Przechodziłam koło Saturna w Galerii Krakowskiej i zajrzałam kupić pewien drobiazg. Przechodziłam koło drobnych kuchennych sprzętów AGD i postanowiłam rzucić okiem na maszynkę do mielenia, którą planowałam kupić. Znalazłam ją na półce. Oglądałam ją wcześniej na stronach sklepów internetowych i ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam ją gotową do kupienia od ręki, w dodatku w cenie nieznacznie wyższej niż w sklepie internetowym. Bardzo się spieszyłam więc tylko zerknęłam na opis, zabrałam pudełko i poszłam do kasy. Po kilku godzinach wróciłam do domu i zaczęłam rozpakowywać mój nowy nabytek. Bardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że kupiłam nie taką maszynkę jak chciałam. Chciałam kupić maszynkę z funkcją szatkowania warzyw, a kupiłam sobie zwyczajną maszynkę do mielenia mięsa, sera, maku itp. Dokładnie obejrzałam pudełko i zobaczyłam, że dodatkowe tarki są narysowane, ale z dopiskiem, że jest to wyposażenie opcjonalne. Szkoda, że producent (Zelmer) nie opisuje swoich produktów wyraźniej. Pojechałam do sklepu. Na szczęście towar można było bez problemu zwrócić, niestety zwrot pieniędzy nie był możliwy, musiałam kupić w sklepie inny towar w tej samej lub wyższej cenie. Znalazłam na półce drugą maszynkę, tą którą chciałam kupić. Ponieważ nie chciałam drugi raz popełnić błędu postanowiłam upewnić się u pracownika. Dwie alejki dalej stały trzy panie z obsługi, zajęte rozmową na prywatne tematy. Kiedy podeszłam i poprosiłam o pomoc jedna z nich niechętnie poszła za mną. Pokazałam jej obie maszynki i zapytałam, czy ta druga ma na wyposażeniu szatkownice. Pani stała z założonymi rękami, kiedy zapytałam wzruszyła ramionami, powiedziała tak, odwróciła się i odeszła. Poczytałam jeszcze raz opisy na pudełkach i poszłam do kasy. Kasjerka nie miała problemu ze skasowaniem towaru i potrąceniem części należności z rachunku zapłaconego za oddany sprzęt a reszty z karty kredytowej. Zapytała też, czy życzę sobie obejrzeć sprzęt od razu. Pomogła mi go rozpakować i sprawdzić, czy wszystkie części są w środku. Gdyby tak zachowała się kasjerka u której wcześniej płaciłam, zauważyłabym, że to nie jest ten towar co chciałam, kupiłabym od razu właściwy i zaoszczędziłabym wyjazdu w celu wymiany.
Podsumowując, niektórzy pracownicy w sklepie są bardzo uczynni i pomocni, niestety niektórzy „olewają” klientów. W sklepie jest duży wybór towaru dostępnego od ręki i to jest jego największa zaleta.
Hobbystycznie dużo zwiedzam, i jeżeli jestem w jakiejś miejscowości, gdzie są atrakcje turystyczne zawsze staram się je zobaczyć. Przejeżdżaliśmy z mężem przez Przeworsk i oczywiście koniecznie chcieliśmy zobaczyć muzeum w dawnym pałacu Lubomirskich. Najpierw minus – nie jest łatwo trafić do muzeum. Znajduje się przy głównej drodze, więc nie byłoby problemu z trafieniem, gdyby było lepiej oznaczone. Przy wjeździe do miasta od strony Przemyśla jest tylko informacja o muzeum, natomiast nie ma podanej odległości. Nie ma również żadnego drogowskazu w mieście. Jechaliśmy zastanawiając się, czy już przejechaliśmy, czy nie, czy nie powinniśmy skręcić gdzieś z głównej drogi. W końcu znaleźliśmy park. Niestety, w parku również nie jest oznaczony budynek pałacu, a wejście i tabliczka informująca o muzeum znajduje się od drugiej strony niż wejście i w dodatku jest dość niepozorna, także dopiero pukając do drzwi i rozmawiając z pracownikiem upewniliśmy się, że trafiliśmy.
