Wybrałem się do sklepu Rossmann ponieważ często można znaleźć tu ciekawe oferty. I tym razem ponownie tak było. Sklep znajduje się przy CH „Karolinka”. Do sklepu wchodzi się prosto z dużego parkingu, który był wyjątkowo czysty. Przed samym wejściem do drogerii znajdował się metalowy kosz na śmieci, który był opróżniony. Okna w sklepie lśniły tak, że można było się samemu przejrzeć i zobaczyć dokładnie, co się dzieje w sklepie. Ponadto na przesuwnych drzwiach widniały godziny otwarcia, a obok wykaz akceptowanych kart płatniczych. Jeszcze dodatkowo umieszczone były plakaty z aktualnymi ofertami. Wnętrze sklepu wyjątkowo nowoczesne i przede wszystkim świetnie oświetlone. Alejki od wejścia prowadzą tak, aby można było przejść obok wszystkich produktów i regałów. Do wszystkich produktów był swobodny dostęp, produkty ładnie uporządkowane, a ceny produktów wyraźnie opisane, charakterystycznie dla tego sklepu, zwłaszcza tych z promocji. Podłogi ułożone z dużych, białych kafelek, które również były nadzwyczaj czyste. Ludzi wyjątkowo mało, na palcach jednej ręki można było ich policzyć. Drogeria jest zaopatrzona w bardzo bogaty asortyment, a przede wszystkim zadbali tu o najmłodszych. Można tu dla nich kupić wszystko od pieluch, kremów do pielęgnacji ciała, jak również żywność pomimo tego, że mamy do czynienia z drogerią. W super promocji dostępne były tabletki do zmywarek „Finish All in One” 56 szt. w cenie 29,99 zł. To wyjątkowa oferta, aktualnie najtańsza w Opolu. Podszedłem jeszcze do stoiska z żywnością dla dzieci i tu znalazłem w bardzo dobrej cenie dania w słoiczkach firmy BabyDream. Dostępne były już od 4,19 zł za 220g., tak więc zakupiłem ich sporo dla mojej 7 miesięcznej córki. Po przejściu całego sklepu i zrobieniu zakupów skierowałem się w stronę kasy. Po drodze minąłem jeszcze stoisko z perfumerią, przy których było mnóstwo wiszących luster. Ładnie się to komponowało z resztą wystroju tego miejsca. Przy kasie nikogo nie było, ale gdy podchodziłem, od razu podeszła do kasy pracownica układająca towar na regałach i serdecznie mnie powitała. Podczas skanowania produktów w delikatny sposób zasugerowała produkty promocyjne wystawione przy kasie. Po sprawnym naliczeniu produktu podała kwotę do zapłaty. Wyciągnąłem kartę płatniczą i włożyłem do czytnika. Podczas oczekiwania na połączenie z serwerem, kasjerka wyciągnęła dwie foliowe reklamówki (bezpłatne z logo Rossmann) i zaczęła pakować do nich wszystkie produkty. Po akceptacji zapłaty podziękowała, pożegnała się i zaprosiła ponownie na zakupy.
Wybierając się na zakupy do CH „Karolinka” przejeżdżałem obok stacji BP. Ze względu na małe ilości benzyny w baku, a przede wszystkim gazu LPG postanowiłem podjechać pod dystrybutor. Przy wjeździe na stację można było zaobserwować wzmożony ruch. Było dość dużo samochodów i wszystkie dystrybutory były zajęte. Po chwili oczekiwania zwolniło się jedno miejsce pod dystrybutorem gazu, ale w związku z tym, że wlew paliwa miałem z innej strony postanowiłem podjechać tyłem do tego dystrybutora. Otoczenie stacji było czyste więc szybko wyszedłem z samochodu i bez chwili wahania zadzwoniłem dzwonkiem, informując obsługę, że czekam na dotankowanie gazu. Pomimo wielu klientów czekałem bardzo krótko, gdyż zaraz po dzwonku, gdy instalowałem przejściówkę do gazu podszedł do mnie pracownik stacji i serdecznie powitał słowami „dzień dobry”, a następnie zapytał „za ile tankujemy”. Od razu odpowiedziałem, że do pełna i cała operacja tankowanie rozpoczęła się. Po tankowaniu gazu bardzo podziękowałem za obsługę i jeszcze postanowiłem uzupełnić bak z benzyną Pb 95 w ilości 45 l. Następnie wszedłem do środka stacji i okazało się, że jest czynna tylko jedna kasa. Pomimo otwarcia tylko jednej kasy czas oczekiwania na zapłatę i obsługę była bardzo krótka, a w kolejce byłem trzeci. Po nadejściu mojej kolejki pani mnie serdecznie powitała, zapytała o kartę Payback i skasowała za gaz i benzynę. Po wszystkim poinformowała mnie o ilości punktów znajdujących się na moim koncie, a następnie zaproponowała kawę. Niestety, ale na brak czasu musiałem odmówić. Pomimo odmowy, pani się do mnie uśmiechnęła i pożegnała mnie serdecznie. Dodać muszę, że wszyscy pracownicy stacji byli ubrani w firmowe stroje, posiadali widoczne identyfikatory i byli bardzo mili. Towar wystawiony w środku stacji był uporządkowany i był do każdego produktu swobodny dostęp. Po wszystkim został mi jeszcze wręczony bilet z kodem, który należy wysłać sms-em na podany numer przy bilecie. Po zapłacie pani przy kasie mnie pożegnała i życzyła miłego dnia. Szybko więc się zapakowałem do samochodu i udałem się na zakupy.
