Pizzeria jest niewielka, mieści 6 stolików trzy i czteroosobowych. Ma ściany w ciepłych kolorach i przytulny wystrój, chociaż trochę nieułożony. Na jednej ze ścian znajduje się kolekcja aniołków robionych z masy solnej, gliny lub porcelany. Na oknie i pod sufitem zawieszono różne ozdoby: serduszka, mikołajki, choinki, jajeczka. Wystrój na każdą okazję od Bożego Narodzenia, przez walentynki po Wielkanoc. Warto by to uporządkować. Obsługa stoi za ladą z ładnego ciemnego drewna.
Kiedy weszłam do pizzerii ze znajomymi usiedliśmy przy stoliku. Kelnerka przyniosła nam Menu. Wybór był dość duży, a ceny przystępne. Pizza dostępna była w 3 rozmiarach: małym, średnim i dużym.
Kelnerka wróciła po chwili i cierpliwie poczekała, ponieważ ciężko nam się było zdecydować. Następnie dwoje z nas poszło zapłacić. Czekaliśmy chwilę na pizzę. W międzyczasie kelnerka przyniosła zamówioną Coca-colę i szklanki do niej. Czas zleciał szybko na rozmowie. Pizzę przyniesiono gorącą, dobrze wypieczoną, ale nie spaloną i smaczną. Sos do pizzy był smaczny.
Jestem zadowolona z wizyty w tym lokalu i polecam.
Poszłam do sklepu Janbol w sobotnie popołudnie. Sklep jest dość długi i dobrze zatowarowany, zauważyłam szczególnie duży wybór nabiału, soków i słodyczy.
Gdy stałam przy półkach z chemią, zapytałam się sprzedawczyni, czy mogłabym dostać coś do odkamienienia czajnika. Ekspedientka od razu wymieniła nazwę środka i kucnęła, aby go poszukać na najniższej półce. Niestety go nie znalazła.
Na środku sklepu mój wzrok przykuły produkty w promocji. Wzięłam jeden z soków w atrakcyjnej cenie.
Kiedy doszłam do działu warzywa ujrzałam możnaby rzecz "nędzne resztki". Jabłka były przebrane i poobijane, włoszczyzna zeschnięta, a ziemniaki puszczały korzenie. Jedynie banany były świeże, ale za to zielone. Lubię ten sklep i często robię tam zakupy. Wybór warzyw bywa tam różny, czasem dostępne są naprawdę świeże i smaczne owoce i warzywa, a innym razem zwiędnięte. Niestety tym razem spotkał mnie zawód.
Wybrałam kilka rzeczy i podałam sprzedawczyni, która stała przy wadze, ważyła towar i zapisywała jego cenę ręcznie na metce, którą następnie naklejała na woreczek z odpowiednim produktem.
Udałam się do kasy, gdzie oprócz zapłacenia za zakupy, zapłaciłam także za rachunek za telefon. Obsługa przebiegła sprawnie, ponieważ towary kasowała jedna kasjerka, a inny sprzedawca wprowadzał dane z rachunku do systemu. Na koniec zapłaciłam za wszystko i dostałam paragon.
Zainstalowałam komunikator internetowy Skype. Instalacja przebiegała sprawnie. Moje kontakty ściągnęły się z serwera w całości.
Następnie postanowiłam uzupełnić konto do dzwonienia na rozmowy płatne. Po kliknięciu w komunikatorze przycisku odpowiedzialnego za doładowanie konta otworzyło się okno. Wynikało z niego, że można zakupić jedynie 10 euro. Nie chciałam wpłacać aż takiej sumy. Weszłam na stronę Skype wyszukaną z www.onet.pl. Zalogowałam się, a następnie zobaczyłam, że w ten sposób mogę wybrać kilka opcji doładowania, zarówno niższe jak i wyższe niż 10 euro. Dokonałam zakupu.
Następnego dnia otrzymałam droga mailową potwierdzenie o zrealizowaniu transakcji. Środki znajdowały się na koncie.