Wewnątrz muzeum jest cudowne. Na dole znajdują się sale z ekspozycją poświęconą historii Przeworska. W gablotach są umieszczone tabliczki z ciekawymi opisami historii i eksponatów. Sale są dobrze oświetlone, litery w opisach są duże i łatwe do czytania. Eksponaty są dobrze wyeksponowane. Górne piętro to wyposażenie pałacu z czasów XIX w i przełomu XIX i XX w. Jedna z pracujących w muzeum pań zabrała nas na górę do części pałacowej. Oprowadziła nas po pokojach. Opowiadała z dużą swobodą, bardzo interesująco i z zaangażowaniem. Naprawdę znała się na tematyce o której mówiła, opowiadała o wielu interesujących szczegółach dotyczących wyposażenia pałacu i realiów życia w tamtych czasach. Tak właśnie powinno wyglądać oprowadzanie turystów po muzeum. I w dodatku oprowadzanie mieliśmy w cenie biletu, bez żadnych dodatkowych opłat.
Jechałam busem firmy Alter na trasie Katowice – Kraków. Jestem bardzo zadowolona z przejazdu. Pomimo ogromnych korków w Katowicach bus przyjechał punktualnie i do Krakowa dojechał z dosłownie kilkuminutowym opóźnieniem. Przy czym muszę pochwalić kierowcę, że jechał spokojnie, nie szarżował, nie wyprzedzał ryzykownie. Pan był bardzo uprzejmy – pierwszy raz jechałam na tej trasie busem tej firmy, więc wypytywałam o czas przejazdu, trasę przejazdu w Krakowie (miałam sporo bagażu i musiałam umówić się z mężem, w którym miejscu ma mnie odebrać). Kierowca cierpliwie i dokładnie odpowiadał na moje pytania, pomimo tłumu klientów chcących wsiąść do busa. Wyszedł też na zewnątrz, specjalnie dla mnie otworzyć bagażnik. Bus czysty, wygodnie się jechało. Firma warta polecenia.
Robiąc zakupy w sklepie Tesco natknęłam się na hostessę z firmy Monari. Pani promowała oliwę extra vergine. Jej stoisko wyglądało czysto i estetycznie. Ładnie się uśmiechała i zachęcała klientów do degustowania. Miała do degustacji dwa rodzaje oliwy – łagodną i pikantną. Zainteresowało mnie to i zapytałam panią dokładniej o oliwy. Pani oczywiście powiedziała mi, że są one całkowicie naturalne. Zapytałam ją wtedy, skąd bierze się różnica w smaku – czy oliwa pikantna jest z jakimiś dodatkami, czy jest wytłaczana z innego rodzaju oliwek. Niestety hostessa nie potrafiła odpowiedzieć na moje pytanie, ani nie spróbowała znaleźć odpowiedzi w etykiecie na produkcie. Po prostu stwierdziła, że nie wie.