Idąc do piekarni po pieczywo, przechodziłem obok sklepu „Kurza Stopka”. Postanowiłem więc wstąpić, tym bardziej, że nie miałem jeszcze pomysłu na obiad. Pierwsza rzecz, która bardzo przyciągła moją uwagę, to krystalicznie czyste szyby. Można było się w nich spokojnie przejrzeć, jak w lustrze. Dolna i górna część szyb była fachowo oklejona naklejkami w kolorze kremowo-bordowym, informując nas, że mamy do czynienia ze niedużym sklepem firmowym „Zakładu Przetwórstwa Mięsnego Joachim Matejko”. Ponadto na szybach duże napisy mówiące, iż możemy się tu zaopatrzyć w mięso, wędliny i drób. Na drzwiach wejściowych dużymi literami napisane godziny otwarcia. Jeszcze jedną cenną rzecz można znaleźć na oknach, a mianowicie na dużych firmowych i białych kartkach „Oferty dnia”. Czasami jest ich kilka, dzisiaj tylko jedna otóż w cenie promocyjnej kiełbasa Podwawelska w cenie 9,59 zł za kilogram. Pomimo tego, że na oknach codziennie jest inna oferta dnia, to szyby są czyste bez pozostałości po kleju czy taśmie klejącej. Przed wejściem do sklepu pomimo brzydkiej pogody czysto, jak również w środku było wręcz bardzo czysto. Gdy postawiłem nogę w sklepie od razu zostałem powitany przez sprzedawczynię słowami „dzień dobry”. Byłem czwarty w kolejce, a sprzedawców dwóch. Panie elegancko ubrane w czyste, białe i długie fartuchy, a dodatkowo na szyję założone bordowe fartuszki. Klienci byli obsługiwani bardzo szybko i fachowo, panie wszystkie produkty podawały w rękawiczkach foliowych. Dodatkowo wszystko można pokroić, jak również zmielić mięso. Na życzenie zakupione produkty można zapakować w woreczki próżniowe w cenie 0,50 zł za każdy w taki sposób pakowany produkt. Daje nam to możliwość przechować taką żywność przez dłuższy czas w lodówkach. Przyznać muszę, że towaru w lodówkach było bardzo dużo, a ich jakość doskonała, zaczynając od wędlin przez mięso, drób jak również karmę dla psów. Szyby w lodówkach lśniące, a każdy produkt dokładnie opisany metką przy górnej części szyby. Oprócz mięsa, wędlin i drobiu można się tu zaopatrzyć w różne przyprawy, głównie firmy „Prymat”. Zakupiłem więc szybko trochę szynki Lisickiej bez konserwantów, która jest zawsze soczysta i pyszna, a dodatkowo na obiad kg kiełbasy Śląskiej. Po dokonaniu zapłaty, na koniec sprzedawczyni bardzo podziękowała, pożegnała się i zaprosiła ponownie.
W sobotni poranek przed rozpoczęciem porządków w mieszkaniu postanowiliśmy z żoną posilić się śniadaniem. Niestety ale pieczywa nam zabrakło, więc udałem się do sklepu Eko usytuowanego 100 m od naszego domu. Jak wszedłem do sklepu, okazało się, że klientów było mało. Od razu po wejściu udałem się na stoisko z pieczywem. W związku z tym, że musiałem jeszcze kupić wędliny i piersi z kurczaka, zatrzymałem się na stoisku z wędlinami. Podczas krojenia wędlin przez miłą pracownicę rozległ się głos z pieca, który sygnalizował zakończenie wypieku kajzerek. A że piec zlokalizowany jest przy wędlinach postanowiłem zafundować nam śniadanie z ciepłych bułeczek, które są wizytówką tego sklepu. Oprócz bułeczek oczywiście zakupiłem jeszcze inne pieczywo, ponieważ jutro jest niedziela, więc też trzeba będzie się posilić. Nadmienić muszę, że to Eko to typowy, mały sklep osiedlowy. Nie znajdziemy tu wyszukanych produktów, przypraw czy owoców. Możemy się tu zaopatrzyć jedynie w podstawowe produkty potrzebne do codziennej egzystencji. Dlatego liczyć się czasami trzeba, że w przypadku większych zakupów i chęci przygotowania bardziej wyszukanych potraw musimy udać się do innych, większych sklepów, których w Opolu nie brakuje. Jedna rzecz jest tu bardzo cenna, dla których warto tu robić zakupy. Są to pracownicy, którzy są zawsze mili i uśmiechnięci. Kasjerzy ubrani są w kolorze beżowo-zielonym, a pracownicy na stoisku z wędlinami na beżowo-bordowo. Po zrobieniu szybkich i niedużych zakupów udałem się do kasy. Sklep jest mały, to i kas jest mało bo tylko dwie. Czynna była jedna, więc ustawiłem się w kolejce. Byłem trzeci ale po chwili za mną ustawiło się kolejnych parę osób. Szybko więc zadziałała kasjerka, która naciskając dzwonek zasugerowała pracownikom układającym towar na półkach, że trzeba otworzyć drugą, ostatnią kasę w celu rozładowania kolejki. Długo czekać nie trzeba było, bo zaraz po dzwonku, zza regału ukazała się kolejna kasjerka i kolejka się rozładowała. Gdy przyszła moje kolej, zostałem miło powitany i szybko obsłużony w kasie. Pani podała wyraźnie kwotę do zapłaty, a że było to ponad 30 zł, to jeszcze dostałem dwa punkty Eko. Punkty te do końca kwietnia można wymieniać na różne noże do krojenia. Noże można dostać już od 60 pkt, a najlepsze za 100 pkt. Serdecznie podziękowałem za miła obsługę i udałem się na spragnione śniadanie.
Sklep „Alma Market” znajduje się w CH „Solaris” w Opolu. Ilekroć razy jestem w „Solarisie”, to zawsze wejdę do delikatesów Alma dla jednej rzeczy. Jest to pieczywo, które jest godne polecenia. Przede wszystkim pieczywo jest tu zawsze świeże, chrupiące, często jeszcze ciepłe, gdyż na bieżąco jest wypiekane na miejscu. I co również ważne, można kupić tu chleb na kilogramy np. 4 kromki, który pakowany jest w folię. Ponadto można tu dostać pyszne bagietki czosnkowo-ziołowe, którą chce się spożyć zanim dojdziemy do kasy. Panie ekspedientki na stoisku z pieczywem są bardzo miłe, potrafią doradzić i są ubrane na biało, włącznie z okryciem głowy. Sklep ten jest świetnie umiejscowiony, przytulny, a w tle zawsze unosi się z głośników spokojna muzyka, która uprzyjemnia pobyt klientom robiącym zakupy. Można tu się zaopatrzyć w wiele produktów, których nie znajdziemy w innych sklepach. Mają bardzo duży wybór win z różnych zakątków świata, serów, wędlin i ingrediencji potrzebnych do wyszukanych potraw. Jeśli ktoś chce zorganizować wyjątkową potrawę, to Alma Market jest pod tym względem wyjątkowa. Pracownicy tego sklepu to wyjątkowa mieszanka osób starszych z młodymi, co wpływa dodatkowo na miłą atmosferę i powoduję doskonałą obsługę. Jeszcze mi się nie zdarzyło, aby w przypadku zapytania o jakiś produkt, ktoś z pracowników zareagował wyjątkowo nieprzychylnie. Ponadto wszyscy są ubrani stosownie do obowiązujących wymogów w stroje firmowe z napisem Alma, w kolorze ciemno zielonym. Cała obsługa stara się być wyjątkowo grzeczna, miła, serdeczna i jest zawsze uśmiechnięta. Warto podkreślić, że jest tu zawsze bardzo czysto i z każdego zakątka sklepu unosi wspaniały zapach wypiekanego pieczywa. I jeszcze jedno, kolejek przy kasach tu nie ma gdyż trzeba przyznać z ręką na sercu, iż Alma Market do tanich nie należy. Jednak rekompensuje to cała reszta i warto tu wpadać, choćby nawet po świeże pieczywo. Nikt na pewno z wizyty tu się nie zawiedzie. Polecam!!
