzeniu opakowania stwierdziła, że faktycznie, klientka zamawiała inny kolor. Pomyślała, że może pomyliła się w zamówieniu. Na fakturze jednak widniał ten produkt, który miał być. Po prostu zamówienie zostało złożone prawidłowo, faktura prawidłowo wydrukowana a osoba, która pakowała pomyliła produkty. Klientka odniosła się do sprawy ze zrozumieniem, poprosiła mamę o wymienienie produktu. Pomyślałyśmy obie, że będzie to zwykła procedura reklamacyjna, w końcu widać tutaj ewidentny błąd firmy. Mama udała się do filii Oriflame w Katowicach, gdzie dowiedziała się, że jeżeli składała zamówienie z dostawą do domu, to reklamację musi kierować do Warszawy. Zadzwoniła do działu reklamacji z pytaniem jak dokładnie ma wyglądać pismo reklamacyjne i na jaki adres ma odesłać produkt. Od pani tam pracującej dowiedziała się, że nie ma w ogóle możliwości reklamowania produktu, ponieważ produkt o takim numerze nie znajduje się na fakturze. Nie można również reklamować tego, że nie ma w paczce produktu znajdującego się na fakturze, bo waga przesyłki się zgadza (w końcu szminki ważą tyle samo, niezależnie od koloru). Sytuacja idiotyczna. Mama w końcu zapytała, co ma robić, bo zostaje z niepotrzebnym produktem, którego nie chciała a który tani nie jest. Na to pytanie pracownica nie umiała odpowiedzieć. Mama powiedziała, że jeżeli klientka nie dostanie zamówionego produktu, to zrezygnuje z robienia u niej zakupów. Pracownica na to odpowiedziała lekceważąco „To niech rezygnuje”. Nie polecam współpracy z firmą, która tak traktuje współpracowników.

Astrum

30.06.2010

Oriflame

Placówka

Nie zgadzam się (21)
Kupowałam komódkę, stół...
Kupowałam komódkę, stół i krzesła w sklepie Ikea. Do jakości obsługi nie mam żadnych zastrzeżeń. Sklep jest generalnie samoobsługowy, więc pracownik pomaga dopiero wtedy, kiedy się go o to poprosi. Mam trochę zastrzeżeń do gospodarowania stanem magazynu w sklepie w Krakowie. Znalazłam sobie stół, który mi odpowiadał na stronie internetowej sklepu. Poszłam go szukać w sklepie. Okazało się, że chwilowo nie jest dostępny i będzie najwcześniej za 4 tygodnie. To nie są jakieś super meble robione na zamówienie, więc termin dla mnie absurdalny. Stoły były dostępne w innych sklepach sieci w Polsce, ale nie mieliśmy możliwości przywiezienia go. Po naradzie zdecydowaliśmy się na inny model. Zakupy robiłam sama. Stół, komódka i krzesła były dostępne na magazynie samoobsługowym. Ponieważ były to koszmarnie ciężkie paczki poprosiłam o pomoc pracownika. Pan pomógł mi załadować wózek i dopchać go do kasy. Po zapłaceniu inny pracownik pomógł mi zapchać do firmy organizującej transport. Opłaciłam transport – moim zdaniem dość drogi, zapłaciłam prawie 100 złotych za przewiezienie, a mieszkam około 3 kilometry od sklepu. Meble miałby być przewiezione tego dnia po 14 -tej. Ponieważ nie korzystałam z usługi wniesienia miał do nas przyjechać szwagier i wnieść je razem z mężem. Panowie z meblami przyjechali znacznie wcześniej, koło 13 – tej. Stwierdzili, że skoro jestem sama, to przecież nie będę wnosiła paczek po 70 kg i wnieśli mi je gratis. Po południu zaczęliśmy montować meble. Po otwarciu paczki ze stołem okazało się, że blat jest pęknięty wzdłuż na całej długości. Zadzwoniłam do sklepu, opisałam usterkę. Rozmawiałam z bardzo miłą panią. Przyjęła reklamację, spytała czy mogę dostarczyć blat do firmy, to wymienią mi od ręki. Powiedziałam, że to niestety nie jest możliwe. Usłyszałam, że w takim razie przyjedzie do mnie w terminie do dwóch tygodni ekipa, która wymieni blat. Po około tygodniu zadzwonił pan z IKEA, zapytał czy mogą przyjechać dzisiaj i umówił się na konkretną godzinę. Wypytał również szczegółowo o zakres koniecznych napraw gwarancyjnych. Panowie przywieźli ze sobą blat i narzędzia, błyskawicznie dokonali wymiany i zabrali uszkodzony. Meble były do przeznaczone do samodzielnego montażu. Instrukcja była jasna, czytelna i bez problemu udało nam się samodzielnie je skręcić. Mam jednak poważne zastrzeżenia do jakości. Chciałam mieć meble drewniane i takie mam i to jest niestety jedyna ich zaleta. Poszczególne części, z których składaliśmy meble nie były równo docięte, krzywe, otwory powiercone też krzywo, ogólnie trzeba było się ciężko napracować, żeby równo złożyć komodę, a i tak nie wszystko dało się skorygować i drzwiczki czy szufladki i tak są krzywo. Meble były w średniej cenie, a IKEA obiecuje wysoką jakość za rozsądną cenę, więc spodziewałam się, że taka będzie. Raczej więcej nie kupię tam nic droższego.