Robiłam dzisiaj większe zakupy. Ponieważ przejeżdżałam akurat w pobliżu hipermarketu Tesco postanowiłam tam kupić potrzebne produkty. Ponieważ rzadko zaglądam do tego sklepu (dla mnie jest prawie na drugim końcu miasta), miałam trochę problemów z odnalezieniem się w sklepie. Samo otoczenie sklepu dość przyjazne – łatwy dojazd, sporo miejsca na parkingu. Zaletą jest też łatwy dojazd do sklepu autobusem lub tramwajem. Na parkingu było sporo śmieci i pozostawiane przez klientów wózki na zakupy – dobrze, że Tesco zrezygnowało z wózków na monety, ale szkoda, że pracownicy nie pilnują porządku z wózkami. W sklepie było sporo klientów. Do stoiska z wędlinami, mięsem i serami były kolejki. Przy stoisku z warzywami i owocami pracowała pani sprzedająca bakalie, kiedy zapytałam ją, gdzie mam ważyć warzywa, odpowiedziała, że chyba na kasie. Układ w sklepie dość czytelny, większość produktów, które potrzebowałam znalazłam bez problemów. Nie umiałam znaleźć tylko mleka – w końcu poprosiłam o pomoc panią z obsługi. Pani życzliwie i z uśmiechem pokazała mi, gdzie znajduje się mleko. Ludzi były sporo, ale dużo kas było otwartych, więc w kolejce przeciętnie do kasy stały 2 – 3 osoby. Kasjerka powitała mnie z uśmiechem, zapytała czy zbieram punkty. Kasowanie i płacenie za towary przebiegało sprawnie. Ogólnie zakupy robiło się przyjemnie – spory wybór towarów, dobrze wyeksponowane, czysto, obsługa przyjazna.
Skorzystaliśmy z mężem z oferty kina Kijów w Krakowie „Idź do kina na operę”. Jest to seans, podczas którego transmitowane jest na żywo przedstawienie operowe z Metropolitan Opera House. Byliśmy na takim seansie po raz pierwszy. Spodziewałam się normalnego seansu, tyle że o innej tematyce niż zazwyczaj są wyświetlane filmy. Byłam bardzo mile zaskoczona organizacją imprezy. Po wejściu do kina poczułam się prawie jak w operze. W kinie czynna była szatnia, gdzie można było pozostawić płaszcze. Był niewielki bar, gdzie można było kupić pepsi i jakieś przekąski, ale na szczęście były też barki, gdzie można było kupić sobie lampkę wina. Projekcja była bardzo dobrze zsynchronizowana z oryginalnie nadawaną operą. Samo przestawienie zostało poprzedzone krótkim wstępem przez jednego z prowadzących audycje w radiu RMF Classic. Organizatorzy bardzo poważnie traktowali publiczność – kiedy w pewnym momecie nastąpiła przerwa w transmisji, zostaliśmy poproszeni o chwilę cierpliwości. Transmisja została wznowiona, a w czasie przerwy zostaliśmy poinformowani, że problem został sprawdzony i nie była to wina kina Kijów, ale zakłóceń na łączach satelitarnych.
Zakupy w wysyłkowym sklepie Yves Rocher to sama przyjemność. Dostaję co jakiś czas ofertę z kosmetykami do domu. W ofercie kosmetyki są dobrze opisane, za każdym razem trafnie dobieram kremy do potrzeb mojej skóry. Zamówienie składane telefonicznie jest w ciągu kilku dni dostarczane do domu. Zawsze zamówienia odbiera miła i kompetentna osoba. Nie miałam jeszcze nigdy problematycznej sytuacji, kiedy to jakiś produkt miałby być w promocji a nie jest – jeżeli jest napisane, że coś dostanę gratis przy zamówieniu, lub że coś dostanę w promocyjnej cenie to zawsze tak jest. Składam zamówienia od ponad 10 lat i nigdy nie miałam problemów. Kosmetyki są świetne. Zwłaszcza kosmetyki do higieny osobistej. Minusem jest krzykliwość oferty – wolałabym kupować produkty w ustalonych, rozsądnych cenach, zamiast co chwilę dwa w cenie jednego, jak zamówię dwa to potem kolejny 40 % taniej itp. Mam też już dosyć gratisowych drobiazgów, czasem zupełnie nieprzydatnych, czasem bardzo dobrych, ale wolałabym sobie kupować sama takie, które potrzebuję. Tymniemniej, w dalszym ciągu jestem bardzo zadowoloną klientką.
