Rutynowa wizyta celem uzupełnienia zbiornika paliwem PB95. Na stacji nie było żadnego klienta, nie było kłopotu z parkowaniem czy wyborem dystrybutora. Po uzupełnienie baku udałem się do kasy aby uiścić należność. Przy okazji chciałem dopytać o szczegóły przedłużenia promocji Navigator. Obsługiwał mnie uśmiechnięty i pogodny sprzedawca ubrany w strój firmowy z wpiętym identyfikatorem. Cierpliwie i kompleksowo przedstawił mi założenia promocji. Służył pomocą przy zweryfikowaniu ogólnej liczby punktów, przy zweryfikowaniu punktów, które muszą zostać zrealizowane do końca marca 2009. Przedstawił katalog starych i nowych nagród, poinformował o braku możliwości łączenia punktów, podpowiedział, co można zrobić, aby szybciej zgromadzić pożądaną ich liczbę. Czułem się usatysfakcjonowany poziomem obsługi, zaangażowaniem i cierpliwością.
Udałem się do siedziby firmy celem skonsultowania swoich propozycji i oczekiwań dotyczących zagospodarowania przedpokoju. Wchodząc do sklepu byłem jedynym klientem, sprzedawca w tym czasie rozmawiał przez telefon. Zapytałem, czy mogę usiąść i otrzymałem pozwolenie gestem ręki. Niestety osoba, która mnie obsługiwała rozmawiała przez telefon jeszcze około 2 minut. Po tym fakcie jednak zajęła się mną w sposób satysfakcjonujący. Słuchała moich wątpliwości, na bieżąco korygowała stworzony wspólnie koncept. Poinformowała mnie o zasadach współpracy, o wycenie projektu, o sposobie montażu i czasie oczekiwania na realizację zamówienia. Całość nie trwała więcej niż 20 minut. Zostałem potraktowany poważnie i obsłużony w sposób satysfakcjonujący, mimo, iż była to wizyta mająca na celu rozeznanie cenowe i asortymentowe. W trakcie mojej wizyty telefon dzwonił wielokrotnie, lecz sprzedawca wszystkie połączenie odrzucał, przepraszając jednocześnie za oderwanie się od mojego projektu. Podsumowując obsługa bardzo przyzwoita, na ocenę rzutuje początkowy telefon i czas oczekiwania na koniec rozmowy.
Rutynowa wizyta na stacji w celu uzupełnienia paliwa. Przy dyspozytorach nie było kolejki. Tankowanie przebiegło bez zastrzeżeń. W środku budynku jeden klient dokonujący zakupów alkoholowych. W pomieszczeniu jest włączony telewizor, światło w delikatnym półmroku. Pracownicy ubrani w stroje służbowe, wyglądają na zmęczonych. Transakcja i zapłata przebiega jednak sprawnie. Pracownik nawiązuje kontakt wzrokowy, udziela informacji, rozwiewa wątpliwości dotyczące m.in. czasu trwania programu lojalnościowego.
Wjazd na stację dobrze oznakowany, reklamy i ceny paliw wyraźne i czytelne. Przy dyspozytorach jeden samochód. Na dyspozytorach naklejki informujące o promocjach i programach lojalnościowych. Kolejki do kasy brak. Obsługiwał mnie młody sprzedawca ubrany w strój służbowy, bez identyfikatora. Zapłata przedłużała się z powodu zawieszeń terminala płatniczego. Wewnątrz budynku czysto, ulotki przy kasie poukładane prawidłowo, lada przy kasie czysta, bez rzeczy osobistych pracownika. Na koniec pracownik, mimo spełnienia przeze mnie wymogów promocyjnych nie wręczył mi nagrody gwarantowanej w aktualnych programie lojalnościowym. W trakcie całej transakcji bardzo głośno pracował telewizor, w którym obsługa oglądała teleturniej "Milionerzy".
