Poszłam do apteki, aby zakupić wodę utlenioną i spirytus salicylowy. Apteka znajduje się w małym domku obok dworca Gdańsk-Oliwa. Jest dobrze oznaczona dużym szyldem.
Weszłam po schodkach do małego pomieszczenia, w którym pozostawiono wąski pas dla klientów. Pod ścianą w głebi stał stolik z krzesłem. Resztę powierzni przesłaniała typowa dla apteki oszklona lada zastawiona lekami. Znajdowały się tam dwa okienka dla klientów.
Kiedy weszłam do apteki trzy panie w białych, czystych i wyprasowanych fartuchach rozmawiały ze sobą w głebi sklepu. Od razu zostalam zauważona i jedna z pań podeszła do mnie. Z uśmiechem na ustach spytała się, w czym może pomóc. Powiedziałam, czego szukam i natychmiast to otrzymałam. Farmaceutka przejechała kodami kreskowymi z produktów przed czytnikiem, podała cenę i zapakowała buteleczki w siatkę. Spytałam się, czy potrzebuje końcówki w drobnych. Potwierdziła. Zapłaciłam, dostałam odpowiednią resztę i zostałam grzecznie pożegnana. Cała wizyta przebiegała w sympatycznej atmosferze i była ekspresowa.
Poszłam ze znajomymi do baru mlecznego kupić obiad na wynos. Bar był przestronny i dobrze oświetlony. W środku znajdowało się kilkanaście stolików, do tego na zewnątrz ustawiono stoły i ławy. Wszystko było utrzymane w porządku, nie zauważyłam śmieci ani brudnych stołów.
Po wejściu ustawiłam się w kolejce. Przyjrzałam się menu. Było standardowym menu baru mlecznego, tanim, ale nie najtańszym w mieście. Gdy przyszła moja kolej poprosiłam o żurek na wynos. Dostałam gorącą zupę w styropianowym kubku z plastikową przykrywką. Udałam się do kasy. Pani nabiła cenę na kasę, zapłaciłam i dostałam paragon. Kasjerka zapakowała moje danie w siatkę foliową. Muszę przyznać, iż opakowanie było bardzo dobre, ponieważ nic się nie wylało, gdy niosłam posiłek. Zupa była bardzo gorąca, kiedy ją otwierałam po kilkunastu minutach.
Zarówno moje, jak i jedzenie kolegów (schabowe z ziemniakami i marchewką z groszkiem) było smaczne i świeże.
Obsługa była przeciętnie uprzejma. Pani od nakładania posiłków spieszyła się bardzo, jak to zwykle bywa w barach mlecznych.
Weszłam do piekarni, aby zakupić pieczywo. Sklepik był mały, półki już dość puste. Przed ladą ustawiła się dość długa kolejka klientów, około 8-10 osób. Pomimo tego nie czekałam długo na obsługę, ponieważ dwie ekspedientki uwijały się jak pszczoły. Były przy tym uprzejme i miłe.
Kiedy przyszła moja kolej, poprosiłam o bułkę paryską. Sprzedawczyni najpierw schwyciła z górnej półki bułkę, która miala ułamaną piętkę. Gdy to zauważyła, sama sięgnęła po inny bochenek. Podała mi go. Zapłaciłam. Nie dostałam paragonu. Ekspedientka szybko zaczęła obsługiwać kolejną klientkę. Wyszłam ze sklepu. Cała wizyta trwała nie dłużej niż 10 minut.
Apteka jest dość przestronna, ma dużo miejsca pozostawionego dla klienta. Lada jest przesłonięta typową apteczną szybą zastawioną różnymi lekami. W środku znajduje się plastikowy stolik zaśmiecony z lekka ulotkami, krzesło oraz pojemnik do wyrzucania przetermionowanych leków. Nad drzwiami wejściowymi zawieszono dzwoneczek.
Podeszłam do okienka i powiedziałam głośno "dzień dobry". Nikt nie stał przede mną. Pani magister pojawiła się za szybą i grzecznie odpowiedziała na moje powitanie. Poprosiłam o szeroki plaster. Farmaceutka upewniła się, który typ plastrów mi odpowiada. Wybrałam właściwy. Poprosiłam o jeszcze jeden lek. Całe zakupy przebiegły sprawnie, szybko i w miłej atmosferze. Podałam pieniądze, wzięłam leki i resztę, otrzymałam paragon. Pożegnałyśmy się i wyszłam.