Zamówiłem na portalu Allegro skórzaną torbę na dokumenty i laptopa dla znajomych, którzy nie korzystają z tego portalu. W związku z tym, że ta torba do tanich nie należała, gdyż kosztowała 430 zł, zdecydowałem się ją zamówić z przesyłką kurierską za pobraniem. Przesyłka kurierska bez względu na wybór opcji była darmowa. Torbę zamówiłem wcześnie rano w środę, a już w czwartek o godzinie 12:30 zadzwonił do mnie domofon. Cóż to było za zdziwienie, gdy w słuchawce usłyszałem na pytanie słucham – odpowiedź kurier. Otworzyłem więc i już po chwili na drugim piętrze przed moimi drzwiami stanął młody, dobrze zbudowany pracownik firmy kurierskiej DPD. W rękach trzymał duże pudełko i za pudełka usłyszałem dzień dobry, mam przesyłkę dla pana podając moje imię i nazwisko. Następnie podał mi paczkę i poinformował mnie o zapłacie 430 zł. Nauczony już uszkodzonymi przesyłkami, przed zapłatą poprosiłem o możliwość otwarcia jej i sprawdzenia zawartości. Reakcja pracownika firmy kurierskiej była nadzwyczaj nieoczekiwana i miła. Pozwolił mi otworzyć przesyłkę przed zapłatą chociaż procedury, z tego co wiem mówią o możliwości sprawdzenia zawartości dopiero po zapłacie za przesyłkę. Rozpakowałem więc paczkę i upewniłem się, czy torba będąca w środku jest cała i nieuszkodzona. Cała paczka była naprawdę dobrze zapakowana i nie miała oznak zniszczenia. Chyba dbanie o przesyłki w trakcie przewozu był w ostatnim czasie priorytetem, gdyż ten element dostawy naprawdę się poprawił, a bywało z nim różnie. Po rozpakowaniu i sprawdzeniu zawartości paczki wręczyłem panu kwotę 450 zł, chociaż miałem odliczone pieniądze. I tu miłe zaskoczenie, pan z kieszeni wyciągnął pieniądze i wręczył mi resztę w postaci 20 zł. Akurat z tym elementem najczęściej był problem, gdyż pracownicy bardzo często mówili, że nie posiadają przy sobie pieniędzy. Jeszcze więc jeden podpis i stałem się posiadaczem torby skórzanej. Dodać muszę, że pracownik firmy kurierskiej DPD był ubrany w firmowe rzeczy i można było szybko się zorientować, iż jest pracownikiem tejże firmy. Tak więc dostarczenie przesyłki było wręcz błyskawiczne, pracownik okazał się bardzo miły i przy dostawie używał zwrotów grzecznościowych typu dzień dobry, dziękuje, czy do widzenia. Przyznać muszę, że byłem zaskoczony tak miłą obsługą.
Musiałem się wybrać za miasto, a w baku brakowało już nieco paliwa więc udałem się na stację BP w celu dotankowania mojego samochodu. Na dworze panowała śnieżyca i śniegu już dosyć sporo napadało. W związku z tym, że interesował mnie gaz LPG, a na stanowisku z dystrybutorem gazu nie było nikogo, podjechałem pod dystrybutor i wysiadłem z samochodu. Następnie użyłem przycisku, który informuje w środku obsługę, że czeka klient na tankowanie gazu LPG. W tym czasie na zewnątrz stacji znajdował się pracownik stacji, który starał się odśnieżacz zalegający śnieg na dalsze pobocze. Gdy zauważył, że podchodzę do dystrybutora i dzwonię, od razu podszedł do mnie i zapytał mnie. Za jaką kwotę tankujemy? W związku z tym, że nie lubię zbyt często jeździć i tankować, zawsze tankuję czy to gaz, czy to benzynę do pełna. Pracownik był ubrany zgodnie z obowiązującymi standardami, był miły i przede wszystkim bardzo szybko zareagował na mój dzwonek, więc nie musiałem długo czekać. Po zatankowaniu do pełna podziękowałem panu za obsługę, a on ponownie zabrał się do odśnieżania terenu. Nadmienić muszę, że pomimo zalegającego śniegu, teren stacji był przejezdny i czysty, bez zbędnych papierków. Przy wejściu na salę, zaraz za przesuwnymi szklanymi drzwiami stało wiadro z wodą i ścierką. Chyba służyło do szybkiej reakcji na brudne podłogi wewnątrz stacji. Ponadto obok tego wiadra stało drugie z wodą do mycia szyb w samochodzie. Dlatego stało w środku, gdyż na zewnątrz panował nieduży mróz, ok. – 3 stopnie. Po podejściu do pierwszej kasy byłem drugi w kolejce, od razu została otwarta kolejna kasa. Pani poprosiła mnie do podejścia, przywitała się, a następnie zapytała mnie, czy życzę sobie paragon czy fakturę. Firmy nie posiadam, więc powiedziałem paragon. Po szybkiej obsłudze i zapłaceniu kartą zostałem poinformowany o ilości przyznanych punktów Payback i sumie wszystkich punktów znajdujących się na karcie. W związku z tym, że czas tankowania wypadł na tłusty czwartek, pani zachęciła mnie do zakupu pączków, które sami piekli w małym piekarniku. Niestety ale musiałem podziękować za pączki, gdyż już kilka w tym dniu spożyłem. Stacja w środku była przestronna i zadbana, posiadała małą kafejkę i możliwość zakupu dowolnej kawy, a dodatkowo coś do zjedzenia. Byłą wręcz samowystarczalna. Tak więc wizyta przebiegła szybko i bezproblemowo, z zachętą do zakupu pączków. Ponadto wszyscy pracownicy stacji posiadali widoczne identyfikatory.