Wykonałam rozmowę. Jakość połączenia budziła moje lekkie zastrzeżenia, gdyż miejscami niedokładnie słyszałam rozmówcę. Natomiast mój rozmówca skarżył się, że nie słyszy mnie. Rozmowa jednak nie została przerwana, a w tle nie słyszałam większych zakłóceń.
Lokal znajduje się w starej rybackiej chacie wybudowanej jeszcze, gdy Gdynia nie była miastem. W tej chwili jest ukryty pomiędzy kamienicami, a garażami. Trudno tam trafić. Nadaje to kawiarni charakter lekko tajemniczy, jakby osoby w niej bywające były niejako "wtajemniczone".
Środek jest podzielony na dwie sale oraz pięterko strychu. Pięterko jest intymnym miejscem, ponieważ stoliki w dużej mierze są porozdzielane i osłonięte. Wystrój całej kawiarni przykuwa uwagę. Każdy stolik jest inny, a wokół ustawione są nie tylko stare dębowe krzesła, lecz także różnej wielkości i wysokości sofy. Wszystko wygląda jak z antykwariatu. Na ścianach wiszą stare fotografie Gdyni, morza, rybaków. Poza tym na ścianach i jętkach skośnego dachu zawieszone są różne stare przedmioty, np. przedwojenny aparat fotograficzny, wózek dziecięcy, tuba od gramofonu i sam gramofon, wiklinowe kosze,stare drewniane narzędzia.
Na Strychu zawsze słychać nastrojową muzykę, w większości puszczaną z płyty, ale w lokalu stoi pianino, na którym czasem ktoś gra.
Weszłam z koleżanką i udałam się jak zwykle do położonej w głębi sali dla niepalących. W sali tej i tak czuć dym, ponieważ nie ma ona ścian sięgających sufitu - pięterko jest otwarte łącząc przestrzeń sali dla niepalących i palaczy. Wszystkie stoliki w drugiej sali były zajęte lub zarezerwowane.Weszłyśmy więc po drewnanych lekko krętych schodach na piętro i zajęłyśmy stolik.
Niedługo potem kelnerka przyniosła menu, w którym znajdował się bogaty wybór herbat, kaw, a także alkoholi. Można było także wybrać chleb ze smalcem i ogórki kiszone, domowe ciasto lub pierogi. Ceny mieściły się w trójmiejskiej średniej, czyli były dość przystępne. Wybrałam jak zwykle czekoladę, ale moja koleżanka nie była pewna wyboru. Zapytała się kelnerki o radę, a ta uprzejmie jej pomogła. Niedługo potem inny kelner przyniósł nasze zamówienie. W trakcie naszego pobytu ów kelner podchodził jeszcze 3 razy z pytaniem, czy nie mamy ochoty na coś więcej. Był życzliwy i przyjacielski.
Po skończonym spotkaniu zeszłyśmy na dół i przy ladzie zapłaciłyśmy. Udałam się jeszcze do toalety. Była dość czysta. Niestety w umywalce nie ma ciepłej wody.
Lokal bardzo mi się podoba, ma niepowtarzalny w całej Gdyni klimat.
W środę 22 kwietnia poszłam do sklepu Biedronka po niewielkie zakupy. Znajduje się on w komunikacyjnym centrum osiedla między trzema przystankmi autobusowymi, a obok umieszczono średniej wielkości parking. Sklep jest jednym z najdłużej czynnych w okolicy (poza Tesco 24h na dobę i pobliskim monopolowym).
W środku było w miarę czysto, chociaż gdzieniegdzie leżały kartony. Duża część towaru, tzn. wszystkie napoje, mąki, cukier, oleje leżą bezpośrednio na paletach, a nie na półkach. Wygląda to mało estetycznie, chociaż z pewnością jest praktyczne dla personelu. Jednak wchodząc ma się wrażenie przebywania w hurtowni. Sklep jest niezbyt dobrze zatowarowany. Dominują produkty marki własnej i najbardziej popularne, np. dostępne są tylko paluszki solone własne marki Biedronka oraz marki Lajkonik.
