Sklepik jest mały - zupełnie, jakby wchodziło się do kiosku. Jednak zaskoczyło mnie to, że znalazłam tu książkę, której nie ma w żadnym Empiku w Poznaniu, mimo że napisana jest przez popularnego autora. Niestety Pani zza lady nie była zbyt komunikatywna i nawet na pytania odpowiadała niewerbalnie, a przez wskazanie palcem na poszukiwaną pozycję. Miałam problem z odszukaniem tej książki wśród zatrzęsienia prasy i innych drobnych przedmiotów. Może, gdyby udało się to wszystko poukładać, byłoby łatwiej.. Tym bardziej, że poszukiwana przeze mnie książka jako jedyna tego autora leżała w innym miejscu niż pozostałe.
Asortyment sklepu jest bardzo duży, a mimo to świetnie wyeksponowany - aż kusi, żeby coś kupić. Chociaż chyba zazwyczaj nie ma tu dużego ruchu, obsługa nie jest przypadkowa, cechuje się dobrymi manierami i brakiem nachalności - klient spokojnie może oglądać każdy przedmiot. Ceny są dość wysokie, ale to nie powinno dziwić, ponieważ mało jest sklepów z takim wyposażeniem kuchni, a i towary są tu takie, które trudno znaleźć w innych tego typu miejscach.
Trafiłam tam akurat w trakcie dostawy. Stałam przy ladzie pewnie z minutę zanim ktoś w ogóle się mną zainteresował (panie były zajęte sprawdzaniem towaru z fakturami). Podszedł chyba najmłodszy pracownik (na polecenie jednej z nich), który na dodatek nie umiał obsługiwać kasy fiskalnej, przez co z zakupami musiałam udać się do innej (i przerwać "pracę" jednej z pań). Nie była ona zbyt miła, wręcz miałam wrażenie, że ma mi za złe, że przyszłam akurat w takim momencie. Fakt faktem - pyszne i świeże owoce tutaj można kupić, choć ceny nie są zbyt przyjazne. Miło, że jest to sklep, w którym jest się obsłużonym, a nie klasyczny market, bo czasem dobrze pozwolić sobie na chwilę luksusu ;)
Podstawowym minusem Żabki są wysokie ceny - dotyczy to wszystkich marketów. Co się tyczy konkretnie tego na Wrocławskiej to fakt, że pani na kasie ma minę męczennicy i przewraca oczami, gdy nie odpowiadają jej pytania klientów. Poza tym w sklepie jest ciasno. Plusem jest dość duży asortyment i fakt, że to jedyny sklep spożywczy w tej okolicy (z czego natomiast wynika długa kolejka, co już nie jest zbyt przyjemne).
W sklepie panuje wieczny bałagan (towar na wystawie trudno jest znaleźć na regałach, a poza tym jest poprzestawiany i porozrzucany). Osoby zajmujące się obsługą nie potrafią udzielić informacji innych, niż te zawarte w opisie produktu (było tak w przypadku aparatu - pan zapytany, który z dwóch by polecił lub sam kupił, przedstawił tylko dane). W sklepie panuje senna atmosfera, jak gdyby nikomu nie chciało się pracować. Poza tym Saturn reklamuje się jako "żer dla skner", a tymczasem w Sferisie położonym po drugiej stronie holu jest taniej, a towar nie jest tak sfatygowany.
Nie wiem, jak to możliwe, że jest w tym kinie tyle kas, a zawsze (zwłaszcza w weekendy) są kolejki. Widocznie obsada personalna jest zbyt mała, więc nie polecam przybywania do kina na ostatnią chwilę. Cinema City Kinepolis zdecydowanie prowadzi w rankingu wielkości poznańskich kin (zarówno w całości, jak i poszczególnych sal), więc jeśli film akcji lub science fiction, to tylko tutaj. Obsługa nie poraża byciem przyjemną ani szybkością sprzedawania biletów, a i z czystością na salach nie zawsze jest różowo - zupełnie jakby nie były sprzątane pomiędzy seansami (uwaga na poprzyklejane do siedzeń gumy do żucia i rozsypane na siedzeniach resztki przekąsek).
Kino, ze względu na to, że znajduje się w centrum handlowym, należy raczej do kameralnych. Sale są krótkie, siedzenia rozmieszczone dość stromo, a ekran stosunkowo mały. Jednak nie przeszkadza to w dobrym odbiorze filmu zwłaszcza, gdy siedzi się dość wysoko. W salach jest czysto, temperatura jest odpowiednia (nie za zimno przede wszystkim!), a obsługa miła. Chyba nie przychodzi tam zazwyczaj zbyt wiele osób, dzięki czemu można poczuć się jak na prywatnym seansie ;) Nie brakuje niczego, co jest niezbędne w kinie - kawa, nachosy, pop corn... Jedyne zastrzeżenie, jakie mam, to do czasu obsługi - mógłby być krótszy, gdyby panie/panowie się postarali, bo drukowanie biletu nie zajmuje go dużo, a jedynie nadmierne ociąganie się.