Miałem ochotę pierwszy raz (w końcu) wybrać się narty. Tym bardziej, że zapowiadali piękną pogodę i trochę mniejszą temperaturę powietrza. Dlatego z różnych względów wybór padł na „Ośrodek Narciarski Czarna Góra”. Wyjechaliśmy już o 7 rano po to, aby zacząć od samego otwarcia ośrodka. Na miejsce dojechaliśmy o godz. 9:15, gdzie na bezpłatnym dużym parkingu mogliśmy przy pomocy obsługi, która kieruje ruchem i wolnymi miejscami zaparkować samochód. Parkingów jest kilka, przy wszystkich znajdują się kasy, w których można zakupić karty magnetyczne uprawniające do wstępu na wszystkie wyciągi (kaucja 10 zł). Ceny umiarkowane ale rzeczywiście warto. Karnet na cały dzień to kwota 79 zł, a pobyt 4 godzinny kosztuje 62 zł. Atutem tego ośrodka jest jedna karta działająca na wszystkie trasy i wyciągi. Wyciągów aktualnie jest 10, w tym 2 krzesełkowe 4 os., jeden krzesełkowy 2 os., reszta to wyciągi orczykowe. Nowością są trzy Fun-Parki, które wyposażone są w profesjonalne taśmy bieżne dla początkujących narciarzy i snowboardzistów. Na maluchów czekają bajkowe figury umilające jazdy oraz karuzela narciarska. Przy kasach znajdują się wypożyczalnie sprzętu narciarskiego, a także możliwość dokonania przeglądu sprzętu czy nasmarowanie nart. W związku z tym, że wypożyczalni jest kilka, każdy znajdzie coś dla siebie. Dla początkujących jest szkoła narciarska i możliwość wyboru instruktora. Obsługa wygląda fachowo i profesjonalne, wszyscy w czarnych kombinezonach z napisem Ośrodek Narciarski – Czarna Góra. Trzeba przyznać, że rzeczywiście tego dnia pogoda dopisała, dzień był pełen słońca przy temp. ok. – 9 stopni. Trasy o różnych stopniach trudności przygotowane były rewelacyjne, bez muld i ubytków śniegu. Jeździło się po prostu wspaniale. Ponadto między wszystkimi wyciągami i trasami przebiegają wzdłuż lasów ścieżki łączące poszczególne trasy, aby można było w sposób łatwy i zarazem przyjemny zmienić trasę lub wyciąg na inny. Przy takim ośrodku nie może zabraknąć oczywiście punktów gastronomicznych i rzeczywiście one są. Również do wyboru przy różnych trasach. W szczególności pochwalić tu muszę Karczmę Czarna Góra, która jest urządzona po góralsku, duża, drewniana, w środku z kominkiem, przy którym można się ogrzać i wyciągnąć zmarznięte nogi. W porównaniu do poprzednich lat ponownie się powiększyła. Oprócz pysznego jedzenia i picia można to skorzystać bezpłatnie z toalet. I tu wielki ukłon w stronę obsługi, pomimo wielu osób przewijających się w ciągu dnia, jedzenia nie brakuje, a toalety czyste i pachnące. Ponadto na stokach można spotkać narciarzy z GOPR, którzy przy wypadkach bardzo szybko reagują, zwożąc poszkodowanych miłośników białego szaleństwa na specjalnych noszach przyczepionych do skuterów do punktu medycznego. Obsługa w tym wypadku wręcz wzorowa, gdyż byłem świadkiem jednego zdarzenia. Czas reakcji ratowników GOPR jak również zabezpieczenie poszkodowanego szybka i doskonała. Porządku publicznego na terenie ośrodka pilnują pracownicy ochrony, a także spotkać można narciarskie patrole policji. Biorąc pod uwagę wszystkie ośrodki narciarskie w Polsce, ten w Czarnej Górze zalicza się do ścisłej czołówki pod każdym względem.
Dzisiaj otrzymałem paczkę kurierską od firmy przewozowej DHL Express. Paczka ta wynikła z rozmowy telefonicznej, którą prowadziłem z pewną siecią telefonii komórkowej 2 tygodnie wcześniej. Owocem tej rozmowy była chęć podpisania nowej umowy z wymianą telefonu na nowy. Dlatego też powyższa telefonia komórkowa zleciła dostarczenie przesyłki do mojego miejsca zamieszkania. Zostałem więc dzień wcześniej powiadomiony sms o nadaniu przesyłki firmie DHL i podano mi nr listu przewozowego, a także telefon kontaktowy. W dniu dzisiejszym w godzinach rannych sprawdziłem więc na stronie internetowej status mojej przesyłki. Okazało się, że została przekazana kurierowi do doręczenia. W związku z tym, że była już godzina 11, a na godz. 14 wychodziłem do pracy, zadzwoniłem do DHL w celu ustalenia godziny dostarczenia paczki. W słuchawce najpierw krótka rozmowa z komputerem, wybranie języka i po krótkiej chwili zostałem powitany przez bardzo miły, wręcz aksamitny głos w słuchawce. Przedstawiłem więc po krótce pani sytuację, a ona natychmiastowo miłym głosem zapytała o nr listu przewozowego. Po sprawdzeniu statusu listu i mojego adresu, będąc na linii połączyła mnie bezpośrednio z kurierem, który jest odpowiedzialny za dostarczanie przesyłek na moim terenie. Po krótkiej rozmowie z kurierem dowiedziałem się, że w moich okolicach będzie dopiero ok. godz. 16:30. Więc zapytałem, czy będzie możliwe dostarczenie przesyłki na inny adres, a mianowicie adres mojego zakładu pracy? I tu małe zdziwienie, gdyż kurier zareagował bardzo pozytywnie na moją prośbę i powiedział, że bez problemu dostarczy mi paczkę pod wskazany nowy adres. Tak więc ok. godz. 16:15 odebrałem telefon od kuriera, że właśnie wjechał na posesję mojego zakładu. Szybko się ubrałem i udałem na spotkanie. Kurier wysiadł z firmowego żółto-czerwonego samochodu, był ubrany także w firmowy strój i miło mnie powitał. Wyciągnął paczkę, a następnie pokazał miejsca, w których mam się podpisać. Po wszystkich formalnościach doręczył mi przesyłkę, skasował i co rzadko się zdarza w firmach kurierskich wydał resztę, gdyż w większości takich przypadków kurierzy celowo chyba odpowiadają, że nie mają drobnych. W taki więc sposób stałem się posiadaczem nowego telefonu, a dostarczenie przesyłki przez firmę DHL było wręcz wzorowe łącznie z rozmowami telefonicznymi i zmianą adresu dostarczenia przesyłki.