Przeszłam się szybko po sklepie, ponieważ znam już dobrze układ towarów. Wybrałam sok, ale nie znalazłam interesującego mnie papieru, gdyż do wyboru miałam tylko 2 rodzaje kolorystyczne, oba marki własnej sklepu.
Podeszłam do kasy. Czekałam naprawdę krótko, ponieważ kasjerka sprawnie obsłużyła poprzednią klientkę. Nabiła mój sok na kasę, podała cenę, wzięła ode mnie pieniądze i wydała resztę. Podziękowałam, na co ona odpowiedziała i zajęła sie kolejnym klientem.
Ciekawym pomysłem w sklepie jest tablica korkowa, na której umieszczane są ogłoszenia mieszkańców osiedla. Można tam znależć oferty opiekunek do dzieci, sprzątaczek, nauczycieli języków lub sprzedaży mieszkania. Sklep przez to staje się miejscem bardziej osiedlowym, dbającym o klienta.
Weszłam do drogerii w piątek 17 kwietnia w celu znalezienia drobnego prezentu dla koleżanki. Drogeria jest dobrze zaopatrzona i ma w swojej ofercie różne mydełka, sole do kąpieli itp. zapakowane eksluzywnie właśnie jak na prezent.
Na jednej ścianie znajdowała się ładnie ułożona kolekcja takich właśnie akcesoriów do kąpieli. Niestety nie miały cen. Spytałam się kasjerki o cenę jednej z buteleczek, a ona poprosiła, abym zaczekała chwileczkę aż obsłuży klienta i będzie miała wolną kasę. Sprawdziła cenę, a ja powiedziałam, że kupię. P:oprosiłam też o pomadkę ochronną. Sprzedawczyni upewnia się, o jaką mi chodzi. Chwilkę nie mogła zlokalizować tej, którą wskazywałam. Płaciłam kartą. Kasjerka w trakcie, gdy zatwierdzała transakcję, podała mi gazetkę firmową z aktualnymi promocjami, aby się nie nudziła. Podpisałam paragon niefiskalny. Miał zielone paski na sobie, co kasjerka wytłumaczyła kończącym się papierem. Podała mi jeszcze paragon z kasy.
Gdy oglądałam gazetkę promocyjną, zobaczyłam jeszcze jeden interesujący mnie produkt. Dlatego podeszłam jeszcze raz do półek sklepowych i wzięłam artykuł. Za drugim razem płaciłam już gotówką, gdyż rzecz była niedroga. Kasjerka również mile, sympatycznie i sprawnie mnie obsłużyła.
Sklep wywarł na mnie dobre ogólne wrażenie.
Dziękujemy za zgłoszenie obserwacji.
Z uwagą analizujemy opinie klientów i staramy się wyciągać z nich wnioski. Po analizie zgłoszonego zagadnienia udzielimy szerszej odpowiedzi.
Strona www zkm...
Strona www zkm Gdynia jest bardzo przejrzysta. Bardzo łatwo znaleźć rozkład jazdy, który możemy odszukać po numerze linii lub przystanku. Podane są czasy przejazdu, numery przystanków i godziny odjazdów. Na stronie głównej znajduje się spis linii. Po kliknięciu w którąś otwiera się dodatkowe okno ze spisem przystanków i rozkładem jazdy tej linii z każdego z przystanków. Na stronie głównej także umieszczane są aktualności, np. zmiany tras, utrudnienia ruchu z powodu remontów.
Poza tym na stronie można dowiedzieć się kilku ciekawostek, zobaczyć ankiety, a mniej więcej raz na rok organizowane są konkursy.
