Weszłam do Biedronki przy okazji. Pomyślałam, że mogłabym zrobić tanie, szybkie zakupy. Pierwsze się udało, drugie niekoniecznie. W sklepie było mnóstwo klientów, a do dwóch otwartych kas ciągnęły się długie kolejki. Dopiero po chwili została otwarta trzecia kasa. Tym, co zaskoczyło mnie pozytywnie w tej Biedronce, były dostępne PRZED wejściem koszyki, co rzadko się tu zdarza. Kasjerka była miła, choć nieco powolna.
Po raz kolejny wybrałam się do tego szewca. Zdecydowanym plusem jest lokalizacja - centrum. Ponieważ jednak usługi są tu bardzo drogie (25 zł za wymianę fleków), postanowiłam zapytać o rabaty dla stałych klientów (niestety fleki wymieniam średnio 4 razy w sezonie i to zawsze u tego samego szewca, choć w różnych lokalizacjach - jest to usługodawca sieciowy). Pan obsługujący mnie odparł, że rabaty są przewidziane tylko dla klientów posiadających kartę, a szef nie planuje na razie wydawać ich więcej, więc ja się nie załapię. W tym momencie postanowiłam, że poszukam sobie innego szewca, który nie będzie stałych klientów traktował wybiórczo.
Wybrałam się na zakupy do Netto, żeby uniknąć gigantycznych kolejek, jakie najczęściej w tym czasie są w pobliskim Realu. Asortyment jest wystarczający na podstawowe zakupy, a w tym samym budynku mieści się piekarnia z pysznym pieczywem, więc uznałam, że to dobry wybór. Jednak przeliczyłam się. Po wyborze towaru i podejściu do kas, okazało się, że tylko jedna z nich jest czynna, a kasjerka na uwagę jednego z klientów na ten temat, stwierdziła: "takie czasy nastały". Na skutek jego wyraźnego niezadowolenia, użyła dzwonka wzywającego kolejnego pracownika do kasy, jednak kasjerka, która pojawiła się jako druga równie dobrze mogłaby nie przychodzić w ogóle - miała skwaszoną minę, była nieprzyjemna dla klientów (nie powtarzała wartości zakupów, tylko KAZAŁA spoglądać na wyświetlacz kasy), przerzucała towar jak śmieci i cały czas uskarżała się na to, jaka jest zmęczona. Wyszłam stamtąd nieco podirytowana i pewnie w najbliższym czasie się tam nie pojawię.
Po cesji miałam kilka problemów - z konfiguracją telefonu, z logowaniem się na stronie www przy pomocy Plus kodu. Poza tym chciałam uzyskać kilka informacji na temat opłat związanych z rezygnacją z usług. Postanowiłam więc zadzwonić na infolinię. Dość szybko uzyskałam połączenie z konsultantem. Obszernie wyjaśnił mi wszystkie kwestie i wyczerpująco odpowiedział na każde moje pytanie w taki sposób, iż miałam pewność, że jest przekonany o tym, co mówi. Poza tym był bardzo miły i, chociaż rozmowę zaczęłam nieco podirytowana, poprowadził ją w taki sposób, że ostatecznie się uspokoiłam. Jedynym problemem było wysłanie przez niego niewłaściwej konfiguracji, ale wynikało to z mojego braku znajomości dokładnego symbolu telefonu.
Do sklepu wstąpiłam po drodze do domu. Ten Lewiatan jest dość mały, ale asortyment posiada różnorodny. Na półkach panuje porządek, a w tle słychać przyjemną, spokojną, aczkolwiek dość nietypową muzykę. Ceny są przystępne, a obsługa dość miła, choć mało kontaktowa - sprzedawca nie nawiązał kontaktu wzrokowego, nie zareagował na próbę nawiązania rozmowy.
Ubrania w Orsay mają kilka dużych plusów - są dobrej jakości, występują w rozmiarze 34 oraz stylem odbiegają od tych dostępnych w innych sklepach. Właśnie dlatego lubię robić tam zakupy. Dziś wybrałam się tam z powodu wyprzedaży i wybrałam spódniczkę, która niestety była uszkodzona. Zapytałam kasjerkę, jaki rabat w związku z tym będę mogła otrzymać. Sprawdziła w swoim zeszycie i powiedziała konkretną kwotę. Ponieważ nie do końca byłam przekonana do zakupu, postanowiłam, że wrócę po niego później, gdy już się zastanowię. Gdy pojawiłam się w sklepie po raz drugi, za kasą stała już inna dziewczyna. Powiedziałam, że jeszcze raz chciałabym przymierzyć tę spódniczkę i upewniłam się, w jakiej cenie będę mogła ją zakupić. Jednak ta ekspedientka powiedziała, że na wadę występującą w tym przypadku nie przysługuje żaden rabat. Wyjaśniłam jej, że poprzednia pracownica powiedziała mi co innego, na co usłyszałam "myliła się". Odpuściłam temat ze względu na grę nie wartą świeczki i kupiłam spódniczkę po cenie umieszczonej na metce. Jednak na przyszłość wolałabym, żeby wszystkie pracownice kierowały się takimi samymi zasadami sprzedaży.