Astrum

30.06.2010

IKEA

Placówka

Kraków, ul. Josepha Conrada 66

Nie zgadzam się (18)
Słyszałam o książce...
Słyszałam o książce poświęconej zamkom krzyżackim w Polsce. Wiem, że książka ta jest dostępna w jednym z katalogów wysyłkowych, ale wolałabym ją zobaczyć przed zakupem, ponieważ nie znam innych publikacji autora i nie wiem, czy jest warta kupienia. Przechodząc koło księgarni Matras pomyślałam, że zajrzę i poszukam. W księgarni było kilku klientów. Pracownicy sprzątali, wycierali półki, układali książki. Po chwili znalazłam półkę z albumami i przewodnikami. Przejrzałam, niestety nie znalazłam nic pasującego. Podeszłam do jednej z pań pracujących w księgarni i zapytałam ją, czy jest dostępna taka książka. Nie byłam pewna tytułu, ale podałam wydawnictwo, które ją wydało. Pracownica wydawała się kompletnie zaskoczona moim pytaniem, zdezorientowana i wyraźnie nie wiedziała, co ma zrobić. Podeszła do komputera i próbowała szukać. Po chwili poprosiła o pomoc koleżankę. Koleżanka wraz ze mną podeszła do półki. Opisałam jej książkę – mniej więcej tytuł, format, wydawnictwo, wygląd okładki. Pracownica wyjęła kilka książek z półki i próbowała mi je zaproponować w zamian. Podziękowałam, powiedziałam, że chciałabym zobaczyć tamtą książkę. Pani powiedziała wówczas, że niestety nie kojarzy niczego takiego.

Astrum

30.06.2010

matras.pl

Placówka

Nie zgadzam się (25)
Ponieważ nie mieliśmy...
Ponieważ nie mieliśmy w tym dniu czasu na zjedzenie obiadu w domu postanowiliśmy zjeść na mieście. Po drodze napotkaliśmy firmę Polakowski. To sieć małych restauracyjek, w których można zjeść polskie potrawy. Wszystko jest bardzo smaczne, świeże, apetycznie podane. Wystrój lokalu był prosty, stoły z białymi obrusami, na ścianach półki udekorowane świeżymi warzywami i słojami z ogórkami i papryką. Lokalik malutki. Po środku stał bar, w którym obsługiwały trzy panie – młode dziewczyny, ubrane w słomkowe kapelusze. Ponieważ klientów nie było wielu, zresztą nawet nie zmieściłoby tu się ich wielu trzy panie obsługujące wydawały mi się przesadą. Jedna przyjmowała zamówienie, a dwie stały tuż za nią i patrzyły jej na ręce. Ponieważ nie byłam pewna co zjeść zapytałam sprzedawczyń, czy coś polecają. Odpowiedziały, że wszystko jest świeże. Po niecałej minucie podały nam małe kubeczki z zupą do skosztowania. Złożyliśmy zamówienie na danie główne, kasjerka zaproponowała coś do picia. Chętnie skorzystałam. Usiedliśmy, po dosłownie dwóch, trzech minutach jedna z dziewczyn zawołała, że dania są do odbioru. Jedzenie było smaczne. Polecam lokal, dobre jedzenie dla lubiących proste, polskie potrawy – pierogi, gołąbki, pieczeń.