Złożyłam zamówienie w antykwariacie „Nie tylko dla moli” za pośrednictwem serwisu Allegro. Aukcje antykwariatu były proste, czytelne, ważne informacje odnośnie realizowania zamówienia zostały uwypuklone. Antykwariat ma w swojej ofercie dużo pozycji trudnych do znalezienia. Minus – konieczność kupowania poprzez licytacje, co po pierwsze zmusza do czekania na zakończenie licytacji, po drugie nie gwarantuje zakupienia towaru. Książkę udało mi się kupić. Po zakupie otrzymałam od sprzedającego ofertę dotyczącą jego sklepu internetowego. Nie znalazłam tam niczego interesującego. Zapłaciłam za książkę i napisałam e-maila z prośbą o zmianę adresu wysyłki – książka miała być prezentem. Sprzedający był profesjonalistą w tym co robił, poinformował mnie o etapach realizacji zamówienia – o wysyłce towaru i wysłał go na adres, który podałam (niestety często sprzedawcy z Allegro nie chcą wysyłać towaru na inny adres niż zarejestrowany przez użytkownika). Książka przyszła w ciągu trzech czy czterech dni od wpłaty, czyli bardzo szybko.
Złożyłam zamówienie na książki w firmie Prószyński Media Sp. z o.o. Zamówienie złożyłam przedostatniego października, za pośrednictwem kartki pocztowej z blankietem zamówień, która była dołączona do katalogu. Wypełniłam ją i wrzuciłam do skrzynki w piątek wieczorem (katalog obowiązywał do soboty), gdyż zależało mi na kilku pozycjach, które były właśnie w październikowym katalogu. Wybrałam dostawę za pośrednictwem firmy kurierskiej, ale i tak nie spodziewałam się dostawy zbyt szybko, ponieważ do tej pory zdarzało mi się czekać nawet po dwa, trzy tygodnie na zamówienie. Bardzo się zdziwiłam, kiedy w środę koło południa przyjechał kurier i dostarczył mi zamówione książki – czyli zamówienie zostało do mnie dostarczone w trzecim dniu roboczym od złożenia go. Rewelacja
Zadzwoniła do mnie pani, przedstawiła się, że dzwoni z formy Dell coś tam (mówiła szybko i niezbyt wyraźnie). Upewniła się, że rozmawia ze mną (imię i nazwisko), po czym poinformowała mnie, że rozmowa jest nagrywana. Nie miałam w tym momencie za bardzo możliwości prowadzenia rozmowy, ale pani nie dała mi dojść do słowa, nie zapytała mnie, czy mogę teraz rozmawiać. Pani zaczęła szybko mówić o jakieś wspaniałej ofercie dotyczącej laptopa, przygotowanej specjalnie dla właścicieli firm. Jak już pisałam, nie bardzo miałam w tym momencie możliwość rozmawiania z panią, niedawno kupiłam laptopa i absolutnie nie byłam zainteresowana kupnem kolejnego. Wcisnęłam się pani w końcu w słowo i powiedziałam jej, że raczej nie będę zainteresowana tą ofertą. Na to pani bardzo niegrzecznie odpowiedziała mi, że może najpierw wysłucham co ona ma do powiedzenia. Ponieważ ta odzywka była już bardzo nie na miejscu powiedziałam pani, że nie jestem zainteresowana kupnem żadnego laptopa i zakończyłam rozmowę. Do tej pory produkty Della uważałam za dobre, szkoda że telemarketerzy, którzy było nie było w kontakcie z klientem reprezentują firmę nie są wstanie zostawić po sobie dobrego wspomnienia.