Cel wizyty: rezygnacja z umowy o Internet. Dwa minusy na początek: kiepskie możliwości parkingowe oraz brak godzin otwarcia lokalu na całym budynku. Było to o tyle istotne, że jadąc do Elbląga nie wiedziałem czy rozliczę się z Vectrą, a było to tylko jedno z zadań, jakie na mnie tego dnia czekało. Przed budynkiem oczekiwało już dwoje klientów w podeszłym wieku, które już 'na migi' dowiedziało się przez szybę, od której w soboty prowadzona jest obsługa klienta. Okazało się, że będzie to godzina 9. Poza tym plakaty i naklejki z aktualną ofertą właściwie wyeksponowane, przykuwające uwagę. Z racji pojawienia się przed lokalem chwilę przed otwarciem w kolejce byłem 2. Początkowo obsługiwała jedna osoba, dwie minuty po 9 pojawiła się kolejna. Moja sprawa była bardzo prosta, dlatego też zostałem sprawnie obsłużony. Pani z obsługi nie miała identyfikatora, ubrana schludnie, z uśmiechem spełniła swoje obowiązki. Ulotki dotyczące aktualnych promocji czy pakietów tv wyeksponowane właściwie, poukładane porządnie, w widocznych miejscach. Na podłodze wewnątrz, ani na zewnątrz nie było porozrzucanych ulotek. Na biurku pracownika czysto, bez żadnych rzeczy prywatnych, jedzenia etc.
Duża liczba miejsc parkingowych ułatwia znalezienie miejsca, choć w większości przypadków miejsca trzeba poszukać. Szyby zewnętrzne czyste, drzwi rozsuwane sprawne. Na szybach wiszą plakaty z informacjami o promocjach. Są czytelne i właściwie rozwieszone, nie odklejają się, nie są porwane czy poszarpane. Wewnątrz na samym początku widzi się pracującą ochronę. Pracownice przy kasach, jak i na terenie całego sklepu ubrane w stroje firmowe z wpiętymi w koszulki polo identyfikatorami z informacją o imieniu oraz dziale, na którym pracują. Klientów w sklepie dużo (>50). Czas oczekiwania na dziale z serami do 5 minut, obsługuje jedna osoba, na dziele z mięsem obsługa praktycznie bez kolejki. Sklep jest czysty, w momencie kiedy jednej z klientek rozsypuje się na podłogę fasola, natychmiast pojawia się ekipa sprzątająca (bez wzywania przez mikrofon). Kolejki do kasy nie przekraczają 5 osób. 3/4 kas pracuje i obsługuje klientów. Taśma pracuje bez zarzutu. Kasjerka wita słowami 'dzień dobry' i pakuje pierwszy towar do reklamówki. Robi to sprawnie i zaangażowaniem.
Przed wejściem do lokalu bardzo ładny, klasyczny neon z informacją o profesji lokalu. Szyby udekorowane świątecznie, czyste. Bistro to mały lokal o ciekawym, oryginalnym wystroju. Nawiązuje do wiejskiej, domowej kuchni, z elementami międzynarodowymi (kuchnia niemiecka, francuska). Niewielkie stoliki pomieszczą wyłącznie dwie osoby, na nich 'babciny' obrus. Wystrój koresponduje z oferowanymi daniami. Wchodząc zadaliśmy obsłudze pytanie: Jesteśmy tu pierwszy raz, co nam Pani poleci? Pani zaprezentowała nam ofertę akcentując jej zdaniem zupy godne uwagi. Zdecydowaliśmy się na dwie z nich. Co istotne zupy podano nam od ręki, gorące i parujące. W lokalu panuje samoobsługa, stąd po skończonym posiłku odnieśliśmy swoje naczynia we wskazane miejsce i pożegnaliśmy się z obsługą.
Cel wizyty: zakup wycieraczek samochodu marki Citroen Xsara. Dojazd w pobliże salonu firmowego graniczy z cudem. Mija się przepełnione parkingi, samochody parkują również na poboczach i chodnikach. Wjazd na teren salonu praktycznie niemożliwy. Każde miejsce zajęte, duży ścisk i mała przestrzeń manewrowania. Efektem tego jest konieczność pozostawienia samochodu w odległości około 300 metrów od salonu, a następnie przejść pieszo wspomniany wyżej odcinek po brudnej, żużlowo-szutrowej nawierzchni z dużą ilością kałuż. Salon czytelnie opisany, kasetony wyraźne, czytelne, zgodnie z kolorystyką marki. Szyby salonu czyste, plakaty i informacje naklejone na szyby powieszone poprawnie. Są czytelne, klarowne, nie odklejają się, nie są postrzępione czy pomarszczone. Wewnątrz klientów niewielu. Każde stanowisko w salonie czytelnie opisane, przy każdym biurku czekała obsługa. Bez kłopotów wyszukałem dział z częściami zamiennymi. Biurko pracownika czyste, uporządkowane, bez żadnych rzeczy prywatnych. Poinformowałem sprzedawcę o moim zapotrzebowaniu. Pracownik zweryfikował je w komputerze, podał cenę każdej z wycieraczek, po czym udał się do magazynu, aby ich odszukać. Po kilkunastu sekundach zjawił się przy swoim biurku z wycieraczkami w ręku. Automatycznie naliczył rabat w wysokości 10% i przedstawił ofertę końcową. Podczas całej rozmowy wyrażał zainteresowanie i starał się pomóc. Wyjaśnił, w jaki sposób należy je zamontować. Obsługę ocenić należy pozytywnie.