Astrum

30.06.2010

Polakowski

Placówka

Kraków, Miodowa 39

Nie zgadzam się (16)
Sklep całkiem duży,...
Sklep całkiem duży, wygodnie urządzony, przestronny, z dużą ilością towaru. Towary czyste, ładnie ułożone. W sklepie było trochę za ciemno. Być może wpływa na to szara podłoga i szare kolory użyte wewnątrz. I niestety w powietrzu unosił się bardzo nieprzyjemny zapach psującego się jedzenia. W sklepie nie zaważyliśmy skrzynek depozytowych, a ponieważ mieliśmy przy sobie zakupy z innego sklepu mąż został z zakupami przy kasie a ja weszłam na sklep. Zakupy zrobiłam bez problemu, towaru było dużo, dobry wybór i łatwy do znalezienia. Czynna była jedna kasa, do której była duża kolejka. Po chwili kasjerka zawołała koleżankę, która usiadła na drugiej kasie i zawołała do ludzi w kolejce, żeby przeszli do jej kasy. Dobrze, że pracownicy reagują na ilość klientów sklepie. Sklep polecam, jedyne co poważnie mi przeszkadzało to ten brzydki zapach.

Astrum

30.06.2010

Lewiatan

Placówka

Kraków, Krowoderskich Zuchów 22

Nie zgadzam się (24)
Potrzebowałam kupić jarzyny....
Potrzebowałam kupić jarzyny. Ponieważ było już późno i nie wszystkie sklepy były czynne poszłam do znajdującej się w pobliżu Biedronki. W sklepie było dużo klientów. Przed sklepem była czyściutko, między wejściem a kasami również. Niestety na sali było nie sprzątane od dość dawna. Był bardzo ciepły dzień i pewnie sprzedawało się sporo napojów, bo na paletach z napojami leżały w dużych ilościach worki po butelkach. W pierwszej alei podłoga była koszmarnie zaplamiona. Poszłam w stronę warzyw i owoców. Wybór na stoisku był bardzo skromny, potrzebowałam kupić zwykłe warzywa, typu buraki, cebula i nawet z tego nie wszystko udało mi się dostać (brakowało buraków). Przy stoisku stał karton z arbuzami, w korzystnej cenie (poniżej 2 złote za kg). Oczywiście skorzystałam z okazji, niestety do wyboru były tylko dwa kawałki, jeden mały (dużo mniej niż ćwiartka) i drugi wielki (połówka). Nie było miejsca do pokrojenia arbuza. Wzięłam ten mniejszy kawałek. Kiedy już odchodziłam od stoiska przyszła pracownica Biedronki, spisująca coś odnośnie stoiska. Minę jednak miała tak niezachęcającą, że nawet nie prosiłam jej o możliwość pokrojenia arbuza. Przy chłodniach podłoga była koszmarnie brudna, nawet nie poplamiona, ale jednolicie czarna. Jeszcze gorzej było między kartonem z arbuzami z stoiskiem z warzywami i owocami – tutaj podłoga była zwyczajnie mokra i brudna. W powietrzu czuć było nieprzyjemny zapach. Poszłam do kasy. Czynne były dwie, pierwsza i ostatnia, do obu była kolejka. Panie kasjerki kończyły pracę lub szykowały się na przerwę, bo głośno między sobą omawiały jakiej kawy się napiją. Ładnych kilka minut już stałam w kolejce, kiedy któraś z nich zadzwoniła po dodatkowego kasjera. Niestety dodatkowa kasa nie została otwarta. Sklep polecam, natomiast bardzo przeszkadzała mi woda na podłodze i bardzo nieprzyjemny zapach.