Od wielu lat korzystam z komunikacji miejskiej w Gdyni. Obecnie prawie wszystkie autobusy i trolejbusy są niskopodłogowe (poza linią 27, pojedynczymi kursami w godzinach szczytu i częścią nocnych). W większości autobusów mozna też sprawdzić godzinę na wyświetlaczu obok kierowcy lub na kasownikach. Autobusy są punktualne poza godzinami szczytu i wypadkami losowymi, jak np. zablokowanie drogi w wyniku kolizji. Kierowcy zazwyczaj są dość uprzejmi i jeżdżą bezpiecznie. Niestety kierowcy linii nocnych trochę szaleją na zakrętach, przez co zazwyczaj lekko pijany tłum pasażerów wracający do domów czuje się jak na karuzeli.
System biletów jest dość skomplikowany przy przejeżdżaniu przez kilka miejscowości (zkm Gdynia obsługuje 26 różnych miejscowości). Bilety metropolitarne i inne "nabijane" na karty elektroniczne są wciąż utrudnieniem raczej niż wygodą, mimo że minął już ponad rok od ich wprowadzenia. Dzieje się tak, ponieważ można je zakupić w mniejszej liczbie punktów niż tradycyjne papierowe blankiety biletów miesięcznych (jedynie w punktach zkm, a nie na pocztach, jak niegdyś). Istnieje też problem, kiedy traci się zniżkę i z ulgowego przechodzi na normalny. Procedura zmiany statusu biletu zajmuje kilka do kilkunastu minut. Dobrym rozwiązaniem byłaby możliwość zakupu biletu elektronicznego miesięcznego przez Internet.
1 kwietnia 2009 napisałam do biura obsługi zkm Gdynia, żeby zwrócić ich uwagę na utrzymujące się od kilku dni graffiti na jednym z przystanków. Napisy te zasłaniały rozkład jazdy. 15 kwietnia otrzymałam krótką odpowiedź z podziękowaniami i zapewnieniem, że w najbliższym czasie graffiti zostanie zmyte. Ton maila był uprzejmy.
Jestem klientem mBanku od kilku lat. Zarządzam kontem prawie jedynie przy pomocy strony internetowej. Strona jest dobrze zorganizowana, działa sprawnie. Przelewy i polecenia zapłaty od zawsze były wykonywane szybko i sprawnie.
Doładowania telefonu są szybkie i bezproblemowe do sieci Plus. Niestety nie ma możliwości szybkiego doładowania sieci Era, Tak Tak. Stanowi to pewne utrudnienie, szczegónie że przyzwyczaiłam się już do takiego rozwiązania związanego z Simplusem.
Jakiś czas temu zmienił się sposób zakładania i likwidowania lokat terminowych. Nie potrzeba już używać do tego haseł jednorazowych, co stanowi duże ułatwienie.
Inwestowanie w fundusze jest mało czytelne. Osoba niezorientowana w temacie musi się sama z wszystkim zapoznać ze strony internetowej. Za każdym razem, kiedy próbuję czegoś się dowiedzieć, rezygnuję. Ciężko jest mi odnależć wszystkie potrzebne informacje do podjęcia przemyślanej decyzji. Powinnam zadzwonić na mLinię, ale zwykle zajmuję się tymi sprawami wieczorem, kiedy mLinia działa jedynie w trybie informacyjnym. Przydałby się słowniczek i samouczek, napisane naprawdę prostym językiem.
26 marca 2009 weszłam na stronę internetową www.empik.com, aby zamówić książki. Strona jest przejrzysta i oferuje bogaty asortyment. Szybko znalazłam interesującą mnie książkę. Sprawdziłam też interesujący mnie film i zauważyłam w recenzji, iż został zrobiony na podstawie książki. Wpisałam nazwisko autorki pierwowzoru do wyszukiwarki i szybko znalazłam podane pozycje. Nie wszystkie były dostępne. Wybrałam jeszcze jedną książkę i kliknęłam "Zamów". Bardzo szybko otrzymałam zwrotnego maila z informacją, że zamówienie będzie do odebrania w przeciągu 72 godzin i że zostanę poinformowana drogą mailową, gdy już będę mogła je odebrać. Tak też się stało. Trzeciego dnia od zamówienia otrzymałam informację o możliwości odbioru. 1 kwietnia poszłam odebrać książki do sklepu w Gdyni na ul. Świętojańskiej. Bezproblemowo otrzymałam kompletne zamówienie, za które zapłaciłam w kasie. Sprzedawczyni z punktu info, która wyszukiwała moje paczki i kasjerka były bardzo uprzejme i pomocne.