Zakupiłam w Empiku książkę, która była zafoliowana, w związku z czym nie mogłam zapoznać się z jej zawartością. W domu okazało się, że to kompletny niewypał i nie nadaje się na prezent. Poszłam więc zwrócić zakupiony towar. Denerwowałam się, że nie będzie to możliwe i że być może ekspedientka pomyśli, że oddaję przeczytaną książkę (chociaż byłam tam od razu, następnego dnia). Nic bardziej mylnego! Pani była bardzo miła, poinformowała mnie, że na oddanie książki mam bodajże 30 dni i że nie ma z tym żadnego problemu. Jedyne, co mogę zarzucić temu Empikowi to fakt, że na półkach z książkami panuje nieład i trudno znaleźć to, czego akurat się szuka, bo książki często są przekładane przez klientów, a nikt z pracowników tego nie naprawia.
Poszłam do Empiku po bilety. Bardzo miły pan ochroniarz przy wejściu powitał mnie i zapytany poinformował, gdzie mogę dokonać zakupu. Gdy już zeszłam na dół, obsługujący tam panowie, mimo że byli zajęci czym innym, obsłużyli mnie od razu, bez pretensji, że im przeszkadzam, szybko i z uśmiechem. To były naprawdę przyjemne i krótkie zakupy. Pełen profesjonalizm!
Ilość ludzi na torze zawsze przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Mimo że wybiera się godziny, w czasie których na torach powinno być zaledwie paru pływaków, zawsze są tłumy. Cyba nikt nie reguluje ilością wchodzących na basen osób! Poza tym nie ma tu w ogóle miejsca dla osób pływających nieco gorzej - męczą się strasznie w ciągu prawie sportowych pływaków, którzy popędzają, wyprzedzają i wyrażają często swoje niezadowolenie z powodu obecności na torze słabszych amatorów tego rodzaju rekreacji. Może ułatwieniem byłoby podzielenie wszystkich torów wg poziomów zaawansowania pływaków? Do warunków higienicznych zarzutów nie mam - dobrym rozwiązaniem jest konieczność wkładania czepków (przynajmniej włosy nie pływają w wodzie). Bezzasadne jest natomiast moim zdaniem stosowanie żetonów oddawanych ratownikowi - i tak nie jest on w stanie ciągle poprawnie liczyć pływających, bo prawie wszyscy w wodzie wyglądają tak samo, zwłaszcza z jednego, dość oddalonego od basenu, miejsca...
Spośród wszystkich basenów, jakie są do dyspozycji w okolicy, ten lubię zdecydowanie najbardziej. Tory pływackie nie są zatłoczone, oprócz basenu są również do dyspozycji inne atrakcje (zjeżdżalnia, jacuzzi). Ceny może nie są najniższe, ale za ilość oferowanych rozrywek można zapłacić trochę więcej. Często zdarza się, że parking przed pływalnią jest przepełniony, więc najwyraźniej nie dostosowano go do ilości klientów. Bardzo podoba mi się natomiast to, że liczba osób wpuszczonych w danym momencie na basen jest ograniczona, a nie, jak to w niektórych miejscach bywa, do oporu... Do warunków higienicznych również nie mam zarzutu. Dużym plusem jest możliwość skorzystania z dwóch rodzajów sauny podczas pobytu na pływalni. Cena za saunę bardzo przystępna.
Piotr i Paweł to dla mnie synonim profesjonalizmu, jednak i im zdarzają się wpadki:
1) jednego razu kupiłam ser pleśniowy, którego data ważności mijała w dniu bieżącym (był w promocji, a ponieważ tutaj promocje z okazji końca daty ważności się nie zdarzają, nie sprawdzałam terminu...);
2) z pojemnika z bułkami wybrałam te z sezamem po 0,35zł czy 0,40zł, a pani przy kasie za jedną bułkę policzyła 1,99zł,bo najwyraźniej uznała sezam za zioła (niestety bazując na zaufaniu i tym razem nie sprawdziłam paragonu przed odejściem od kasy ;/);
3) pani na stoisku mięsnym, którą poprosiłam o salami (uprzednio stojąc w bardzo długiej kolejce, która przemieszczała się w lewo), podeszła do skrajnej prawej lady i stamtąd pytała mnie w bardzo nieprzyjemny sposób, o które salami mi chodzi; na odpowiedź, że poproszę pikantne, odpowiedziała, że wszystkie są pikantne... może powinnam być bardziej precyzyjna, ale naprawdę liczyłam na pomoc osoby, która zna się na rzeczy - niestety przeliczyłam się, bo pani była bardzo niechętna i strasznie niemiła.