Astrum

30.06.2010

Biedronka

Placówka

Kościan, Kaźmierczaka 29

Nie zgadzam się (23)
Mam na siebie...
Mam na siebie zarejestrowane trzy karty SIM w Era. Z telefonów tych korzystają moi rodzice i ja. Mój tata jest osobą wykorzystującą telefon tylko do rozmów, nie interesują go nowinki techniczne. Ja jestem osobą decyzyjną we wszystkich kwestiach związanych z przedłużaniem umowy i zmianami na koncie. W pewnym momencie zadzwonił do ojca pracownik Ery. Tata wtedy szedł wzdłuż ruchliwej ulicy, nie rozmawiało mu się komfortowo przez telefon. Pracownik firmy wcisnął mu na siłę telefon i przedłużenie umowy. Rozmowa trwała dość długo, tata czuł się niezręcznie i nie umiał odmówić. Po kilku godzinach zadzwonił do mnie i opisał całą sytuację. Zdenerwowałam się, bo osobą decyzyjną odnośnie tego telefonu byłam ja i zmiana została przeprowadzona bezprawnie. Zresztą tata bardzo żałował, że dał sobie coś takiego wcisnąć. Tego samego dnia wieczorem zadzwoniłam do Ery. Kiedy wyjaśniłam jak sprawa wygląda i jak pięknie pracownik firmy nagina prawo oczywiście bez słowa wszystkie zmiany cofnięto. Okazało się, że telefon wraz z umową został wysłany, zostałam poproszona o nieodbieranie go. Powiedziałam, że oczywiście, i tak został wysłany na adres, pod którym rzadko bywam. Na moje żądanie zostało mi ujawnione nazwisko pracownika i zostałam poinformowana o procedurze składania skargi na pracownika. Skargi nie składałam, bo nie miałam wtedy na to czasu, zadowoliło mnie odwołanie idiotycznie wymuszonej umowy. Uważam, że pracownicy Ery przesadnie wykorzystali brak asertywności starszej osoby.

Astrum

30.06.2010

T-Mobile

Placówka

Nie zgadzam się (26)
Ponieważ niedługo wyjeżdżamy...
Ponieważ niedługo wyjeżdżamy na wakacje chciałam na ten wyjazd kupić mężowi maszynkę elektryczną. W sklepie były dwa rodzaje maszynek, z okrągłymi nożykami i z głowicą z folią. Różniły się też ceną, te z folią były trochę droższe. Ponieważ nie wiedziałam czym się różnią postanowiłam poszukać pracownika działu i zapytać. Pytałam już kilkakrotnie zresztą, w różnych sklepach i dowiadywałam się, że tą są okrągłe a te podłużne (dosłownie). Cały czas miałam nadzieję, że wreszcie się dowiem. Obok przechodziła pracownica, wysoka blondynka, z długimi, rozpuszczonymi włosami. Ponieważ zaczęła poprawiać ułożone obok depilatory, zapytałam ją, czy pracuje na tym dziale. Potwierdziła. Zapytałam ją w takim razie, czym różnią się od siebie maszynki. Dowiedziałam się, że jedne mają nożyki tnące, drugie tnącą folię, że w przypadku stępienia folia jest tańsza do dokupienia i maszynki z folią dokładniej golą. Zapytałam jeszcze, która maszynka jest bardziej delikatna. Pani odpowiedziała mi, że obie są takie same, delikatność golenia nie ma tu nic do rzeczy. Całą odpowiedź udzielona była normalnym, naturalnym tonem, życzliwie i pracownica robiła wrażenie naprawdę kompetentnej.