W ostatnich dniach kilkakrotnie korzystałam z usług KZK GOP. Muszę napisać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona poziomem ich usług. Autobusy są dość czyste, przyjeżdżają punktualnie. Wewnątrz są ogrzewane. Nie ma zbyt wielkiego tłoku, bez problemu można znaleźć miejsce siedzące. Kierowcy w autobusach ufają pasażerom – widziałam, jak do autobusu wsiadła pani i chciała kupić bilet. Kierowca nie miał jej wydać. Pozwolił jej jechać i na przystanku, na którym pani miała wysiadać, wysiadła, poszła do kiosku, rozmieniła pieniądze i wróciła zapłacić. Bardzo byłam mile zaskoczona tą obserwowaną sytuacją – mnie kiedyś w podobnej sytuacji kierowca kazał wysiąść lub jechać na własną odpowiedzialność. Jako minus niestety muszę stwierdzić, że ubyło kursów i połączeń w ciągu ostatnich kilku lat i niestety podróż pomiędzy miastami zajmuje teraz o wiele więcej czasu.
Prawie miesiąc temu zamieściłam na portalu „Jakość obsługi” opis mojej prawie rocznej walki z bankiem Millenium, zakończonej całkowitą rezygnacją z usług banku. Na ostatnią złożoną przez mnie reklamację miałam otrzymać pisemną odpowiedź, nie dostałam takiej od dnia opisania zdarzenia na „Jakości obsługi”. Dzień lub dwa po zamieszczeniu tutaj opinii zadzwoniła pani z banku Millennium. Przeprosiła mnie za wszystkie nieprzyjemności, jakie spotkały mnie ze strony banku, poinformowała mnie, że moje wszystkie rachunki i karty kredytowe zostały zamknięte. Powiedziała również, że o fakcie zamknięcia moich rachunków zostanę poinformowana pisemnie. Bardzo się ucieszyłam i uznałam, że jednak jest w tym banku ktoś, komu jeszcze zależy na utrzymaniu dobrych relacji z klientami. I jak widać, ktoś czyta opinie na temat banku. Niestety moja radość była przedwczesna – żadnego pisma z banku nie otrzymałam do dnia dzisiejszego. Dwa dni po tym telefonie złożyłam również pismo w placówce banku w którym również domagałam się pisemnego potwierdzenia zamknięcia rachunków i kart kredytowych. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, chociaż minęło już ponad trzy tygodnie.
Potrzebowałam kupić mapę miasta oddalonego od mojego miejsca zamieszkania o około 200 km. Ponieważ była sobota po południu a mapę potrzebowałam pilnie pojechałam do Empiku, który jest dość dobrze zaopatrzony i czynny w popołudniowych godzinach.
Sklep mieści się w dużym, kilku piętrowym budynku i zajmuje cały budynek. W windzie umieszczona jest informacja jakie działy znajdują się na którym piętrze, ale nie umiałam tam znaleźć informacji, na którym piętrze mogą znajdować się mapy. Wysiadłam i zapytałam o to jednego z pracowników. Zostałam dokładnie poinformowana na którym pietrze i w którym miejscu mogę je znaleźć.
Połka z mapami była dość obszerna. Osobno leżały mapy zagraniczne, osobno dotyczące Polski. Przejrzałam polskie, ale nie znalazłam tego, czego potrzebowałam. Ponieważ w pobliżu nie było pracowników, a zależało mi na mapie zaczęłam szukać dokładnie. W końcu znalazłam ją wymieszaną z mapami z innego rejonu i schowaną za nie.
Poszłam do kasy. Pan, który skasował towar poinformował mnie, że mogę zwrócić towar nieużywany w dowolnym sklepie sieci Empik.
Wyszłam zadowolona, bo kupiłam to, czego szukałam. Szkoda tylko, że niepotrzebnie straciłam czas na przekopywanie się przez towar na półce.
Miałam zamiar zrobić niewielkie zakupy w aptece – chciałam kupić popularne środki przeciwbólowe. W aptece były czysto. Przy wejściu plakaty reklamowe, trochę ulotek. Wewnątrz były dwa stanowiska obsługi. Obsługiwała jedna pani. Przed jej stanowiskiem czekała klientka, ja stanęłam jako druga.