Treść obserwacji usunięta na podstawie art. 14 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2002 r., Nr 144, poz. 1204 ze zm.).
3 marca 2009 udałam się do placówki banku BZ WBK, aby odebrać przekaz Western Union. Placówka była dość przestronna i czysta. Znajdowały się tam 3 stoiska dla klientów, przy wszystkich siedziała obsługa, ale jedno oznaczono tabliczką "Przepraszamy nieczynne".
Od razu po wejściu rozejrzałam się za wolnym pracownikiem. Pracownik siedzący tuż przy wejściu spytał się mnie, w czym może pomóc. Powiedziałam, iż chcę odebrać przekaz Western Union. Wtedy pracownik, wysoki mężczyzna w okularach i garniturze, stwierdził "Ale to w kasie. Chwileczkę." Sprawdził coś w komputerze i zaczął mnie obsługiwać. Trwało to chwilę, spisywał moje dane z dowodu osobistego, spytał się o nazwisko nadawcy i miasto, z którego nadano pieniądze oraz poprosił o kod MTCN. Po ok. 15 minutach przeprosił mnie na chwile i udał się do sąsiednich stanowisk. Widziałam, że zadał tam jakieś pytanie koledze z banku. Następnie udał się do drugiego pomieszczenia w placówce. Wrócił z odliczoną kwotą przekazu i wręczył mi pieniądze. Następnie podał do podpisu dwie kopie druków wypłaty Western Union oraz dwie kopie druków wypłaty z kasy banku. Podpisałam je. Pracownik zwrócił mi dowód, podziękował i powiedział "do widzenia". Ja również podziękowałam, pożegnałam się i wyszlam. Zauważyłam, że za mną utworzyła sie kilkuosobowa kolejka.
Dnia 26 lutego 2009 weszłam do placówki BZ WBK w Gdyni na ul. Paprykowej 9, aby odebrać przekaz Western Union. Nie miałam przy sobie kodu MTCN, więc zapytałam się, czy mogę odebrać przekaz bez kodu. Pracownik, wysoki mężczyzna w okularach ubrany w ładny garnitur poinformował mnie, że koniecznie muszę mieć kod. Wyszłam więc z placówki.
Informacja, której mi udzielono była błędna.
5 marca 2009 poszłam wraz z koleżanka do szkoły tańca Dance Avenue The Salsa KMings w Gdyni na ul. Śląskiej. Szkoła zajmuje dwa piętra w budynku, na zewnątrz którego wisi dość duża reklama tej szkoły tańca. W środku trzeba pokonać labirynt korytarzy, ale drogę oznaczono strzałkami, więc nie jest trudno trafić. Na wyższym piętrze znajdują się trzy sale ćwiczeń i szatnia męska, a na niższym szatnia kobieca, jedna duża sla ćwiczeń, pokój dla personelu i w holu biurko sekretarki. Hol z biurkiem sekretarki był czysty, naścianach wisiały plakaty związane z tańcem.
Podeszłam wraz z koleżanką do biurka sekretariatu i odczekałam kilka minut, gdyż sekretarka właśnie obsługiwała klienta przez telefon. W między czasie obejrzałam ulotki, cennik i plany zajęć, które wystawiono na ladzie oraz zdjęcie właściciela pośród obsady nowego muzycznego serialu telewizyjnego o szkole tańca.