Astrum

30.06.2010

Saturn

Placówka

Kraków, Pawia 5

Nie zgadzam się (19)
W poszukiwaniu ładnych...
W poszukiwaniu ładnych butów na lato zajrzałam do CCC. W sklepie było zatrzęsienie klientów. Ciężko było znaleźć pracownika, którego można by poprosić o pomoc, ponieważ kilka dziewczyn pracujących tutaj cały czas biegało, coś przynosiło, wynosiło, układało, pomagało szukać. Naprawdę miały urwanie głowy. Zresztą ich wysiłki były widoczne, w sklepie pomimo kilkudziesięciu klientów był porządek. Wszystkie dziewczyny wyglądały na zabiegane, ale chętne do pomocy. Natomiast na kasie pracowała gwiazda. Młoda dziewczyna, ubrana w jakąś falbaniastą, niebieską szatę, bardzo mocno opalona, z awangardowym kokiem, lubiąca biżuterię etno, bo miała na sobie dwa rzucające się w oczy, ozdobne naszyjniki w tym stylu, błyszczące kolczyki i kolczyk w brodzie. Na paznokciach miała bordowy lakier z elementami brokatu. Z klientami porozumiewała się ograniczając się do tak, nie, uhm.

Astrum

30.06.2010

CCC

Placówka

Kraków, Kamieńskiego 11

Nie zgadzam się (15)
Zajrzałam dzisiaj do...
Zajrzałam dzisiaj do sklepu C&A. W sklepie był spory wybór towaru i bardzo dużo klientów. Do kasy była ogromna kolejka. Zrozumiałe, w końcu jest wyprzedaż. Pomimo tłumu klientów pracownikom udało się utrzymać porządek, ubrania wisiały na wieszakach, równo, niepomieszane, nie porozrzucane. Nie było też żadnych na ziemi, pod wieszakami. Znalazłam bardzo ciekawe zestawy koszulek dzianinowych, pakowanych po dwie w cenie 35 złotych za komplet. Niestety były prawie same białe. Przeglądając je jednak zauważyłam, że czasami są w komplecie dwie w takim samym rozmiarze, a czasem w różnych. Raczej nie noszę równocześnie M i L, więc to musiała być jakaś pomyłka. Zwłaszcza, że na metce zbiorczej był podany tylko jeden rozmiar, na przykład L. Nieprzyjemnie się zrobiło, kiedy obok stanęły trzy panie z obsługi, oparły się o jeden ze stojaków i zaczęły rozmawiać. Omawiały jakiś wyjazd. Przy czym w rozmowie używały bardzo dużo słów niecenzuralnych, na k..., h..., p.... prawie w każdym zdaniu.

Astrum

29.06.2010

C&A

Placówka

Kraków, Kamieńskiego 11

Nie zgadzam się (24)
Z przyjemnością pochwalę...
Z przyjemnością pochwalę działalność Poczty Polskiej. Wysyłam do rodziców priorytet w czwartek wieczorem. Liczy się tak samo, jakby był wysłany w piątek, do 15 -tej. Dla tak wysyłanych priorytetów deklarowany termin doręczenia to jeden dzień roboczy, czyli powinien być w poniedziałek. I w poniedziałek, o 11 -tej rano, listonosz przyniósł mojej mamie kopertę. Wszystko tak jak powinno być.

Astrum

29.06.2010

Poczta Polska

Placówka

Nie zgadzam się (21)
W czasie, gdy...
W czasie, gdy stałam w kolejce na poczcie, żeby wysłać list polecony miałam wątpliwą przyjemność wysłuchać rozmowy dwóch pań pracujących w Orsey'u. Obie młode, około 20 lat. Jedna ubrana bardzo elegancko, druga sportowo. Dowiedziałam się, że w firmie pracuje jakiś głupi gościu, który jednej z tych dziewczyn kazał przyjść do pracy, chociaż miała wolne i specjalnie przyjechała z Opola, żeby pójść do pracy. Dowiedziałam się też, że pracuje jakaś szefowa, tu padło imię, która jest wredna, głupia i chce rozbić bardzo zgrany zespół. Wymieniono dwie dziewczyny, które przeniesiono gdzie indziej i omówiono, jaka dziewczyna przychodzi na ich miejsce. Usłyszałam też, że na Floriańskiej jest za dużo pracowników, a na Zakopiance jest za mało. Została też skomentowana ilość pracowników „otwierających” w kilku punktach w Krakowie. Razem ze mną tych, było nie było raczej poufnych informacji wysłuchało kilkanaście osób na poczcie.