22 czerwca weszłam do hipermarketu Tesco na zakupy. Przeszłam się po sklepie z listą zakupów i znalazłam znaczącą większość poszukiwanych produktów. Niektóre rzeczy były naprawdę tanie. Skorzystałam z kilku spośród licznych promocji. Nie miałam kontaktu z pracownikami z żadnego z działów. Widziałam jedynie, że są zajęci układaniem towaru.
Poszam do kasy. Kasjerka była bardzo uprzejma, uśmiechnięta, życzliwa. Sprawnie nabiła kody kreskowe na kasę, podała mi kwotę do zapłaty. Płaciłam kartą, co również przebiego bez problemów. Na koniec dostałam paragon i zostałam mile pożegnana.
8 czerwca 2009 tuż po wyjściu od lekarza udałam się do apteki, która mieści się w budynku przychodni. Apteka jest dość przestronna, ma kilkanaście metrów kwadratowych przestrzeni dla klienta. Znajdują się w niej dwa okienka.
Gdy weszłam do środka, musiałam ustawić się w kilkuosobowej kolejce, wspólnej do obu okienek. Kiedy nadeszła moja kolej, podałam receptę. Obsługiwała mnie pani technik, dość młoda. Trwało to trochę długo, gdyż nie mogła znależć jednego z leków i musiała skorzystać z pomocy koleżanki. Gdy znalazła wszystkie farmaceutyki, sprawnie nabiła kody na kasę i podała mi kwotę do zapłaty. Zapytałam się jeszcze o cenę witamin. Pani uprzejmie i z pamięci mi ją podała. Nie kupiłam witamin, zapłaciłam za leki. Otrzymałam właściwą resztę i paragon. Podziękowałam za siatkę i zapakowałam zakupy do torebki.
Udłam się do sklepu Euro-Net w Gdyni w poszukiwaniu worków do mojego dość nietypowego odkurzacza. Zawsze miałam problem z dostaniem odpowiedniego typu worków, ponieważ model był raczej rzadki. Ostatnie opakowania worków zamawiałam specjalnie na nie czekająć. Daltego nastawiłam się na podobną sytuację i od razu po wejściu udalam się do kasy. Poprosiłam tam sprzedawcę o sprawdzenie w komputerze dostępności worków. Kiedy on wstukiwał nazwę, odwróciłam się w prawo i zobaczyłam stojak z workami do odkurzacza, a na środku te poszukiwane przeze mnie. Muszę więc pochwalić ten sklep za szeroki asortyment.
Powiedziałam o moim znalezisku sprzedawcy. Ten natychmiast przerwał szperanie w komputerze i udał się do stojaka. Potem mozolnie wypisywał fakturę, którą podał drugiemu sprzedawcy z prośbą o jej zrealizowanie. Drugi sprzedawca wydrukował ponownie rachumen, po czym mogła w końcu zapłacić i odebrać worki. Cała procedura była żmudna i długa. Zapłaciłam, otrzymałam resztę i paragon. Wychodząc przeszłam się po sklepie, który w innych działach także posiadał szeroki wybór asortymentu. Sprzedawcy byli bardzo uprzejmi.
Weszłam do sklepu "Jedynka"i podeszłam od razu do ekspedientki. Kobieta powiedziała "Słucham?". Poprosiłam o 10 jajek. Ekspedientka udała się na drugą stronę sklepu. W międzyczasie zauważyłam, że sklep jest dość duży, wypełniony różnorodnym towarem, ładnie ułożonym na półkach, stojakach i w lodówkach. W tej placówce można było zakupić markowe cygara, alkohol oraz zdrowa żywność.
Kiedy sprzedawczyni wróciła, podała mi towar, powiedziała cenę, nabiła ją na kasę i spytała "To wszystko?". Odpowiedziałam twierdząco. Zapłaciła, dostałam paragon. Jajka były drogie, mimo że nie były duże, ani nie pochodziły ze zdrowej żywności, a z hodowli klatkowej (pieczątka na jajkach z nr 3 PL). Wyszłam. Nikt się ze mną nie pożegnał.