Cel wizyty: rozpoznanie rynku frytkownic. Na szybach i drzwiach wejściowych duża ilość reklam i naklejek informujących o promocjach i ofertach specjalnych. Plakaty czyste, poprawnie zawieszone, bez zabrudzeń i pomarszczeń czy pofałdowań. Na drzwiach informacja z logo AVANS o godzinach otwarcia placówki. W lokalu ruch niewielki, dwie pracownice zajęte były objaśnianiem szczegółów dotyczących poszczególnych przedmiotów. Na stoisku AGD kolejki brak. Lada i stanowisko kasowe czyste, brak jakichkolwiek rzeczy prywatnych pracownika. Moje zapytanie miało charakter ogólny, nie byłem zdecydowany na żadną konkretną frytkownicę, interesował mnie również przedział cenowy. Obsługująca mnie pracownica, ubrana w strój firmowy (bez identyfikatora) w sposób rzeczowy i kompetentny przedstawiła mi wady i zalety poszczególnych modeli, akcentując ich cenę i parametry techniczne oraz ich trwałość czy funkcjonalność. Robiła to w sposób życzliwy, przyjazny i z pełnym zaangażowaniem. Pierwsze wrażenie: kompetentny pracownik o miłej aparycji i dużym spokoju w objaśnianiu detali produktu. Wizyta bardzo pozytywna.
Cel wizyty: zakup świątecznego prezentu dla dziecka. Wchodząc do sklepu widzi się plakaty i naklejki informujące o aktualnych promocjach czy specjalnych ofertach. Plakaty powieszone poprawnie, nie odklejają się i nie są pomarszczone. Szyby czyste. Wewnątrz - mimo relatywnie wczesnej godziny - bardzo dużo klientów. Co rusz trzeba uważać, aby na kogoś nie wpaść. Dość trudno dostrzec pracownika w takim tłumie. Kiedy wreszcie go napotkałem zapytałem o konkretny produkt, ponieważ jestem już zdecydowany na określony zakup. Początkowo obsługiwała mnie młoda dziewczyna, ubrana w jasnoniebieski strój firmowy z identyfikatorem wpiętym w koszulkę polo. Moja sytuacja była trudna o tyle, że nie wiedziałem, jak nazywa się ten produkt, lecz potrafiłem zwięźle i dokładnie opisać jego zastosowanie (gra planszowa, rodzinna). Dostrzegłem, że moje pytania sprawiają pani trudność, więc grzecznie mnie przeprosiła i poprosiła o chwilę cierpliwości. Po kilkudziesięciu sekundach pojawiła się znowu w towarzystwie młodego ekspedienta, który również ubrany był w koszulkę polo z wpiętym identyfikatorem. Młody człowiek okazał się znacznie bardziej zorientowany. Po moich wyjaśnieniach dotyczących przedmiotowej gry błyskawicznie skojarzył jej nazwę, zaprowadził do stoiska z tego rodzaju asortymentem, przy czym zastrzegł, że w chwili obecnej wspomnianej gry nie ma. Zapytałem jeszcze o przypuszczalną cenę, a moje pytanie spotkało się z konkretną odpowiedzią. Cała moja wizyta trwała około 5 minut, co przy takim natężeniu klientów postrzegam pozytywnie. Wizyta zdecydowanie na plus. Przy kolejnej potrzebie zakupów z tego asortymentu z pewnością zawitam do sieci tych sklepów.