Astrum

29.06.2010

Orsay

Placówka

Nie zgadzam się (17)
Moja obserwacja dotyczy...
Moja obserwacja dotyczy dodawanych komentarzy do opinii. Uważam, że komentarze powinny wymagać minimum zalogowania się uczestnika. Może wtedy byłyby trochę bardziej merytoryczne. W tym momencie pojawia się sporo komentarzy dodawanych chyba tylko po to, żeby komuś dogryźć, bo nie wnoszą nic do dyskusji.

Astrum

29.06.2010
Nie zgadzam się (19)
27.11.2021
Odpowiedź firmy
Dziękujemy Astrum. Przyznajemy, że kwestia dostępu do komentowania była także u nas w zespole portalu przedmiotem żywiołowych dyskusji. Przeważyła jednak opcja dostępu bez zalogowania, ponieważ naszym celem jest udostępnienie tej funkcji wszystkim czytelnikom naszego portalu. Wielu z nich odwiedza nas, poznaje, sonduje, zanim podejmą decyzję o rejestracji. Dla nich właśnie ułatwiliśmy komentowanie, licząc na „wzrost apetytu w miarę jedzenia” czyli przejście na poziom pełnoprawnego użytkownika. Stale monitorujemy komentarze i wiemy, że te obraźliwe bądź mało konkretne stanowią jedynie znikomy margines. To nas wyróżnia na tle wielu portali, na których 90% komentarzy stanowi wulgarny bełkot. Podsumowując, nie chcemy być cenzorem obserwacji ani komentarzy, wierzymy w siłę społeczności i rozsądek naszych użytkowników. Pamiętajmy, że w przypadku każdego komentarza można zgłosić nadużycie poprzez kliknięcie w odpowiedni link. Pozdrawiamy gorąco, zespół portalu.
Zwiedzałam bardzo ciekawy...
Zwiedzałam bardzo ciekawy zabytek wojenny z czasów II wojny światowej, jakim jest Wilczy Szaniec, jedna z kwater Hitlera. Budynki oczywiście są zniszczone, gdyż zostały wysadzone przez wycofujących się Niemców. Niestety obiekt obecnie jest źle zabezpieczony i bardzo źle eksponowany. Cena za zwiedzanie dość wysoka, 12 złotych za bilet, plus obowiązkowo parking (nie ma możliwości dojechania inaczej niż własnym środkiem lokomocji). Zwiedzający turysta, musi przejść się przez las, koło betonowych bloków, oganiając się od komarów. Niestety nie ma żadnego opisu, czym różnią się poszczególne bloki od siebie, jakie pełniły funkcje, co się z nich mieściło. Przed wejściem można zapoznać się ze starym i wypłowiałym planem kwatery, częściowo już nieaktualnym, bo zmieniono układ ścieżek. Plusem jest, że można kupić książki o Wilczym Szańcu, szkoda, że dopiero w środku, po przejściu już pewnej ilości obiektów. Do kwatery jest łatwo trafić, znajduje się zaraz przy głównej drodze, z dobrze oznaczonym zjazdem. Przy zwiedzaniu można skorzystać z serwisu przewodnickiego, niestety jest problemem, jeżeli ktoś nie chce z niego skorzystać i chciałaby zwiedzać indywidualnie. Po obiekcie chodzi grupa za grupą i cały czas słychać kogoś opowiadającego. Spotkałam się tutaj w dodatku z bardzo nieprzyjemną panią przewodnik (starsza pani). Staliśmy w miejscu nieudanego zamachu na Hitlera i czekaliśmy, aż grupa przejdzie dalej. Przewodniczka zwróciła się do nas z pytaniem, czy chcemy dołączyć do jej grupy. Właściwie to nie zwróciła się z pytaniem tylko zawołała „Hej, wy tam dwoje”. Nic nie odpowiedzieliśmy, no bo co mieliśmy mówić. Potem powtórzyła równie udane zwroty grzecznościowe po angielsku i niemiecku. W końcu zlitowałam się, powiedziałam jej że dziękuje, wolimy zwiedzać sami. Dowiedziałam się, że tak tylko mówię, a idę i tylko patrzę, żeby podsłuchać. Nie skomentowałam, bo nie chciałam się wdawać z nią w głupie utarczki. Na szczęście nie wszyscy przewodnicy są tacy.