Weszłam dzisiaj do Centrum Handlowego Batory w Gdyni. Szukałam sklepu z zabawkami. Na 2. piętrze znalazłam stoisko dla dzieci. Około jedną trzecią stoiska zajmowały interesujące mnie pluszaki. Spytałam się siedzącej w głębi sprzedawczyni o cenę poszczególnych zabawek. Pani podeszła do mnie bliżej i spytała się, jakiej zabawki szukam. Wspomniałam, iż ma to byc nezbyt duży miś albo inne zwierzę. Wymieniłam także cenę, którą mogłabym zapłacić. Sprzedawczyni zaczęła wraz ze mną szprawdzać ceny zabawek umieszczone na metkach. Wspólnie znalazłyśmy odpowiednią rzecz. Sprzedawczyni zapakowała pluszaka i wzięła ode mnie pieniądze. Nie dostałam paragonu.
Byłam dziś w Centrum Handlowym Batory w Gdyni. Podeszłam do stoiska z kosmetykami firmy Golden Rose. Stoisko było położone na parterze w części środkowej, dobrze widoczne z głównego wejścia. Składało się z obszernej lady ułożonej w owal. Wewnątrz stały dwie sprzedawczynie ubrane identycznie w firmowe eleganckie stroje składające się z koszuli, kamizelki i spodni. Klienci sami mogli wybierać kosmetyki z tych, które ułożono na ladzie na specjalnych stojakach. Wybór był szeroki. Przy kosmetykach znajdowały się ceny. Podeszłam do jednego ze stojaków z lakierami do paznokci i wybrałam jedną z buteleczek. Zapytałam się miłej i uśmiechniętej sprzedawczyni, czy mogę wziąć tą buteleczkę. Odpowiedziała twierdząco i zaprosiła mnie do kasy. Nabiła towar na kasę, wzięła ode mnie pieniądze i wydała resztę. Cała wizyta zajęła mi nie więcej niż 5 minut.
Sklep Saturn znajduje się w wielkim centrum handlowym. Jest bardzo duży i bardzo dobrze zaopatrzony.
Weszłam do środka i zaczęłam oglądać aparaty cyfrowe. Wybór był duży. Kiedy znalazłam kilka, których parametry mi odpowiadały, poprosiłam sprzedawcę o radę. Spytałam się najpierw, którą markę by mi polecił z dwóch ktore wymieniłam. Zdecydowanie polecał Olympusa. Zwrócił mi uwagę, iż ta firma ma długoletnie doświadczenie w produkcji tego typu sprzętu. Pozwolił mi także wypróbować model. Zdecydowałam się. Chciałam także dobrać pokrowiec oraz baterie z akumulatorkiem. Sprzedawca pomógł mi we wszystkim. Był uprzejmy, naprawdę odczułam jego profesjonlizm.
Poszłam do kasy. Kiedy płaciłam kartą, okazało się, iż nie mogę dokonać transakcji. Po kilku próbach, kasjerka spytała się, czy może mam limit na karcie. Wtedy przypomniałam sobie o tym limicie. Zapłaciłm tyle, na ile pozwalał mi limit. Musiałam odłożyć baterie. Poprosiłam, żeby kasjerka przechowała mi je przez chwilę, żebym mogła wybrać na nie pieniądze z bankomatu. Kasjerka tak zrobiła i wydała mi paragon. Była bardzo uprzejma.
Poszłam do bankomatu i wybrałam odpowiednią sumę. Wróciłam po baterie. Nadal znajdowały się przy kasie. Niestety ochroniarz nie pozwolił mi wejść pod prąd. Musiałam wejść zwykłym wejściem, odczekać w kolejce, a potem pokazywać ochroniarzowi paragon z transakcji sprzed paru minut, aby udowodnić, że nie ukradłam aparatu.
Sklep Kiwi należy do sieci Lewiatan. Jest dość dużym sklepem osiedlowym, spożywczym i ogólnoprzemysłowym, samoobsługowym. Weszłam tam po drobne zakupy. Półki były wypełnione towarem, sklep czysty. Pracownicy rozkładali towar na półkach. Wybór nabiału, mrożonek, słodyczy, mięsa i warzyw był duży. Natomiast chemiastanowiła niewielką część oferty. Jak zwykle kupowałam mięso. Było dość ładne, duży wybór kiełbas. Ekspedientka z działu mięsnego była miła. Warzywa były świeże. Podobało mi się, że można je było samemu nakładać. Kasjerka uprzejmie mnie obsłużyła, wzięła pieniądze, wydała resztę i pożegnała mile. Wizyta w sklepie przebiegła sprawnie.
