Nie przepadam za jedzeniem z KFC, ale poszłam tam zachęcona reklamą nowych napojów "crusher" w różnych smakach, a dokładnie karmelowego. Wyobraziłam sobie coś w rodzaju pysznego, mlecznego koktajlu o smaku karmelu i postanowiłam to spróbować.
Obyło się bez kolejek, obsługa sprawna. Zamówiłam crusher karmelowy a mój chłopak wybrał pepsi i zestaw z zingerem. Crusher okazał się niestety być po prostu niesmaczny :( Smak mało karmelowy, bardziej przypominał orzeszki ziemne. Pepsi była rozwodniona, właściwie w ogóle nie przypominała oryginału w smaku, frytki zbyt mało wysmażone. Po raz kolejny przekonałam się, że nie lubię KFC. Minusem jest też bardzo intensywny zapach panujący w lokalu i dookoła niego.
Mc Tosiek to bar szybkiej obsługi w Pasażu Rondo. Można tam zjeść szybko, smacznie i bardzo tanio. Specjalizują się w daniach kuchni polskiej: zupy, mięsa, gołąbki, smażona ryba itp. Chodzę tam ze względu na tanie zestawy obiadowe: za około 9 zł można zjeść zestaw dnia składający się z zupy i drugiego dania. Zestawy raz są lepsze, raz gorsze, ale to bardziej kwestia gustu i tego co komu najbardziej smakuje. Ja osobiście najbardziej lubię piątki, kiedy jako drugie danie podają filet z ryby z ziemniakami i surówką. Mają też smaczne zupy grochową i fasolową.
Obsługa jest poprawna, jest czysto.
Jeżeli ktoś oczekuje wyszukanej kuchni czy wykwintnych potraw to się zawiedzie, ale jak za te ceny jest na prawdę w porządku. Szybko, tanio i przyzwoicie, za nieduże pieniądze można zjeść coś w rodzaju domowego klasycznego obiadu.
Będąc w Starym Browarze poczułam ochotę by gdzieś usiąść, odpocząć i zjeść duży deser lodowy. Taki klasyczny, sporo lodów, owoce, bakalie, prawdziwa bita śmietana i jakaś polewa.
Skierowałam się do Gruszeckiego. Duży wybór lodów w oszklonej chłodziarce prezentował się zachęcająco więc zdecydowałam się usiąść. Ładny wystrój, wygodne fotele.
Kelnerka podała mi kartę bez słowa (nawet dzień dobry!), przy okazji odbierania zamówienia z sąsiedniego stolika. Wzięłam do ręki kartę, wybór był na prawdę spory, desery prezentowały się dobrze. Gdy po kilku minutach kelnerka podeszła do mnie (dość spory czas oczekiwania, a kawiarni nie było wcale dużo ludzi co ewentualnie mogłoby ten czas oczekiwania usprawiedliwiać) miałam już wybrany deser, ale zapytałam dodatkowo czy można go zrobić z lodów o wybranych przeze mnie smakach. W odpowiedzi usłyszałam krótkie: "Nie, mamy swoje kompozycje". Nieco się zdziwiłam - wszystkie lody sprzedają tam przecież w tej samej cenie, a deser i tak muszą przygotować od podstaw, więc nie widzę problemu w zamianie smaków. Co to za problem zamiast truskawkowych nałożyć czekoladowe? Zapytałam więc ponownie, myśląc, że pani może nie zrozumiała o co mi chodzi. Niestety odpowiedź była taka sama: nie. Jak dla mnie to bez sensu, nie rozumiem czemu zamawiając deser X nie mogę wybrać smaków lodów (czy wymienić któryś z nich). Zero ukłonu w stronę klienta ani żadnego logicznego wytłumaczenia odmowy. Po prostu nie bo nie. Nie można.
W normalnych warunkach zrezygnowałabym z deseru i wyszła, ale byłam zmęczona i miałam niewygodne buty:) więc zdecydowałam się zostać.