Astrum

29.06.2010

Wilczy Szaniec

Placówka

Kętrzyn, Gierłoż

Nie zgadzam się (20)
Będąc na wakacjach...
Będąc na wakacjach zwiedziłam jeden z ciekawszych zabytków Giżycka – Twierdzę Boyen. Jest to zabytek sztuki militarnej, twierdza, powstała w połowie XIX wieku w celu wzmocnienia obronności terenu jezior i utrudnienia przejścia między nimi ewentualnej wrogiej armii. Zabytki tego rodzaju są w Polsce niekoniecznie eksponowane, ponieważ zostały wzniesione w czasach zaborów, na potrzeby zaborczych armii. Osobiście widziałam twierdze czy forty zdewastowane i niszczejące. Tym bardziej zaskoczył mnie widok Twierdzy Boyen. Teren twierdzy został ogrodzony, zwiedzający muszą wykupić bilety. Bilety nie były drogie, po 6 złotych, natomiast bardzo się zdziwiliśmy, że nie ma ulgowych. Przy wejściu znajduje się mapa, ze schematycznym planem obiektu i informacjami, co gdzie jest i jak się która budowla nazywa. Bardzo to ułatwia i uprzyjemnia zwiedzanie, szkoda, że takie plany nie są dokładane do biletu, lub chociaż sprzedawane po kilka groszy. Po dość rozległym terenie twierdzy wyznaczone zostały trasy turystyczne. Właściwie podążając po trasach można zobaczyć wszystkie ważne budynku wojskowe lub ich ruiny. Dla ludzi bardziej interesujących się współczesnymi rozrywkami jest przygotowany teren do jazdy na quadach lub pojazdach wojskowych. Bardzo dużą zaletą zorganizowanego tutaj muzeum jest czystość. Mury są odczyszczone, nie ma jakiś zarośli, nie ma tutaj lumpów z piwem i potłuczonych butelek. Całość terenu objęta jest monitoringiem, więc można bezpiecznie wejść w każdy kąt. W czasie zwiedzania brakowało mi podręcznej mapki terenu twierdzy. Przydałoby się również przygotowanie niewielkich opracowań dotyczących twierdzy, dołączanych do biletów, bądź sprzedawanych za grosze, albo chociaż umieszczanie przy obiektach informacji, ponieważ zwiedzający nie znający się na sztuce militarnej mogliby lepiej poznać twierdzę i lepiej zrozumieć, co oglądają.