Do mojej skrzynki regularnie trafiają gazetki Netto. Prezentowany w nic towar niejednokrotnie bardzo mnie interesuje i jestem gotowa go kupić. Jednak już nie jeden raz zdarzyło się, że to, co pokazane w gazetce, wcale nie jest dostępne w sprzedaży! Ostatnio na przykład chciałam kupić skaner do slajdów - urządzenie, którego nigdy wcześniej nie widziałam w żadnym innym sklepie - ale oczywiście nie był on dostępny w tym Netto. Gdyby to był jedyny produkt, którego nie mogłam kupić, nie miałabym pretensji, ale podobnie było ze śliwkami w czekoladzie, wieszakami drewnianymi i zestawem herbat owocowych. A specjalnie wybrałam się na zakupy pierwszego dnia obowiązywania promocji... Poza tym obsługa jest tu bardzo niemiła - kasjerki sprawiają wrażenie, jakby pracowały za karę, a znalezienie na sali sprzedaży "wolnego" pracownika graniczy z cudem.
Po raz kolejny wybrałam się do tej Biedronki. Gdy weszłam do sklepu, zorientowałam się, że w jednej z kas siedzi nowa pracownica - pomocy udzielała jej bardziej doświadczona koleżanka, którą już wielokrotnie spotykałam w tym sklepie. Kolejki były bardzo duże, więc otwarto nową kasę, w której usiadła wspomniana wcześniej "bardziej doświadczona" pracownica. I całe szczęście - być przez nią obsługiwaną, to sama przyjemność! Pani Karolina jest bardzo miła, zawsze uśmiechnięta, świetnie sobie radzi z pracą, która po prostu pali jej się w rękach. Zna wszystkie ręcznie wprowadzane kody, potrafi sobie poradzić z niecodziennymi sytuacjami, doskonale orientuje się w mechanizmach funkcjonowania sklepu. Widać, że inni pracownicy bazują na jej wiedzy, gdy sami mają niewystarczającą. A ona udziela pomocy z takim samym, sympatycznym uśmiechem na twarzy, z jakim obsługuje klientów używając absolutnie wszystkich zwrotów grzecznościowych. Oby każdy pracownik zachowywał się tak, jak ona!
Wybrałam się do Empiku w poszukiwaniu konkretnej książki. Ponieważ nie znalazłam jej na półce, postanowiłam upewnić się, że jej nie ma i zapytałam sprzedawczynię o nią. Podeszła do komputera, sprawdziła - książki faktycznie nie było. Ale zaproponowała mi, że sprawdzi, czy nie ma jej w innych Empikach. Przystałam na jej propozycję i dowiedziałam się, gdzie najpewniej poszukać mojego wyboru. Obsługująca mnie dziewczyna była bardzo miła i chętna do pomocy, a sprawdzenie wymienionej pozycji nie zajęło dużo czasu.
Multikino w Starym Browarze ma jeden duży plus - nie jest przeludnione. Bar kawowy o ciekawym designie nie zachęca jednak różnorodnością napojów (herbaty: zielona, earl grey i czarna). W kinie panuje porządek i widać, że przestrzegane są pewne zasady (sprzątanie po seansie, wpuszczanie widzów na salę). Obsługa również bardzo miła i kulturalna.
Delikatesy Alma kreowane są na luksusowe i teoretycznie konkurują z Piotrem i Pawłem. I rzeczywiście - wybór towarów jest tu bardzo duży, a sama ich ekspozycja oraz wystrój sklepu znacznie ładniejsze niż w markecie wspomnianym wcześniej. Jedynym minusem jest brak miejsca - wąskie alejki utrudniają poruszanie się z wózkami. Poza tym pani pracująca na stoisku z wędlinami była dziś dość nieporadna i obsługa zajmowała jej dużo czasu.
Bardzo lubię ten sklep ze względu na dostępność ubrań w rozmiarze 34, co nie zdarza się często. Dziewczyny tu pracujące są bardzo miłe i nastawione na klienta - chętnie pomagają, są uśmiechnięte. W sklepie panuje porządek i, chociaż jest mało miejsca, widać, że cały czas ktoś się stara, aby dostęp do towaru był jak najlepszy. Jedyne, czego nie lubię akurat w tym sklepie to zbyt głośna, jak dla mnie, muzyka.
Lubię robić zakupy w Biedronce ze względu na niskie ceny i ciekawy asortyment. Warunkiem jest jednak kadra sklepu, która każdą wizytę może popsuć. Tak było tym razem - kasjerce spieszyło się, żeby odpisać na sms, więc nie usłyszałam ani powitania, ani pożegnania, a na koniec pracownik ochrony upomniał mnie, że koszyków nie wynosi się poza kasę, co nie jest prawdą - po prostu nie chciał ich zbierać i przenosić przed wejście. Ocenę mimo wszystko wystawiam dość dobrą, bo w sklepie ogólnie panował porządek, a zapytana o towar pracownica była miła i bez problemu wskazała właściwe miejsce.