Ostatecznie deser okazał się być smaczny, ale złego wrażenia to nie zatarło i jeśli kiedykolwiek będę miała znowu ochotę na lody w Starym Browarze to zdecydowanie wybiorę inną kawiarnię.
Jestem częstym gościem tego sklepu, bo mają bardzo oryginalną odzież, dokładnie w moim stylu. Wiele rzeczy jest niepowtarzalnych, bardzo charakterystycznych np. sukienki czy spódnice. Sklepik jest niewielki - bardzo mały parter, po drewnianych schodach wchodzi się na nieco większe piętro. Bardzo miłym akcentem wystroju są klatki z kanarkami - ćwierkające ptaszki wprowadzają dobry nastrój.
Ubrania są bardzo estetycznie rozwieszone, ułożone kolorami. Można tam również kupić dodatki: torebki, paski, portfele, trochę biżuterii.
Bardzo pomocna obsługa - uśmiechnięta, sympatyczna sprzedawczyni umie doradzić i co najważniejsze jest szczera: jeśli coś nie leży nie próbuje wmawiać, że jest inaczej i na siłę namawiać do zakupu. Bez problemu udało mi się też kiedyś wymienić sukienkę na inną.
Jedyny minus to ceny: generalnie są przystępne, ale czasem zdarza się tę samą rzecz kupić gdzie indziej taniej.
Wystrój jak dla mnie taki sobie - lustra w dużych ramach, złocenia, ozdobne kanapy to zdecydowanie nie mój styl. Nie mniej tarty rekompensują wszystko. Bo po to się właśnie tam chodzi: zjeść wspaniałą tartę. Albo dwie, trzy...
Obsługa bardzo pomocna. Wybór tart jest olbrzymi: tarty na słodko i na słono, rozmaite rodzaje, bardzo trudny wybór bo wyglądają tak zachęcająco, że aż chciałoby się spróbować każdej z nich. Kelnerka cierpliwie opowiada o poszczególnych tartach, ich składnikach, umiejętnie doradza w wyborze. W końcu zdecydowałyśmy się z koleżanką na tarty wytrawne: ona z serem pleśniowym i brokułami, ja z bakłażanem. Po kilku minutach otrzymałyśmy zamówienie: tarty były wyśmienite. Gdy zjadłyśmy kelnerka przyniosła nam na koszt firmy do spróbowania po niedużym kawałku tarty z boczkiem, również pyszna.
Mimo, iż byłyśmy najedzone to nie mogłyśmy się oprzeć pokusie i zamówiłyśmy na deser po kawałku słodkiej tarty: rewelacyjna z gruszkami i kremem kasztanowym i chyba jeszcze lepsza czekoladowa a do tego kawa, również bardzo smaczna, o charakterystycznym, dość mocnym smaku.
Polecam wszystkim, bo jedzenie jest wspaniałe. Można też zabrać na wynos, to całkiem fajny pomysł kiedy np. zaprasza się gości a nie ma się ochoty samemu gotować czy piec.
Muza to jedno z nielicznych kameralnych film w Poznaniu, które jeszcze istnieją. Ostatnio byłam tam na "Essential Killing" Skolimowskiego.
Niedrogi bilet, znacznie tańszy niż w multipleksach.
Muza przeszła ostatnio remont- zrobiono w niej małą kawiarenkę, co jest dobrym pomysłem bo przed filmem można się napić kawy, można ją też zabrać na seans.Wymieniono też fotele na sali kinowej - te nowe są naprawdę wygodne, tym samym znacznie podniósł się komfort tego kina.
Film rozpoczął się z ponad 10-cio minutowym opóźnieniem - to chyba jakaś norma w tym miejscu, większość filmów na których tam jestem ma opóźnienie.
Sala kinowa jest średniej wielkości, ekran nieduży, ale będę tam chodzić ze względu na niepowtarzalną atmosferę, przystępne ceny (zwłaszcza w tanie czwartki) i bardzo ciekawy repertuar. W Muzie można obejrzeć filmy, których nie grają nigdzie indziej np. kino japońskie, firmy festiwalowe itp.