Pomijając te "wpadki", które częściowo wynikały z mojej winy, niczego PiP nie mogę zarzucić - jakość towarów super (szczególnie świeże mięso!), porządek i baardzo duży asortyment.
Podstawowym błędem popełnianym przez właściciela tego lokalu jest brak wyraźnego odgraniczenia strefy dla palących od tej dla niepalących. Z tego powodu naprawdę nie lubię tam chodzić, bo wybieram na deser pyszne, słodkie ciastko, a towarzyszy mi papierosowy dym :/ Poza tym obsługa nie jest zbyt miła. Sprawia wrażenie, jakby pracowała za karę - żadnego uśmiechu, żadnego "proszę", "dziękuję", "do widzenia" itp. Do cen też mam zastrzeżenie, ale mogą one wynikać z lokalizacji - zapewne powierzchnia w Kupcu Poznańskim nie jest tania, co odbija się na cenach wyrobów. Dużym plusem jest różnorodny wybór herbat, kaw, ciast, które zawsze są świeże i pyszne.
Ta placówka różni się od innych oddziałów Poczty Polskiej - najczęściej otwarte są tu trzy okienka, pracują młode osoby, a obsługa jest naprawdę przyjemna. Chociaż kolejki czasem zajmują cały lokal, wynika to raczej ze złożoności zleceń klientów, a nie lenistwa "pań z okienka". Poza tym ceny artykułów szkolnych/biurowych są normalne, a nie kosmiczne, jak w innych oddziałach. Ciekawe, z czego to wynika...
Strona banku BZ WBK jest bardzo czytelna i łatwa w obsłudze. Wykonywanie przelewów zajmuje tylko chwilę, a sposób logowania daje poczucie bezpieczeństwa. Dodatkowo nowa oferta - darmowe przelewy - przyciąga i sprawia, że nie trzeba się w ogóle ograniczać. Chociaż nawet wtedy, gdy kosztowały 0,50 zł było to znacznie mniej niż w konkurencyjnych bankach.
Pierwsze, co rzuca się "w nos" to nieprzyjemny zapach wilgoci lub czegoś w tym stylu, gdy wchodzi się do środka. Generalnie trudno tutaj coś znaleźć albo tylko ja nie znam klucza, według którego towar rozmieszczany jest na półkach. Na szczęście obsługa jest miła i chętna do pomocy. Ceny są korzystne,a asortyment duży.
Bardzo klimatyczne miejsce, urządzone z klasą, dla ludzi ceniących sobie dobrą, kulturalną zabawę. Duża przestrzeń, wygodne sofy - zachęcająco już od pierwszego wejrzenia. Choć jest trochę drogo, warto zapłacić, by napić się dobrego drinka (z uczciwą porcją alkoholu), przyrządzanego na oczach klienta. W toaletach czysto, pachnąco, nawet można skorzystać z jednorazowych szczoteczek do zębów. Jedynym minusem i to, niestety, dość dużym, jest brak możliwości płacenia kartą, choć i to podobno niedługo ma się zmienić. Dobra muzyka, nowoczesny wystrój - genialne miejsce na sobotni wieczór. Barmani w jednakowych uniformach - to też dobrze wygląda.
Od razu po wejściu do Plusa panie zapraszają do swoich stolików, jeśli tylko nie mają innych klientów. Są miłe i pomocne, chociaż ostatnio chciałam poznać kilka faktów odnośnie swojego konta i miałam wrażenie, że pani mnie spławiła mówiąc, że dowiem się tego wszystkiego dzwoniąc do biura obsługi klienta, ale też nie od nich, bo nie działa im telefon... Może miała rację, ale nie po to poszłam do punktu, żeby zostać odesłaną do BOK.
Metraż sklepu absolutnie nieadekwatny do asortymentu - towaru prawie trzeba szukać! Chociaż prawdą jest, że można tu kupić rzeczy, których nie nabędzie się w innych sklepach. Na dodatek są dobrej jakości i w dobrych cenach. Obsługa miła, niewidoczna (co daje możliwość spokojnych zakupów, ale też uniemożliwia zasięgnięcie rady). Ogólne wrażenie: dość dobre.
Zazwyczaj nie jadam w takich miejscach i właśnie niedawno sobie przypomniałam, dlaczego. Co prawda, ceny są śmieszne, ale chyba nie warto ryzykować zdrowiem... Zjadłam spaghetti z grzybami (czyli makaron, trochę papryki i pieczarki zalane chyba olejem). Ani to smaczne, ani ładnie podane. Chociaż może nie powinnam tego wymagać. Ale już obsługa mogłaby być milsza niż na jakiejś peerelowskiej stołówce. A tymczasem pani podsunęła mi plastikową miseczkę jak pieskowi ;) Plusem tego miejsca bez wątpienia jest porządek i schludność, jak na taką tanią jadłodajnię. Nie wiem tylko, dlaczego brakuje tam toalety...
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.