Klientem tego banku jestem już od bardzo dawna i posiadam w tymże banku konto osobiste, a także dostęp do strony logowania na własny rachunek. Przyznać muszę, że portal tak samo jak siedziby banku utrzymany jest w kolorystyce zielonej, a wiadomo iż ten kolor jest symbolem równowagi. Na przestrzeni lat zaobserwowałem zmiany, jakie następują na tym portalu i warto zwrócić uwagę jak dynamicznie się ona rozwija. Strona jest bardzo ładnie wykonana, a przy tym niezwykle funkcjonalna i prosta w obsłudze. Obecnie jestem posiadaczem konta prestiż w tym banku i na stronie bzwbk24 w zasadzie mam dostęp do wszystkiego. Logowanie polega na podaniu numeru NIK i następnie hasła. Będąc już zalogowanym bez problemu można znaleźć interesujące nas produkty, a poruszanie się po nich jest intuicyjne. Aktualnie mam dostęp do takich zakładek jak: „Oferta dla Ciebie”, „Portfel 24” i w nim dostępne rachunki, karty kredytowe, oszczędności np. konto oszczędnościowe, kredyty, program inwestycyjny In Plus BZ WBK i na końcu suma posiadanych aktywów. Ponadto „Przelewy” można wykonywać bardzo prosto, a w pomocy przychodzi token, który był rozdawany gratis w promocji wiele lat temu. Wykonanie przelewu trwa zatem bardzo krótko, jeśli mamy już zdefiniowanych odbiorców. Dalej dostęp do „Kart” – i w tej zakładce możemy sami zmienić numer PIN danej karty lub dokonać aktywacji nowej, „Kredyty”, „Doładowania”, „Ubezpieczenia” i „Alerty24”. Tak więc nie wychodząc z domu można najbardziej potrzebne rzeczy załatwić za pomocą paru kliknięć na klawiaturze komputera. Wszystko po to, aby klient mógł zaoszczędzić swój cenny czas i nie musiał stać w kolejkach danego oddziału banku, a przyznać muszę, że są one coraz bardziej częstym przypadkiem.
Wracając z pracy wstąpiłem do Biedronki na szybkie zakupy pt. ziemniaki. Wjeżdżając na parking już małe rozczarowanie, a mianowicie było dość sporo samochodów ale również papierków i niedopałków. Przed wejściem gablota z aktualnymi ofertami „Biedronka poleca”. Tuż przy wejściu kolejna niespodzianka, czyli stojące rusztowanie i spawanie metalowych wsporników. W sumie nic w tym dziwnego, bo remonty trzeba robić. Tyle tylko, że dzięki temu był utrudniony dostęp do wózków ponieważ rusztowanie stało tuż nad pierwszym rzędem wózków. Przy wejściu na salę aktualne gazetki na podajnikach i plastikowe koszyki na drobne i szybkie zakupy. Niestety na sali również można było dopatrzeć się na podłodze kilku papierków, folię potarganą czy rozsypaną sól, a nawet stojący duży kosz z pustymi pudełkami. Natomiast sama podłoga była czysta, bez plam i brudu. Trzeba przyznać, że przez 10 minut mojego pobytu w sklepie nie znalazłem nikogo z obsługi więc efekt taki jak wyżej. W centralnym punkcie kosze metalowe z artykułami „Biedronka poleca” dobrze wyeksponowane i opisane. Produkty w nich znajdujące się, były łatwo dostępne, a przy nich widoczne ceny. Na pieczywie, owocach i warzywach dostępne woreczki foliowe w wystarczających ilościach. Ponadto na owocach spotkałem ciekawe oferty produktów, których wcześniej nie widywałem: Kaki luz 8,97 zł, Liczi luz 15,97 zł, Granat luz 7,97 zł, czy potężne czerwone truskawki przy których ceny się nie dopatrzyłem. Na warzywach za to czerwone pomidory cherry. W końcu doszedłem do ziemniaków i małe zaskoczenie gdyż 2,5 kg worek kosztował 2,49 zł czyli 1 zł za kg, ale za to bardzo ładne w dodatku z napisem myte. To w miarę dużo, gdyż w większości sklepów można kupić ziemniaki nawet po 0,65 zł za kg. Gdy dochodziłem do kasy i chciałem owe ziemniaki położyć na taśmie pani z kasy skierowała mnie do kasy obok. Dziwne to bo bramka była otwarta ale grzecznie bez komentarza udałem się do kasy obok, w której byłem trzeci w kolejce. Ponadto była czynna jeszcze jedna kasa. Gdy nadeszła moja kolej zostałem ładnie przywitany przez młodą panią, która również przy powitaniu spojrzała w moim kierunku i się uśmiechnęła. Co prawda identyfikatora z imieniem się nie dopatrzyłem, ale było to spowodowane chłodem panującym przy wyjściu, a pani dodatkowo miała ubrany firmowy polar. Skasowała produkty, podała wyraźnie kwotę do zapłaty, a na koniec ponownie z życzliwym uśmiechem się pożegnała i zaprosiła ponownie.
Jadąc na poranny seans masażu przejeżdżałem obok Lidla, więc postanowiłem wstąpić. Czasu miałem aż nadto, gdyż wyjechałem z domu wcześniej ze względu na panujące mrozy na dworze (-16ᵒC). Parking był nie duży, za to zadbany, a samochodów jak na lekarstwo. W gablocie plakaty o aktualnych ofertach promocyjnych ale ze względu na warunki pogodowe nie zatrzymałem się przy nich. Przed wejściem można zaopatrzyć się w wózki na zakupy, które nie są przytwierdzone na łańcuchy więc swobodnie bez monety stałem się posiadaczem takiego. Trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach to rzadkość aby wózki były dostępne bez wkładania monet. Mały minus za brak małych koszyków na podręczne zakupy. Przy wejściu na salę promocyjna gazetka, a w środku klientów robiących zakupy było bardzo mało. Sklep średniej wielkości, ale bardzo zadbany i w miarę przestrzenny w środku. Na półkach towar łatwo dostępny dla robiących zakupy, ładnie poukładany, a ceny widoczne przy każdym z nich. W pewnym momencie dotarłem do stoiska warzywno-owocowego i tam wszystko w zasięgu ręki. Można nawet nabyć pewne warzywa i owoce, których w zwykłych sklepach tj. „Eko”, „Biedronka” nie znajdziemy, a mianowicie Rukola, Roszponka, czy pomidory koktajlowe. Ponadto wiele innych produktów, które są charakterystyczne tylko dla Lidla. W centralnym punkcie kosze metalowe, a w nich artykuły promocyjne. Przede wszystkim co często się zdarza tygodnie tematyczne, teraz był Tydzień Azjatycki i można było kupić coś nietypowego dla naszej kuchni np. Sajgonki za 5,99 zł - 400g, sos do dań z woka za 4,99 zł – 490g., różne sosy słodko-kwaśne czy typowo azjatyckie przyprawy. Ponadto w koszach oferta dla domu i auta, a w nim warta uwagi plandeka samochodowa za 29,99 zł, w sam raz na aktualną pogodę aby nie zamarzały szyby, torby do bagażnika czy termometry cyfrowe. Nadmienić trzeba, że w koszach panował wyjątkowy porządek, a to rzadkość zwłaszcza w godzinach popołudniowych. Włożyłem jeszcze kilka drobiazgów do wózka jak np. masło, śmietanę, mleczko do kawy czy promocyjny 2l nektar jabłkowy za 2,69 zł, orzechy, miśki, owoce w puszkach i inne. W końcu udałem się do kasy ponieważ czas już mnie naglił. Były czynne dwie kasy, a ponieważ ludzi było mało to od razu podjechałem pod taśmę i zacząłem wykładać towar. Pani w kasie się ładnie przywitała, skasowała wszystkie produkty i podała wyraźnie kwotę do zapłaty. Dodatkowy plus za możliwość płacenia kartą co nie jest możliwe np. w „Biedronce”. Jeszcze miłe pożegnanie i spojrzenie na siebie. Tak więc przypadkowa wizyta przebiegła szybko i bez zakłóceń, a także w miłej i spokojnej atmosferze.