Poczułam się bardzo nieprzyjemnie zaskoczona, kiedy okryłam, że obsługująca farmaceutka jest zajęta nie obsługą klientki a składaniem zamówienia w hurtowni. Do tej pory, jeżeli w innych aptekach spotykałam się z sytuacją, że pracownik apteki składał zamówienie w chwili kiedy wchodziła, przerywał i kontynuował w chwili kiedy nie było klientów.
Za mną w kolejce stanęła kolejna osoba. Farmaceutka w dalszym ciągu składała zamówienie. Po około 5 minutach przyszła druga pani, stanęła w drugim okienku i zaczęła obsługiwać. Podeszła stojąca przede mną klientka, potem ja, pani skończyła składać zamówienie i również zaczęła obsługiwać klientów.
Byłam w oddziale firmy w Katowicach odebrać zamówione kosmetyki mojej mamy, która jest konsultantką Oriflame. Lokal z zewnątrz uporządkowany – trochę rozkopany parking i chodnik, chyba jeszcze w trakcie urządzania parkingu, Oriflame jest w tym miejscu od niedawna.
Lokal wewnątrz urządzony bardzo przyjemnie. Jasne kolory, dużo stolików przy których można by posiedzieć i porozmawiać o interesach. Szkoda, że przy stolikach są stołki barowe, wysokie i niewygodne do siedzenia, a dla osób starszych i mniej sprawnych ruchowo trudno dostępne. Sporo stanowisk obsługi. Podeszłam do recepcji odebrać paczki. Pani za ladą żuła gumę. Przy ladzie stały dwie konsultantki. Stanęłam za nimi. Pani żująca gumę zawołała do mnie „Słucham”. Podeszłam, podałam jej karty konsultantek i powiedziałam ile paczek mam do odbioru. Z trzech paczek, po które przyjechałam dwie znalazły się od razu, jedna jakoś się zapodziała i ciężko było ją znaleźć. Pani upewniała się kiedy paczka była zamawiana i w jaki sposób (przez internet). W końcu zguba się znalazła, odebrałam produkty. Wcześniej mama otrzymała informację o promocji w Oriflame, która była bardzo nieprecyzyjnie sformułowana, więc uznałam, że skoro jestem w firmie, mogę spróbować się dowiedzieć, o co dokładnie chodzi w promocji. Kiedy zapytałam o promocję, pani żująca gumę wzruszyła ramionami. Na szczęście obok znajdowała się inna pani z obsługi, wyjaśniła mi, że owszem, zna i rozumie ten problem. Starała się pokazać mi w jaki sposób ze źle i mylnie ułożonej oferty (oferta dla konsultantów dawana klientom jako oferta dla klientów, niemożliwa do spełnianie przez konsultantów) można spróbować uzyskać korzyść. Robiła to w sposób życzliwy, miły i czułam, że starała się mi pomóc.
Skorzystaliśmy z mężem z imprezy zdrowotnej „Weekend z kopalnią soli”. Weekend obejmował spędzenie dwóch nocy w hotelu Sutoris, wyżywienie w czasie pobytu, zabieg odnowy biologicznej i zjazd do kopalni.
Obsługa na recepcji bardzo miła i uczynna. Rezerwacja telefoniczna bezproblemowa. Zameldowanie w hotelu przeprowadzone szybko i sprawnie. Pokój przyjemny, dość duży. Przy pokoju wygodna, przestronna łazienka. Duży plus – pokój przystosowany do obsługi klientów niepełnosprawnych. Jedzenie bardzo smaczne, posiłki obfite. Nasza sąsiadka przy stole miała jakieś problemy z przewodem pokarmowym wymagające specjalnej diety – obsługa restauracji specjalnie dla niej, na poczekaniu zmodyfikowała obiadokolację. Śniadanie bardzo obfite i urozmaicone – szwedzki stół. W recepcji można było kupić pamiątki z kopalni soli – sole lecznicze i kąpielowe, w woreczkach, sole kąpielowe w postaci ozdobnych słoi i butelek z kolorowymi kompozycjami z soli, lampki solne i sól kuchenną. Pani na recepcji cierpliwie pokazywała różne słoje i różne kompozycję i doradzała w wyborze. Robiła to w bardzo miły, nienarzucający sposób.