Środki zabezpieczeń przed kradzieżą w Zarze są moim zdaniem mocno przesadzone - każdy klient może poczuć się jak potencjalny złodziej, kiedy dziewczyna w przymierzalni nakazuje przyłożenie torby do specjalnej płyty... Poza tym ekspedientka nie słucha, ile rzeczy wzięło się do przymierzalni, a sama wyciąga po nie ręce i liczy. Jakby tego było mało, dziewczyny stoją i urządzają sobie pogaduszki. Gdy jedną z nich, podczas przechodzenia już i tak wąskim szpalerem pomiędzy wieszakami i półkami, zahaczyłam torebką i przeprosiłam, spodziewałam się tego samego z jej strony, ale usłyszałam tylko "nie ma za co", po czym ekspedientka wróciła do konwersacji z koleżanką.
Zazwyczaj dzwoniąc na infolinię chcemy się czegoś dowiedzieć, nawet, gdyby wymagało to poczekania i wiszenia na linii. Niestety infolinia Orange na to nie pozwala - po połączeniu się z ich systemem można usłyszeć komunikat, że wszyscy konsultanci są zajęci i proszą o telefon później, po czym połączenie jest zrywane. A opłata za każde kolejne oczywiście jest naliczana... Gdy już się uda dodzwonić, jest w porządku, bo konsultanci są mili i kompetentni.
Klubokawiarnia znajduje się niedaleko kina Apollo. Bardzo ciekawe miejsce - za dnia można tam napić się dobrej kawy lub zjeść obiad, a wieczorem poimprezować. Karta jest dość bogata, jednak niestety dziś na dwa wybrane przeze mnie duże dania, obu nie było. Ostatecznie musiałam zadowolić się koktajlem, chociaż planowałam zjeść tu obiad. Estetycznie nie mam nic do zarzucenia - czysto i ciekawie.
Kawiarnia Kamea już od pierwszego wejrzenia robi dobre wrażenie. Po wejściu do środka wyczuwa się charakterystyczny, nieco starodawny klimat. Rozproszone światło, surowe cegły na ścianach, spokojna muzyka - to wszystko przenosi w inne realia. Jednak to zaledwie wstęp do pozytywnych wrażeń, które rozpoczynają się w momencie otwarcia menu. Wybór jest bardzo duży, a proponowane napoje i desery niespotykane w innych kawiarniach - herbata z malinami, szarlotka w puddingu, kawa cynamonowa bez dosypywanego cynamonu itd. Ponadto kelner - młody, kulturalny człowiek - jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Wie, jak zachęcić do spróbowania nowości i potrafi doradzić, gdyż wybór jest naprawdę trudny. Jedynym minusem jest dość długi czas oczekiwania na zamówienie oraz fakt, że nie jest ono realizowane jednorazowo, a na raty.
Bardzo ciekawie urządzony klub - wystrój w każdym calu przypomina o osach/pszczołach i zdecydowanie różni się od innych poznańskich wnętrz. Jedynym mankamentem lokalu są obrotowe, dość duże fotele, które utrudniają poruszanie się pomiędzy salami. Ciekawym rozwiązaniem jest parkiet, z którego muzyka nie przeszkadza w rozmowach, chociaż jest dobrze słyszalna. Polecam, bardzo ciekawy klub.
Ten klub chyba niedawno przeszedł remont. I jedynym, co jest w nim ok, jest faktycznie wygląd. Zaczęło się od tego, że miałam kilka wejściówek na piątkową wieczorną imprezę. Zdobyłam je z pewnym wysiłkiem, biorąc udział w konkursie. Jak się później okazało, nikt ich nawet nie sprawdzał. Weszliśmy więc ze znajomymi do pustego klubu, licząc na to, że w miarę upływu czasu się zapełni. Nic bardziej mylnego. Przez kolejne 3 godziny ludzie tylko wchodzili i wychodzili z Tokio Underground, mimo że do sąsiednich klubów ustawiały się kolejki na mrozie. Powodem braku zainteresowania były być może: bardzo niska temperatura w lokalu (mimo zimowych warunków na zewnątrz), nieciekawe towarzystwo (przy i na parkiecie tylko roznegliżowane blondynki w adidasach i ich wulgarni koledzy) oraz bardzo głośna muzyka nawet w lożach, co skutecznie uniemożliwiało spotkania towarzyskie. W końcu i my, zniecierpliwieni oczekiwaniem na wyższą temperaturę i większe zaludnienie, nie dopiwszy zimnych drinków (chyba herbata w takich warunkach byłaby bardziej odpowiednia), wyszliśmy z tego klubu.
Jak to przed świętami u jubilera, było bardzo dużo klientów. Mimo tego dość szybko podeszła do mnie ekspedientka i zapytała, w czym może mi pomóc. Wyjaśniłam, czego szukam, a ona zaraz zajęła się obsługą - pokazała mi wszystkie dostępne wzory biżuterii, a w woreczkach pod ladą sama zaczęła szukać właściwych kolczyków (do kompletu). Była bardzo zaangażowana i pomagała mi w wyborze właściwego towaru.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.