Benzyna drożeje, olej napędowy jeszcze bardziej, a na czymś trzeba jeździć. Ja na szczęście mam zamontowaną instalację LPG, a gaz akurat ze wszystkich paliw drożeje najmniej. Dlatego też odwiedziłem stację BP aby dotankować butlę gazową do pełna. Teren zewnętrzny był zadbany, tym bardziej, że obok stacji znajduje się McDonald’s i wzajemnie się uzupełniają utrzymując ład i porządek w około budynków. Cały teren pokryty był kostką brukową, nie miał dziur ani wyrw. Do dyspozycji kierowców 6 stanowisk do tankowania benzyny i oleju napędowego, a dla instalacji LPG 2 stanowiska, ale 1 dystrybutor. Byłem 2 w kolejce, więc kiedy nadszedł czas na mnie podjechałem pod dystrybutor i zadzwoniłem po pracownika gdyż w Polsce nie można tankować gazu samodzielnie. To dziwne ponieważ w całej Europie można to robić swobodnie samemu. O dziwo już po 30 sekundach oczekiwania pojawił się pracownik stacji (praktykant), który się przywitał i zapytał za jaką kwotę chcę zatankować. Ja zawsze tankuje do pełna więc operacja tankowania się zaczęła. Jeden litr gazu kosztował 2,86 zł, więc udałem się do środka w celu uregulowania kwoty. Przed wejściem na stację produkty szczególnie polecane przez stację tj. zimowe płyny do spryskiwaczy, odmrażacze itp. W środku było przestronnie i czysto. Do dyspozycji gości jest również dostępna kawiarnia Wild Bean Cafe, gdzie można nabyć dowolną kawę i coś przekąsić przed dalszą podróżą. Cały czas czynna jedna kasa, a druga czynna w przypadku gdy drugi z pracowników nie obsługuje nikogo przy dystrybutorze gazu. Zostałem ładnie przywitany i zapytany czy chcę fakturę czy paragon? Po podaniu kwoty do zapłaty podałem kartę płatniczą i dokonałem transakcji. Po zakończeniu transakcji zostałem poinformowany o aktualnej liczbie punktów Payback. Pracownik pomimo tego, że był praktykantem zachowywał się profesjonalne, używał zwrotów grzecznościowych i był miły. Cała operacja tankowania z operacją zapłaty minęła szybko i bez zakłóceń.
Od ponad miesiąca próbowałem wynegocjować z siecią T-Mobile nową umowę na abonament, gdyż aktualna skończyła się w dniu 11.01.2012r. Moje negocjacje polegały na kilkukrotnym łączeniu się z Biurem Obsługi Abonenta i próbie nawiązania rozmowy w celu wynegocjowania interesującej oferty. Niestety, ale wszystkie moje starania były nieskuteczne, a mianowicie chciałem zostać potraktowany indywidualnie ponieważ jestem z siecią T-Mobile, a wcześniej Era od 12 lat. Za każdym razem próbowali mnie potraktować jak każdą osobę próbującą przedłużyć umowę, czyli standardowe postępowanie ze wszystkimi osobami zainteresowanymi na pozostanie z siecią T-Mobile. Zależało mi abym przy nowej umowie zmieścił się w granicach 60 zł – 65 zł za abonament z dużą ilością minut wliczonych w abonament do wszystkich sieci, a minuty darmowe były wymienialne na SMS-y i telefony stacjonarne, jak również komórkowe w Unii Europejskiej. Ponadto chciałbym w atrakcyjnej cenie dostać nowy telefon i pierwszy raz mieć dostęp do internetu. Za każdym razem w rozmowach kończyło się na tym, że mam wygórowane oczekiwania i za taką ofertę trzeba będzie zapłacić, co najmniej 70 zł. W końcu zdecydowałem się napisać do sieci T-Mobile maila ze strony internetowej iBOA, jakie mam oczekiwania, czego pragnę, bo w przeciwnym razie będę zmuszony napisać wypowiedzenie umowy i przejść do innego operatora. Muszę szczerze powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Już po 2 godzinach dostałem maila zwrotnego, iż jest już dla mnie przygotowana nowa oferta i proszą o kontakt gdyż ktoś próbował się ze mną połączyć, ale nie odebrałem połączenia. Więc zadzwoniłem do BOA, a po połączeniu prosiłem o przekierowanie mnie do Działu Utrzymania Klienta. Nagle usłyszałem przemiły głos pani Judyty C., która się przedstawiła i zapytała, w czym może pomóc? Po krótce opisałem jej sytuację, jaka zaistniała i że jest podobno dla mnie przygotowana nowa oferta. Konsultantka w ciepły i miły sposób przedstawiła mi nową ofertę, która wyglądała następująco. Abonament za 59,00 zł, w tym wliczone 400 minut do wszystkich sieci, nowy telefon Samsung Galaxy S Plus w cenie 59,00 zł. Minuty wymienialne na telefony stacjonarne w Unii Europejskiej i do tego w cenie wliczony internet 100 MB. Poprosiłem również, iż zależy mi na darmowych minutach na telefony komórkowe w UE, gdyż w aktualnym abonamencie takowe posiadam. Niestety, ale z grzecznością pani poinformowała mnie, że w tej chwili już nie mają takiej oferty, ale nadmieniła, że mogę wbijając na klawiaturze telefonu komendę *10080# i potwierdzić zieloną słuchawką aktywować pakiet 30 darmowych minut na telefony komórkowe do UE za jedyne 9,00 zł. Muszę przyznać, że po raz pierwszy od miesiąca byłem bardzo zadowolony z oferty, na którą przystałem. Dodać muszę, że konsultant p. Judyta C. była bardzo miła, kompetentna i w szczegółowy sposób przedstawiła mi powyższą ofertę jak również poinformowała mnie o nowych wytycznych dotyczących rachunków. Od tej pory kwoty będą podzielone na dwie składowe abonament i raty za telefon, ale suma będzie dalej dawała 59,00 zł. Nadmieniła również, że w przyszłości w celu wynegocjowania dobrych warunków mam się kontaktować z Działem Utrzymania Klienta. Ponadto dodała, że aktualnie oczekują na dostawę telefonów Samsung Galaxy S Plus, bo bardzo dużo osób jest chętnych na ten model telefonu i czy życzę sobie, aby w momencie wysyłki do mnie kuriera z przesyłką dostał informacyjnego SMS-a. Oczywiście przystałem na taką propozycję. Na zakończenie pani konsultant życzyła mi miłego dnia i świetnych wrażeń w użytkowaniu nowego telefonu.