Astrum

29.06.2010

Twierdza Boyen

Placówka

Giżycko, Turystyczna 1

Nie zgadzam się (18)
Przeczytałam dzisiaj na...
Przeczytałam dzisiaj na portalu Jakość Obsługi dwie obserwacje osób, które przyjechały do miejsca docelowego o wiele później, niż planowały przyjechać. Oczywiście podróżując PKP. Jestem zaskoczona niefrasobliwością pracowników kolei właśnie odnośnie punktualności pociągów, zwłaszcza, że to nie zawsze spowodowane jest wypadkami losowymi, ale czasem świadomie przez kogoś podjętą decyzją. Jechałam kiedyś pociągiem z Olsztyna do Krakowa, a przesiadką w Warszawie. Pociąg w Olszynie wyjechał z ponad półgodzinnym opóźnieniem, ponieważ ktoś podjął decyzję, że należy czekać na inny pociąg, przyjeżdżający do Olsztyna. W Warszawie mieliśmy już około godziny spóźnienia, a pociąg, na który miałam się przesiąść odjechał pół godziny wcześniej. Niestety tutaj już nie było nikogo, kto szlachetnie by zdecydował o zatrzymaniu pociągu do naszego przyjazdu. Było nas w takiej sytuacji 10 osób. Chcących przesiąść się na różne pociągi, na które nie zdążyliśmy, a które nie poczekały na stacji. W tym matka sama podróżująca z dzieckiem w wózku i para starszych ludzi, mieszkających w jakiejś malutkiej miejscowości koło Łańcuta. Najpierw każdemu z nas kierownik pociągu musiał opisać na bilecie, że nie mogliśmy zdążyć na właściwy pociąg. Oczywiście to my, musieliśmy udać się do jego przedziału, co nie jest komfortowe na przykład dla mamy z małym dzieckiem. Na stacji Warszawa Wschodnia czekał nas bieg w poszukiwaniu odpowiedniej osoby, która prolongowałaby masze bilety na odpowiednie pociągi, mniej lub bardziej zbieżne z kierunkiem zamierzonym. Mnie osobiście nie zrobiło to wielkiej różnicy, wsiadłam do pociągu jadącego do Krakowa i byłam w domu może godzinę później niż byłabym planowo. Natomiast w bardzo przykrej sytuacji została postawiona para tych starszych ludzi, którzy mieli w Warszawie wsiąść z pociąg do Rzeszowa, potem przesiąść się na coś do Łańcuta i koło 9-tej wieczorem być u siebie w domu. Tymczasem o godzinie 21:00 dopiero dojeżdżali do Krakowa. Wiedzieli już, że czeka ich noc na dworcu albo w Rzeszowie albo w Łańcucie. Tylko dlatego, że ktoś w Olsztynie postanowił poczekać na inny pociąg, nie troszcząc się, czy potem ludzie będą mogli jakoś kontynuować podróż. Do samych pracowników nie mam większych zastrzeżeń. Oprócz pani z kasie na dworcu Warszawa Wschodnia, pozostali byli bardzo uprzejmi i pełni zrozumienia. Aczkolwiek nie widzieli nic dziwnego w tym, że pociąg pojechał, kwitowali stwierdzeniem, że tak to już jest.

Astrum

29.06.2010

PKP Intercity

Placówka

Nie zgadzam się (19)
Kiedyś, około półtora...
Kiedyś, około półtora roku temu, poprosiłam mojego męża, żeby wracając z pracy kupił mi rajstopy. Mąż przejeżdża tramwajem koło Galerii Krakowskiej, po prostu wysiadł, poszedł do jednego ze sklepów, poprosił sprzedawczynię, żeby mu podała określone rajstopy, zapłacił i przyjechał następnym tramwajem. I teraz uwaga: ja prosiłam o rajstopy w rozmiarze 4 (szczupła nie jestem), w kolorze czarnym, co najmniej 40 DEN (była zima). Mąż powtórzył dokładnie, bo sobie w pracy zapisał, i sprzedawczyni przeczytał z kartki. Przywiózł mi: jasnobeżowe rajstopki, rozmiar 2, 15 DEN. Takie mu pani dała i powiedziała, że będą dobre. W pierwszej chwili chciałam jechać do sklepu porozmawiać z kierownikiem zmiany, czy naprawdę muszą wciskać cokolwiek, a nie mogą sprzedać tego co klient potrzebuje, ale w tym momencie nie miałam czasu. Potem odpuściłam, rajstopy dałam koleżance. W Reserved więcej nie kupuję.

Astrum

29.06.2010

Reserved

Placówka

Kraków, Kamieńskiego 11

Nie zgadzam się (24)

Strefa Gwiazd Jakości Obsługi