Wejście do naleśnikarni przez drzwi pamiętające jeszcze lata 90 ubiegłego wieku, ciężkie, mocarne drzwi, stare, grube szyby. Szyby od wewnątrz zaparowane, bez większych firanek, które powodują, że je sie niejako na scenie, bowiem obok jest bardzo ruchliwy chodnik i ulica. Po wejściu do pomieszczenia bardzo ciepło. Kolejki przy kasie nie ma, lecz - za wyjątkiem jednego- wszystkie stoliki zajęte. Pani obsługująca raczej nie w humorze, raczej 'odburkuje' niż odpowiada. Odpowiada często ' nie ma' lub 'tylko to co widać' i nic więcej. Przy złożeniu zamówienia okazuje się, że płacimy z góry i nie można płacić kartą. Stoliki względnie czyste, plusem jest ustawiony na każdym stole dozownik z chusteczkami higienicznymi, przyprawy i skrócone menu. Duży plus z kącik do zabaw dziecięcych i duży, wysoki fotel dla małego dziecka. Okres oczekiwania na potrawę do 10 minut. W lokalu gra głośna muzyka (jedna z młodzieżowych stacji radiowych). Panie z obsługi głośno podśpiewują aktualne emitowane w radio utwory. Gdy potrawa jest gotowa - zostajemy poproszeni o zgłoszenie się do kasy i tam go odbieramy. Co bardzo ważne: bardzo smaczne posiłki.
Cel wizyty: tankowanie Pb 95. Na zewnątrz czysto, przy dyspozytorach informacje o promocjach i programach lojalnościowych. Liczydło czytelne i sprawne. Wjazd na stację nieskomplikowany, nie było kolejki. Szyby zewnętrzne czyste, plakaty aktualne i odpowiednio zawieszone, nie odklejają się i są czytelne. Drzwi wejściowe działają dość opornie. W środku intensywne jarzeniowe światło, żadnej kolejki. Ubiór pracownika schludny, czysty, zgodny z wymogami firmy LOTOS. Identyfikator wpięty w koszulę, czytelny. Transakcja przeprowadzona sprawnie, z zaangażowaniem. Otrzymałem ulotki informujące o nowej promocji i jej zasadach, otrzymałem upominek (magnes) zgodnie z regulaminem. Na moje pytanie o punkty NAVIGATOR wyczerpująco poinformowano mnie o zasadach na jakich punkty zostaną zrealizowane, bądź kiedy przepadną. Przy kasie porządek, brak jakichkolwiek rzeczy osobistych sprzedawcy. Biurko czyste, ulotki ułożone estetycznie. Przywitany zostałem 'dzień dobry', pożegnany zwyczajowym 'do widzenia'.
Udałem się tam, aby zakupić prezent mikołajkowy dla mojej żony. Wybrałem sweter, dopytałem o szczegóły. Z pomocą ekspedientki wybrałem rozmiar (numeracja była inna niż standardowa). Poinformowałem, że zakup ten ma być prezentem pytając o ewentualny zwrot bądź zamianę. okazało się, że nie będzie z tym problemu. Chciałem zapłacić kartą, lecz okazało się, że w tym butiku nie jest to możliwe. Wróciłem tam następnego dnia w podobnych godzinach (obserwacja opisuje właściwie dwa dni). Co miłe i godne podkreślenia, pani poznała mnie i już w progu zapytała czy przyszedłem po sweter, po czym skwapliwie udała się do konkretnych wieszaków. Wybrała właściwy, zapakowała i z uśmiechem skasowała.
Wizyta w sklepie po artykuły spożywcze codziennego użytku. Szyby i drzwi wejsciowe czyste, plakaty zachęcające do zakupów określonych towarów czytelne i przejrzyste. Po wejściu dość tłoczno, ochrona widoczna, na stanowiskach. Pracownice każdego z działów uprzejme, zaangażowane. Każda z nich posiadała identyfikator wpięty w bluzkę lub fartuch, jeśli stanowisko tego wymagało. Na każdym identyfikatorze imię i dział, jaki pracownik obsługuje. Jedynym mankamentem było fakt przebierania owoców (celem eliminacji najmniej świeżych). Kolejka do kas niewielka, pracowała większość kasjerek, zaledwie kilka stanowisk kasowych było nieobsadzonych, adekwatnie do ilości klientów w sklepie. Kasjerka nawiązała kontakt wzrokowy, przywitała się 'dzień dobry' i spakowała pierwszy towar do jednorazowej reklamówki. Widoczny identyfikator, taśma przy kasie czysta, sprawna.