Wybrałem się do sklepu Biedronka w konkretnym celu, a mianowicie po mleko 1,5 %. I muszę przyznać, że w tym sklepie panował wyjątkowy ład i porządek. Ludzi jak na tą godzinę czyli 15:30 było wyjątkowo mało. Parking czysty, gabloty z aktualnymi plakatami reklamowymi. Po wejściu na główną salę sprzedaży pomimo niezbyt dobrej pogody podłogi błyszczały, ale to za sprawą miłej pani, która właśnie maszyną do zmywania podłóg przecierała wszystkie zakątki kafelek, nawet na zewnątrz przed wejściem. Pieczywo świeże, woreczków pod dostatkiem i wyjątkowo kolorowe stoisko z owocami gdyż owoce były piękne i wyglądały na soczyste. Jabłka czerwone z garbami to moje ulubione. Dodać muszę, że wszystkie kosze stojące na środku z artykułami promocyjnymi były ładnie poukładane i opisane z aktualnymi cenami. Taki ład w koszach to chyba dzięki uśmiechniętym dwóm młodym pracownicom, jedna blondynka, a druga brunetka z długimi włosami, które dość sprawnie się uwijały. W końcu doszedłem do mleka, po które tu przyjechałem i jak zwykle się nie zawiodłem, a to dlatego, że chyba nigdzie nie ma tańszego. Mleko 1,5 % kosztuje tu 1,99 zł za 1 l. Oczywiście kupiłem cały karton. Na końcu w kasie młoda pani Bogusława, chyba czekała już na mnie, bo ludzi nie było i z daleka z uśmiechem mnie wypatrywała. Przywitała, skasowała i z uśmiechem na twarzy pożegnała.
Na początku tygodnia przeglądałem sobie gazetki promocyjne różnych sklepów w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby się nadawać na prezent od 5 miesięcznej wnuczki dla babci i dziadka z okazji zbliżającego się ich święta. Oczywiście z uśmiechem na twarzy znalazłem takowy prezent w gazetce z Kauflanda, a mianowicie Kubek Dziadka i Kubek Babci poj. 300 ml w cenie 6,49 zł sztuka.Cena sama w sobie jest niewiarygodna. Więc zaplanowałem sobie wyjście do tego sklepu w dn. 19.01. , bo od tego dnia obowiązywała gazetka promocyjna. Pełen nadziei, a zarazem szczęścia, że nie będę musiał nic innego kombinować z zakupem prezentu przybyłem do sklepu Kaufland 19.01.2012r. o godz. 10:30 (sklep czynny od godz. 7:00) na konkretne zakupy. Oczywiście nadmienić trzeba, że w sklepie jak zawsze czysto, dużo miejsca, a i obsługa uśmiechnięta. Promocyjne produkty zawsze są umieszczone na środku szerokich alejek, aby były łatwo dostępne i nie trzeba by było ich szukać. Tak więc zabrałem się do przeglądania wszystkiego co było w tych koszach. Po około 15 min. zorientowałem się, że sklep się kończy, a kubka w dalszym ciągu w koszyku brak. Postanowiłem więc zapytać przechodzącą panią (bardzo elegancko ubraną - chyba kierownik sali) o poszukiwane kubki. Niestety pani z uśmiechem na twarzy, oczywiście była bardzo miła przekazała mi, że owe kubki już się skończyły. Więc ja pytam jak to możliwe skoro sklep jest czynny od godz. 7:00, a jest godz. 10:45 i produkty promocyjne obowiązują do 25.01., a kubków już nie ma. Przemiła pani oznajmiła ze zmartwieniem, że było ich tylko 10 sztuk. Proszę sobie wyobrazić moje rozgoryczenie, a także zmartwienie, że nic już nie potrafiło tego zrekompensować, nawet pozostałe zakupy, które zrobiłem w równie dobrych cenach. Mandarynki za 2,99 zł - kraj pochodzenia Hiszpania i trzeba przyznać, że naprawdę było warto gdyż większość była bardzo ładnych i słodkich. Ponadto bardzo dobra cena zawieszek do WC Domestos Double Power (różne rodzaje) w cenie 4,99 zł sztuka, chyba najtaniej w Opolu, bo nigdzie tańszych nie spotkałem oraz czekoladki Merci w cenie 22,79 zł opakowanie 400 g. I nawet przemiła obsługa w kasie, a także pozostałe zakupy pozostawiły niesmak. Chyba dobro i zadowolenie klienta w tym sklepie zeszło na dalszy plan. Przede wszystkim liczy się ściągnięcie klienta na promocyjne produkty, które kończą się, zanim tak naprawdę na dobre się zaczęły. Szkoda!!