Kiedy sekretarka skończyła rozmowę telefoniczną, zapytała się nas, w czym może pomóc. Zapytałam się o grupy tańca brzucha, możliwość zapisu do grupy i wykupienia karnetu. Pracownica dokładnie wyjaśniła mi grafik, możliwość opłaty, użycia karnetu oraz zamiany zajęć w przypadku, gdy któreś opuszczę. Zachęciła mnie też do innych zajęć tzw. Oriental mix - połączenia tańca brzucha z elementami tańców łacińskich. Wspomniała też o filii w Gdańsku, gdzie był większy wybór tego typu kursów.
Podziękowałam serdecznie i powiedziałam, że się jeszcze zastanowię. Wzięłam grafik kursów i wyszłam.
28 lutego 2009 poszłam na stację paliw Statoil w Gdyni na Al. Zwycięstwa 132. Umówiłam się tam z koleżanką.
W oczekiwaniu na nią, weszłam do środka, aby zakupić Coca-Colę. Przeszłam się po stacji. Wszędzie było czysto, towary leżały ładnie ułożone na półkach, lodówki były pełne. Podeszłam do lodówki i wyjęłam butelkę Coli. Poszłam do kasy i zapłaciłam. Sprzedawczyni obsłużyła mnie sprawnie i grzecznie.
Wyszłam na zewnątrz. Okolica dystrybutorów była czysta. Widziałam, że są sprawne, gdyż inni klienci z nich korzystali. Przy myjni znajdowała się zamarźnięta smuga wody, która wypłynęła z myjni.
Kiedy moja koleżaka przyjechała po mnie, weszłam jeszcze raz do środka i kupiłam czekoladę. Pracownica ponownie obsłużyła mnie sprawnie.
Jestem zadowolona z obsługi na stacji Statoil.
11 grudnia 2008 udałam się w poszukiwaniu klapek do sklepu CCC.
Zależało mi na szybkim zakupie butów na zmianę do pracy. Weszłam do sklepu. Przy wejściu ustawiono zimową kolekcję kozaków damskich. Nieco dalej i po lewej stronie sklepu widać było zimowe obuwie męskie.
Przeszłam się po sklepie. Był czysty, chociaż gdzieniegdzie stały powyciągane z półek kartony. Asortyment damski zawierał kozaki i półbuty. W dość odległej części sklepu odznalazłam metalowy stojak z kapciami. Były tam jedynie pluszowe kapcie zimowe, które nie nadawały sie do noszenia w pracy.
Odnalazłam sprzedawczynię. Spytałam się, czy posiadają klapki. Odpowiedziała mi, że jedynie to, co widzę. Podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam ze sklepu.
W sobotę 7 lutego poszłam na zakupy do pobliskiego hipermarketu Tesco.
Przeszłam się po sklepie w poszukiwaniu rzeczy ze swojej listy zakupów. Zwykle robię takie zakupy szybko, gdyż pamiętam, gdzie co leży. Jednakże dawno już nie kupowałam w tym sklepie. Przestawiono tam półki, zmieniono kolejność ułożenia towarów. Nie mogłam znaleźć serwetek. Byłam już lekko zdenerwowana tym faktem.
Cofnęłam się do wejścia, aby spytać się pracowników w punkcie obsługi klienta. Jedyna pracownica, która tam stała była bardzo zajęta pracą. Poczekałam chwilę i już chcialam zrezygnować, kiedy pojawiła się kolejna pracownica. Spytałam się jej o umiejscowienie w sklepie serwetek. Odpowiedziała mi grzecznie i dokładnie. Bez trudu znalazłam to, czego szukałam.
Udałam się do kasy. Nie stałam w zbyt długiej kolejce. Kasjerka obsłużyła mnie sprawnie i grzecznie. Wydała resztę i paragon. Na koniec powiedziałyśmy sobie "do widzenia".
Treść obserwacji usunięta na podstawie art. 14 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2002 r., Nr 144, poz. 1204 ze zm.).
Treść obserwacji usunięta na podstawie art. 14 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2002 r., Nr 144, poz. 1204 ze zm.).
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.