Otrzymałam od mBanku przesyłkę listową. Wewnątrz znalazłam list kierowany do mnie osobiście, jako do klienta banku. Zawiadamiano mnie o ofercie specjalnej - karcie kredytowej bez opłat za wydanie i z gwarantowanym limitem. Wydanie karty miałoby nastąpić bezproblemowo i bez zbędnych formalności. Musiałabym jedynie odesłać zamieszczoną w liście umowę. Na skorzystanie z oferty miałam 30 dni. Na liście jednak nie umieszczono żadnej daty, dlatego myślę, iż był to wybieg reklamowy.
W przesyłce umieszczono także "regulamin wydawania i używania kart kredytowych w mBanku" oraz "Taryfę prowizji i opłat bankowych". Według tego regulaminu za wydanie karty kredytowej zabierano opłatę zwracaną, jesli w przeciągu 3 miesięcy dokonałoby się transakcji za łączną sumę 300 zł. Stąd mniemam, iż list był zdecydowanie chwytem reklamowym.
Taryfa opłat jednakże mile się zmieniła, ponieważ wycofano opłaty za przelewy do innych banków.
23 marca 2009 na stronie internetowej www.neckermann.com.pl złożyłam zamówienie na marynarkę damską. Na stronie informowano, że na przesyłkę należy czekać od 7 do 21 dni. Ubranie miało być prezentem na Święta Wielkanocne.
Niestety przesyłka doszła do mnie 13 maja. Jak zauważyłam na druku, przesyłkę wysłano dopiero 7 maja. To oburzające, jak potraktowano moje zamówienie. Firma wysłała zamówiony towar po 8 tygodniach!
Towar był zapakowany w worek foliowy. Ubranie było lekko wygniecione. Rozmiar dobrany według tabeli ze strony www był za duży.
Jestem bardzo niezadowolona z obsługi i nigdy więcej nie zamówię niczego z katalogu firmy Neckermann ani z katalogu Quelle.
Poszłam do kina z kolegą, który chciał kupić bilety z programu punktów Ery. W tym programie jeden bilet kupuje się gotówką lub kartą, a drugi za punkty z kuponu z kodem Ery.
Podeszliśmy do kasy. Wymieniliśmy film i godzinę. Następnie kolega poinformował kasjera o sposobie płacenia. Zapytał się też, czy drugi bilet musi być normalny, czy może skorzystać ze zniżki studenckiej. Okazało się, że można skorzystać z biletu ulgowego. Wszystko szło gładko do momentu, gdy kasjer wprowadził dane do komputera. Wyświetlił się błąd. Kasjer zadzwonił do kierownika, poprosił o pomoc. Następnie dłuższą chwilę anulował transakcję. W końcu po paru minutach udało się wydać nam bilety. Okazało się, że jeden jest darmowym biletem za punkty, a drugi normalnym. Nie chciało nam się zgłaszać reklamacji, ponieważ i tak za nami utworzyła się długa kolejka. Wszystko przebiegało malo sprawnie.
Poszliśmy na seans. Bileter był uprzejmy. Podczas filmu nie doświadczyliśmy żadnych nieprzewidzianych wydarzeń. Dźwięk i obraz były dobre.
Poszłam z koleżanką na obiad do restauracji Sfinks w Gdyni. Jest ona położona w centrum miasta. W środku ma dość sympatyczny wystrój, dużo stolików.
Tuż po tym, gdy znalazłyśmy stolik, podszedł do nas kelner. Był uprzejmy, czysto i profesjonalnie ubrany. Zostawił nam Menu. Oferowano dość szeroki wybór potraw, głównie mięsnych, ale także ryby, pizze i makarony. Kelner wrócił we właściwym momencie, akurat, kiedy się zdecydowałam.
Zamówiłyśmy napoje, które podano nam od razu. Na jedzenie także nie czekałyśmy długo. Przyniesiono nam jedzenie świeże, gorące i smaczne. Do posiłków każda z nas dostała 3 sosy. Nie zachwycił mnie ich smak. Do obiadu dodano także bułeczki zrobione jakby z ciasta do pizzy. Jedzenie było smaczne, a dzięki bułeczkom można się było dobrze najeść. Cena też była przystępna.
Gdy skończyłyśmy, kelner na naszą prośbę przyniósł rachunek. Koleżanka płaciła kartą, co nie nastręczyło żadnego problemu.