Jak to w życiu bywa, musiałem się udać z dzieckiem 5 miesięcznym do okulisty i tu pierwszy szok. Próbowałem się zarejestrować do specjalisty w Opolu przy WCM ale niestety pierwszy wolny termin to 29.05.2012r. pomimo, że przy zatkanym kanaliku powinni mnie przyjąć szybko. Powiedziałem sobie, że o nie! Potrzebuję wizyty teraz, więc wyszukałem gdzie owa okulistka przyjmuje prywatnie i nagle termin znalazł się na 13.01.2012r. ale odpłatny. Więc przyszedłem do POL-OPTYK o godz. 14:40. Przywitali nas ładnie, wszędzie czysto, kafelki z połyskiem, myślę sobie będzie dobrze. Nic bardziej mylnego. Już po wejściu do gabinetu i przedstawieniu problemu pani okulistka nas potraktowała nas bardzo nieprzyjemnie twierdząc, że z zatkanym kanalikiem przyjmują w WCM szybko. Staraliśmy się wytłumaczyć, że byliśmy się u niej zarejestrować przez NFZ ale pierwszy wolny termin to 29.05. Oczywiście stwierdziła, że to niemożliwe będąc przy tym bardzo nieprzyjemna i prawie arogancka. Po przejrzeniu oka i próbie kilku ucisków w celu odetkania kanalika zastał nas kolejny szok. Pani woła do nas 60 zł. No nic, skoro prywatnie to trzeba zapłacić, wypisując przy tym receptę z kropelkami do oka. Żeby szoków było mało to owa okulistka przepisała nam receptę bez refundacji czyli 100% ponieważ dziecko nasze nie ma jeszcze nr pesel i dlatego pani doktor uznała, że nie jest ubezpieczone. Tłumaczymy z żoną pani, że u innych lekarzy na recepcie wpisują nasz pesel w celu aby dany lek był zrefundowany. Niestety ale specjalistka była nie ugięta. Szkoda, że przy wizycie prywatnej, ktoś był tak bardzo nieprzyjemny i obcesowy biorąc przy tym 60 zł. za wizytę, a wszelkie tłumaczenia nie docierały do lekarza. Nadmienić trzeba, że owa pani okulistka jest jedną z niewielu takich specjalistów do dzieci z okulistyki.
W dniu 10.01.2012r. wybrałem się do sklepu "Carry" gdyż lubię robić w nim zakupy, a zwłaszcza kiedy nadchodzi czas wyprzedaży, bo wtedy naprawdę za dobrą cenę można sobie wybrać ciekawą rzecz. I tym razem znów tak było. Zaraz po wejściu na większości artykułach wiszące wywieszki z cenami dochodzącymi do 70% przeceny. W tym koszule z długim rękawem w cenie 39.99 zł, czy swetry zapinane lub nie w cenie 49,99 zł i 59,99 zł, a także bluzki z długim rękawem w cenie 29,99 zł. Należy dodać, że koszul, swetrów czy bluzek było do wyboru z co najmniej 20 modeli. Na dziale damskim podobnie, znów swetry, koszule, bluzki w cenach podobnych jak na dziale męskim. Sklep był nieduży, a mimo to w nim trzy pracownice ubrane elegancko, miłe, uśmiechnięte i na dodatek non stop przyklejały nowe wywieszki z cenami promocyjnymi do różnych artykułów. Trzeba także dodać, że jak na tak mały sklep to towaru było sporo i co najważniejsze wszystko równo poukładane, wywieszone tak aby każdy w sposób łatwy, dostępny mógł spokojnie wybrać sobie i przymierzyć wybraną rzecz. Po przymiarce pracownica sama odbiera od nas rzeczy i ponownie podchodzi do półki układając je jak wcześniej. Wszystko to wygląda jak dobrze zaprogramowany komputer ale nikt z pracujących nie daje po sobie tego poznać bo wszyscy są radośni i uśmiechnięci. Należy także nadmienić, że pomimo fatalnej pogody w sklepie kafelki są zawsze bardzo czyste. Oczywiście wizyta była bardzo owocna gdyż w bardzo ciekawych cenach kupiłem trzy różne koszule wydając niewiele ponad 100 zł.
9.01.2012r. wybrałem się z dzieckiem 5 miesięcznym do Poradni Patologii Noworodków i Wcześniaków na badanie USG przezciemieniowe. Już przy samym wejściu byłem oczarowany tym miejscem. Budynek wyremontowany, przyjaźnie pomalowany dla dzieci z malowanymi postaciami na ścianach. Poradnia bardzo czyściutka, zadbana, kolorowa dookoła ciesząca oko każdego, nie tylko dzieci.Przy wejściu na początku Rejestracja, a w niej pani bardzo miła, życzliwa i uśmiechnięta. Można z nią wszystko załatwić. Zarejestrowaliśmy się i pani poprosiła na ważenie, a następnie skierowała nas do odpowiedniego gabinetu. Po krótkim okresie oczekiwania z gabinetu wyszedł lekarz i poprosił nas do środka. Na pierwszy rzut oka można było się spodziewać niezbyt miłej obsługi, i tu niespodzianka. Nic bardziej mylnego, pan starszy ale przemiły, z uśmiechem na twarzy opowiedział czemu ma służyć takie badanie. Nawet chwilę pobawił się z dzieckiem aby rozładować napięcie. Wszytko przeprowadzone w sposób profesjonalny i przyjazny dla małego dziecka. Wszyscy pracownicy ubrani w białe fartuchy, mili i uśmiechnięci. Na korytarzu w poradni wiele przewijaków dla dzieci, dostępne bardzo czyste toalety. Takie podejście do pacjenta zasługuje na wielkie uznanie. Widać, że pacjent jest tu priorytetem. Oby więcej takich przychodni.
Sklep Kaufland w Opolu jest od ok. 1 roku, więc w środku wygląda ładnie i schludnie. Asortymentu jest bardzo dużo, czasami do wyboru do koloru. Szerokie alejki pozwalają poruszać się po sklepie swobodnie, dzięki temu klienci nie przeszkadzają sobie w robieniu zakupów. Ceny w większości przypadków są atrakcyjne, a towar na półkach łatwo dostępny. Towar promocyjny z gazetki wyeksponowany w metalowych koszach jest na środku alejek. Pomimo tego, klientem tego sklepu bywam rzadko z powodu właśnie owych promocyjnych gazetek. Już kilkakrotnie zdecydowałem się na przyjazd do sklepu z chęcią zrobienia zakupów towaru promocyjnego i srogo się zawiodłem. Często danego artykułu już nie było w promocji gdyż podobno został wyprzedany. Dziwne to bo dwa razy zdarzyło się, iż w sklepie pojawiłem się w pierwszy dzień obowiązywania promocji w godzinach rannych i niestety także danego towaru już nie było. Wydaje mi się, że czasami celowo umieszczają dany asortyment w promocji tylko po to aby ściągnąć klienta do sklepu, a samego towaru w promocji jest dosłownie kilka sztuk albo nie ma go wcale. Nawet pani w informacji bywa zdziwiona, że promocyjnego artykułu już nie ma i rozkłada tylko ręce. Myślę, że nawet kierownictwu nie zależy na klientach ponieważ nie reaguje zgłaszanie takich uwag.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.