Wizyta w banku w celu zamknięcia karty kredytowej. Szyby i ściany od zewnątrz banku czyste. Plakaty i informacje na zewnątrz czyste i czytelne. Po wejściu do placówki skierowałem się do pierwszego okienka jakie ujrzałem. W lokalu widno, oświetlenie korzystne, ciekawa prezentacja fotografii związane z klubem Aquarius, czysto. Wpłatomat, bankomat i stanowiska komputerowe sprawne i funkcjonalne. Nie było kolejki. Obsługiwany byłem przez zadbaną, schludnie ubraną, pogodną panią. W bluzkę miała wpięty identyfikator. Pracownica wykonała zadania sprawnie, z zaangażowanie i uśmiechem. Stale nawiązany kontakt wzrokowy. Wypełniłem wszelkie formularze, w razie wątpliwości zwracałem się do pracownika banku uzyskując wyczerpującą odpowiedź, także co do kwestii formalnych związanym z okresem przejściowym między złożeniem dyspozycji o zamknięciu a faktycznym brakiem karty w danych osobowych dla banku.
Cel wizyty: zakupy artykułów spożywczych i higienicznych. Na terenie sklepu ciepło, widno, ochrona na swoich miejscach, ilość klientów umiarkowana. Obsługa na każdym z działów sprawna, uśmiechnięta, skora do pomocy. Zapytanie obsługi pracującej przy regałach również nie stanowi problemu. Dokładnie i skrupulatnie wskażą, gdzie dany produkt się znajduje. Na terenie całego sklepu czysto. W momencie, gdy dziecko jednej z klientki rozsypało groch łuskany natychmiast pojawiła się obsługa sprzątająca. Klientów obsługiwano w co najmniej połowie kas. Kasjera uśmiechnięta, wita każdego klienta słowami 'dzień dobry', oraz wyciągając reklamówkę samodzielnie pakuje pierwszy towar do reklamówki. Naliczanie towarów sprawne, taśma na której składa się zakupione towary czysta i funkcjonująca bezawaryjnie. Reklamówki jednorazowe, bez dodatkowych opłat ze strony klienta.
Tankowanie paliwa PB 95. Na terenie stacji czysto, dość duży ruch, zajęte dyspozytory, samochody przy odkurzaczu i aparacie do pomiaru ciśnienia powietrza w oponach. Informacje o cenie paliwa wyraźne i widoczne, naklejki promujące program lojalnościowy na każdym dyspozytorze, czytelne i zrozumiałe. Zapłacić można było w 1 z kas, przy drugiej pracownik 'przyjmował towar'. Obsługa sprawna, zaangażowana, uśmiechnięta i pogodna. Na ladzie sprzedawcy czysto, wszystkie produkty wokół lady opisane, z cenami. Informacje o programie lojalnościowym wyraźne, dobrze ustawione, widoczne. Płatność kartą, naliczone punkty w programie. Rutynowo, ale bez większych problemów.
Najgorsza obsługa klienta jakiej dotychczas byłem świadkiem. Stąd długo pozostaje w pamięci, mimo upływu czasu. Udaliśmy się z - wtedy jeszcze - narzeczoną do najlepszej (jak wieść niesie) kwiaciarni w mieście. Powód: ślub. Jako Młodzi, chcieliśmy poznać ofertę kwiaciarni na takie uroczystości. Chcieliśmy zamówić: kwiaty dla panny młodej, wiązanki dla rodziców, dziadków, chrzestnych, dekoracje na samochód oraz co najważniejsze - wystrój kościoła. A więc zostawić sporą sumę pieniędzy. Ponieważ nie byliśmy jedyną parą ślubującą tego dnia umówiliśmy się z pozostałymi osobami (2 pary) na wspólną wizytę i ustalenia. Gdy weszliśmy do środka (6 osób) w kwiaciarni znajdowały się dwie osoby z obsługi, z których jedna przygotowywała drobną wiązankę dla starszej kobiety. Nikt się nami nie zainteresował, staliśmy więc w spokoju dobre 3 minuty. Gdy skończono pracę nad wiązanką dla poprzedniej klientki zostaliśmy zapytani o nasze zapotrzebowanie. Okazało się, iż osobą przygotowującą poprzednią wiązankę była szefowa kwiaciarni. Gdy usłyszała o ślubie, a co ważniejsze - terminie tegoż, prychnęła triumfująco do swej pracownicy. "Popatrz, popatrz, a już myślałam, że nic nie zarobimy na ślubach w pierwszy weekend lipca". Zapytaliśmy o katalog, ofertę czy choćby zdjęcia dokumentujące jej dotychczasową pracę jako dekoratora kościoła. Zostaliśmy wówczas poinformowani, że jeśli chcemy zobaczyć jak pracuje to możemy