Hotel znajduje się tuż przy zjeździe do kopalni soli. Niestety szyb jest czynny całą dobę i dzwonienie windy co chwilę trochę przeszkadzało spać. W cenie weekendu był zabieg odnowy biologicznej. Wybraliśmy z mężem masaż kręgosłupa. Niestety, pani, która go robiła nie przykładała się do pracy, zrobiła masaż bardzo niestarannie. Masaż miał zgodnie z obietnicą trwać pól godziny, tymczasem trwał niecałe 20 minut.
W cenie pobytu był też zjazd do kopalni i zwiedzanie trasy. Trasa turystyczna piękna. Pobyt w kopalni faktycznie ma działanie zdrowotne – po pobycie około 2 godziny na dole czułam się świetnie przez kilka dni. Szkoda tylko, że zwiedzanie kopalni odbywało się w wielkim pośpiechu. Pan przewodnik cały czas biegł do przodu i trzeba było pilnować się, żeby za nim nadążyć. Nie było możliwości obejrzenia na spokojnie i dokładnie właściwie niczego. Nie było też możliwości zrobienie spokojnie zdjęć, chociaż wykupiłam pozwolenie na fotografowanie. Po prostu nie było na to czasu – jeżeli przystawałam, żeby zrobić zdjęcie, musiałam potem biec za grupą. Przewodnik mówił nieciekawie, nieinteresująco, nie pilnował, czy cała grupa nadąża za nim i czy wszyscy w grupie mają okazję go słuchać.
Pomimo tych niedociągnięć „Weekend z kopalnią soli” uważam za udany.
Dwa dni spędziłam w Przemyślu. Chciałam bardzo pochwalić hotel ośrodka Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Przemyślu.
DO hotelu było bardzo łatwo trafić – reklama przy jednej z głównych ulic i wyrysowaną dokładną mapą. Cena za dobę w hotelu bardzo przystępna – 80 zł za pokój dwuosobowy. Pani na recepcji bardzo miła, udzieliła informacji na wszystkie pytania jakie zadaliśmy odnośnie pokoju, standardu pokoju, cen, czasu trwania doby hotelowej. Pani bez problemu opowiedziała też o atrakcjach turystycznych Przemyśla, jak mniej więcej można je znaleźć. Dała nam przygotowane mapki z opisem szlaków i atrakcji w mieście i okolicach.
Przy hotelu znajdował się spory parking. Hotel wewnątrz idealnie czysty. Podłoga wyłożona wykładzinami w przyjemnym, jasnym kolorze. Ściany pomalowane na pasujący kolor. Ozdobione grafikami, zdjęciami starego Przemyśla. Pokój przytulny. Dwa łóżka, szafa, mały stolik, radio i telewizor. Łazienka przy pokoju. Okno zasłaniane żaluzjami pionowymi. Niestety okno umieszczone było dość wysoko i zasłonięte łóżkiem – nie było możliwości wyglądania przez okno i brak widoków do podziwiania za oknem. W ciągu dwóch dni spotykaliśmy różne panie i pana z obsługi – za każdym razem bardzo uprzejmi i życzliwi.
Robiłam na stronie Oriflame zamówienie dla znajomej konsultantki. Ponieważ omyłkowo zamówiłam produkty niepotrzebne chciałam odwołać zamówienie. Zadzwoniłam do centrali firmy. Zgłosił się pan. Przedstawił się imieniem i nazwiskiem. Powiedziałam mu, że zostało źle wpisane zamówienie. Pan nieprzyjemnym i autorytatywnym tonem powiedział, że jeżeli zamówienie zostało zatwierdzone, to nic nie da się już zrobić. Zaprotestowałam, mówiąc, że koleżanka kiedyś odwołała zamówienie. Pan powiedział, że no tak odwołać można. Po chwili milczenia zapytałam, czy podać mu numer zamówienia czy numer konsultanta. Pan powiedział, że numer konsultanta. Przełączył mnie na słuchanie muzyki, po czym powiedział, że do godziny zamówienie będzie anulowane.