Wizyta w tej restauracji należała do przyjemnych.
Zadzwoniłam do biura obsługi widzów w celu zarezerwowania biletów na spektakl. Nie czekałam przy słuchawce nawet minuty. Odebrała pani z dość obojętnym głosem. Spytałam się, czy są dostępne bilety na piątek 29 maja. Moja rozmówczyni zaprzeczyła. Spytałam się więc o wolne miejsca na sobotę 30 maja. Tutaj mi się powiodło. Poprosiłam więc o rezerwację. Pani spytała się mnie, czy rezerwuję po raz pierwszy. Poprosiła o moje dane, kazała zapisać sobie numer rezerwacji i podkreśliła, jak jest to ważne. Następnie poinformowała mnie, iż muszę wykupić rezerwację do 19 maja. Rozmowę zakończyła uprzejmie. Byłam zadowolona.
Co jakiś czas, z różną regularnością sklep Media Markt z Gdańska przysyła nam do domu swoje gazetki reklamowe.
Grafika tych gazetek jest krzykliwa - czerwień z czernią, do tego wiele wykrzykników, "chmurek" komiksowych. Zwraca to uwagę, ale męczy.W dodatku osoby ze zdjęć w gazetkach zawsze mają nienaturalne miny.
NAjbardziej denerwujący jest jednak sposób dostarczania tej prasy. Roznosiciel nie wkłada ich do skrzynki pocztowej zawieszonej na płocie, chociaż jest dość duża. Zawsze wciska gazetkę pomiędzy sztachetki płotu. Jeśli źle to zrobi, muszę potem podnosić ją z ziemi, niejednokrotnie przejść się po posesji. Gdy pada, gazetka jest cała mokra. W obu przypadkach traktuję ją już jako śmiecia i nieczytając wyrzucam do kosza. A przecież wystarczyłoby włożyć ją do skrzynki obok.
W sobotę przeszłam z koleżanką plażą z Gdyni Głównej do Orlowa. Na miejscu byłyśmy zmęczone i chciałyśmy się czegoś napić. Weszłyśmy do jedynej czynnego tam lokalu gastronomicznego (przed sezonem).
Miejsce tuż przy plaży, w środku sympatycznie chłodno, ładny bar, na zewnątrz ratanowe stoliki, na piętrze taras z widokiem na morze i molo. Położenie przepiękne.
Podeszłyśmy do baru, musiałyśmy chwilę zaczekać. Obsługa obsłużyła nas uprzejmie, jak tylko przyszła nasza kolej. Asortyment przedstawiony w menu był dość bogaty, ale ceny także dość wysokie.
Podczas pobytu ustawiłam się w długiej kolejce do toalety. Na drzwiach wisiała kartka "Toaleta płatna 2 zł. Dla klientów bezpłatna". W środku było dużo miejsca, nie brakowało papieru ani mydła, ale było dość brudno - dużo piasku naniesionego z plaży, brudne lustro i umywalka.
Ogólnie lokal dość miły, chociaż nie mogę ocenić kuchni, ponieważ nie zamawiałam jedzenia.
Sklep znajduje się w pasażu handlowym Tesco, dość daleko od wejścia. Jest duży i posiada bogaty asortyment. Wybór był naprawdę wielki, co uważam za duży plus.
Weszłam do sklepu w poszukiwaniu worków do odkurzacza. Posiadam bardzo żadki model urządzenia i dostanie worków na wymianę nie jest łatwe. Najpierw sama przyjrzałam się stojakowi z zawieszonymi workami do odkurzacza, ale nie znalazłam tam odpowiednich. Prawde mówiąc, zdziwiłoby mnie, gdyby tak się stało. Ostatnie 2 razy specjalnie zamawiałam worki w sklepie i czekałam na zamówienie. Jednak zaczepiłam sprzedaczynię i na wszelki wypadek zapytałam o ten typ worków. Ekspedientka była miła i życzliwie odniosła się do mojej prośy. Poszukała worków, ale ich nie znalazła. Powiedziała, że jej przykro i odeszła do innych zajęć. Przeszłam sie jeszcze po sklepie oglądając produkty. Były równomiernie rozstawione na półkach, w większości czyste, chociaż niektóre pokrywał kurz. Widziałam, że inni sprzedawcy byli zajęci obsługą klientów.
Wizytę uważam za udaną, pomimo braku towaru i mogłabym ten sklep polecić innym klientom.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.