teraz wejść do koscioła, bo akurat na ówczesny dzień przygotowała dekorację kościoła. Zbici z tropu udaliśmy się do kościoła, który szczęśliwie był w pobliżu. okazało się jednak, iż drzwi kościoła są zamknięte. Wróciwszy do kwiaciarni właścicielka w dalszym ciągu nie była zdeterminowana, aby pokazać nam cokolwiek, co dokumentuje jej pracę w takich charakterze. Gdy zapytaliśmy o ceny okazało się, iż zależy to od rodzaju zamówienia w tym znaczeniu, że jeśli któraś z par będzie u niej nabywała wiązanki, wówczas liczyć można na cenę konkurencyjną od średnich kwot w mieście. Jeśli zaś nie, w takim wypadku cena będzie wyższa, aniżeli średnia cena tego typu usług w mieście. Argument "Bo to proszę państwa sobota jest moim czasem wolnym, mnie nikt nie zmusi do dodatkowej pracy, to jest mój cenny czas, a za czas trzeba płacić" itp. Cała rozmowa była w tonie oschłym, z traktowaniem z góry, i cynicznym uśmieszkiem na twarzy wyrażającym 'i tak u mnie kupicie'. Zdegustowani takim poziomem usług opuściliśmy kwiaciarnię zlecając te zadania innej. Jak się później okazało, pewność siebie właścicielki kwiaciarni była spowodowane swoistym monopolem na tego typu usługi w kościele. Gdy zainteresowani bowiem pytali księży o możliwość dekorowanie kościoła, zawsze byli kierowani do wspomnianej kwiaciarni. To dało być może zbyt dużą pewność siebie szefowej i spowodowało pogardliwe traktowanie klientów.
Jestem specyficznym, stałym klientem aptek. Choruję na rzadkie schorzenie jelit, które wiąże się z regularnymi zakupami leków na kwotę ok 300zł/miesiąc. Niestety, najważniejszy dla mnie lek, zawsze nastręcza farmaceutom trudności. Trudno wyszukać go nie tylko w aptekach, ale i w hurtowniach farmaceutycznych. Zazwyczaj korzystam z usług innej olsztyńskiej apteki, która sprowadza dla mnie lek z relatywnie najmniejszymi kłopotami. Tym razem jednak było inaczej, musiałem zatem rozpocząć poszukiwania na własną rękę, objeżdżając wszystkie olsztyńskie apteki. Po odwiedzeniu kilku bez sukcesu trafiłem do Euro Apteki. Przywitał mnie młody, uśmiechnięty farmaceuta i skrzętnie odpowiedział na moje pytania o kluczowy dla mnie lek. Szczęśliwie posiadali je w swojej ofercie, w niezbędnej dla mnie ilości i dawce. Przy kwotach jakie przychodzi mi uiszczać zwykłem pytać i rabaty czy choćby programy lojalnościowe. Pan poinformował mnie, że żadnych programów nie mają, a do udzielania rabatów nie są upoważnieni. Zerkając na moją receptę odparł, że jako bonus może dołożyć kremy do rąk i stóp. Kiedy uzupełniłem swój zakup kilkoma suplementami, w taki sposób, że rachunek wyniósł grubo ponad 300 zł, prosząc o fakturę farmaceuta zniknął na zapleczu. Po chwil wrócił z fakturą i dodatkowym bonusem w postaci balsamu do ciała. chciałbym podkreślić, że te dodatki nie wpływają znacząco na moją ocenę transakcji. Całość bowiem przeprowadzona została szybko, sprawnie i fachowo. Dodatkowym atutem jest miła aparycja oraz co najważniejsze dla mnie w każdym lokalu czy sklepie - poczucie humoru i uśmiech.
Do perfumerii wszedłem zakupić wodę toaletową. Miałem swoje preferencję, ale nie byłem zdecydowany stuprocentowo na coś konkretnego. Chciałem szukać jednak na własną rękę. Wybrawszy kosmetyk, który mnie interesował zostałem przez sprzedawcę zaproszony do kasy. Przy płatności poinformowałem o chęci płacenia kartą. Pani w tzw. międzyczasie zapytała, czy jestem członkiem klubu Douglas, a po zaprzeczeniu, zostałem zaproszony do wstąpienia wraz z informacją o korzyściach jakie z tego tytułu na mnie czekają. Nie byłem zainteresowany, więc odmówiłem. Zapytałem następnie o egzemplarze próbne kosmetyków, w zbliżonej do zakupionej konwencji zapachowej. Pani moją prośbę spełniła. Sprzedaż rutynowa, ale zachowanie ekspedientki całkowicie poprawne. Bez fajerwerków, ale z pewnością solidnie i kompleksowo.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.