Cieszę się, że sprawę dało się jakoś rozwiązać, szkoda tylko, że pracownik nie zaproponował rozwiązania sam od siebie, tylko od początku uznał, że nic nie może w tej sprawie zrobić. Dopiero, kiedy powołałam się na analogiczną sprawę, którą dało się załatwić pozytywnie, pan uznał, że faktycznie, jest taka możliwość.
Poszłam do sklepu Biedronka zrobić małe zakupy. Sklep robi z zewnątrz dość przyjemne wrażenie, przed sklepem spory parking. Otoczenie sklepu było uporządkowane. Szkoda, że w sklepie nie ma małych koszyków na zakupy, bez sensu jest branie wielkiego metalowego koszyka, kiedy planuje się kupić kilka drobiazgów, a z drugiej strony źle się nosi w rękach różne drobne przedmioty.
Towary w sklepie były uporządkowane, łatwo było znaleźć to, co chciałam kupić. Na stoisku z warzywami i owocami bardzo niewielki wybór owoców, wśród warzyw była większa różnorodność. Do kasy czekałam krótko, bo właśnie otwarto nową kasę. Pani na kasie powitała mnie słowami „Dzień dobry”. Zaproponowała mi reklamówkę mówiąc „Czy mogę pani zaproponować reklamówkę za 7 groszy?” Podziękowałam, ale miałam ze sobą płócienną torbę na zakupy. Pani skasowała towary, podała mi głośno i wyraźnie kwotę do zapłaty. Resztę wydała mi do ręki, razem z paragonem i wydając resztę podała również głośno i wyraźnie kwotę reszty. Podziękowała mi za zakupy i zaprosiła ponownie. Pierwszy raz spotkałam się z tak miłą obsługą w Biedronce.
Około dwa tygodnie temu zgłosiłam obserwacje o bardzo nieuprzejmym i nieprofesjonalnym zachowaniu pracowników Kaufland. Sprawa dotyczyła promocji, polegającej na zwracaniu każdemu klientowi, który czeka w kolejce do kasy dłużej niż 5 minut, 5 złotych. Pracownicy sklepu odmówili mi wypłaty 5 złotych, ponieważ uznali, że wprawdzie stałam w kolejce, ale nic mi się nie należy, ponieważ generalnie nie było kolejek na sklepie.
Napisałam o tej sprawie do działu reklamacji w firmie Kaufland. Bardzo szybko dostałam bardzo miły e-mail z przeprosinami i informacją, że będzie na mnie w sklepie czekało 5 złotych i drobny upominek do odebrania w dogodnej dla mnie chwili. To naprawdę był bardzo miły gest ze strony firmy. Po kilku dniach, kiedy nie dostałam żadnego e-maila odnośnie odbierania 5 zł napisałam w tej sprawie ponownie. Również dostałam e-mail w odpowiedzi, w e-mailu byłą informacja, że mam sobie wydrukować e-mail od nich, zgłosić się z nim do sklepu, wyjaśnić sytuację i na dowód tego przedstawić wydruk. A jeżeli w sklepie robiliby mi problemy, mam zwrócić się ponownie do działu reklamacji. Z oferty nie skorzystałam, ponieważ nie mam zamiaru ponownie tłumaczyć się w tej sprawie przed bardzo niesympatycznymi pracownikami. I jeżeli dział reklamacji nie umie zorganizować prezentu w ramach przeprosin w jakiś mniej upokarzający dla klienta sposób to przykro mi, ale nie zamierzam korzystać z usług tej firmy.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.