Na początek mała dygresja: ktoś, kto wymyślił ten lokal miał na prawdę genialny pomysł. Do tej pory w Poznaniu na śniadanie czy bardzo szybki lunch można było zjeść wyłącznie coś typu fast-food (hamburger, hot-dog, frytki, kebab) albo kupić jakiegoś mało smacznego sandwicha czy próżniowo pakowaną kanapkę bez smaku. Canappka stworzyła nowe możliwości: bardzo duży wybór smacznych kanapek. Zawsze świeże, chrupiące pieczywo (do wyboru białe lub ciemne), pyszne, zdrowe dodatki. Mają też kanapki na ciepło, sałatki.
Kanapki są na prawdę pyszne. Bardzo podobają mi się ich dowcipne, oryginalne nazwy (np. henryk szynkiewicz czy mielonek bambi). Uwielbiam kanapkę z pastą z twarożku i rzodkiewką oraz ciabattę z pastą jajeczną na ciepło - mam wrażenie, że ta kanapka uzależnia :)
Kanapki można zabrać na wynos (ładnie pakują, zawsze są serwetki) lub zjeść na miejscu - w lokalu jest czysto, bardzo miła obsługa. Mają karty stałego klienta - przy każdym zamówieniu otrzymuje się pieczątkę, przy 10-tym rabat będący średnią poprzednich zamówień.
Jedyne zastrzeżenie mam do cen: mogłoby być nieco taniej, kanapki z większą ilością składników są już dość drogie, a ja jedną bułką się nie najem, więc muszę kupić dwie i to już tanio nie wychodzi.
Avanti to kolejne z miejsc, które odwiedzałam często będąc studentką, teraz je jednak raczej omijam.
Dużym atutem jest doskonała, centralna lokalizacja tego miejsca - w samym sercu miasta, na starym rynku. Lokal całkiem spory, latem ma swój ogródek (kolejna zaleta). Wystrój praktycznie żaden: niby stoły, niby lady, wysokie stołki, brakuje miejsca aby położyć torbę czy zakupy.
Obsługa bezosobowa, trochę jak w kołchozie: podchodzi się do lady, szybko składa zamówienie, otrzymuje się swoją porcję i idzie dalej.
Oferują tanie, szybkie, proste jedzenie: makarony, frytki. Jednak podstawowe danie: spaghetti pozostawia moim zdaniem sporo do życzenia. Przy okazji ostatniej wizyty dostałam rozgotowany, wodnisty makaron i niespecjalnie smaczny sos do tego. Albo kiedyś było tu lepiej, albo z czasem rosną oczekiwania. Zdecydowanie wolę pójść do jakiegoś innego podobnego baru np. Piccolo.
To miejsce kojarzy mi się głównie z czasami studenckimi, nie mniej w dalszym ciągu od czasu do czasu zdarza mi się tam wpadać coś szybko zjeść.
W Piccolo jest zawsze pełno ludzi i jak dla mnie jest to najlepsza rekomendacja - jedzenie jest zawsze świeże. Serwują bardzo proste, absolutnie niewyszukane potrawy: spaghetti z kilkoma rodzajami sosów do wyboru (najbardziej lubię ten z groszkiem), tortellini i risotto oraz kilka rodzajów sałatek (polecam zwłaszcza tę z tuńczykiem). Jest bardzo tanio - porcja makaronu to wydatek rzędu ok. 4-5zł. Jedzenie jest zawsze ciepłe. Można zjeść na miejscu albo zapakują na wynos.
Smak nie powala na kolana, ale to bar szybkiej obsługi - jak na te ceny jest na prawdę smacznie. Polecam wszystkim co chcą bardzo tanio i szybko coś zjeść.
Będąc na delegacji w Katowicach postanowiłyśmy z koleżanką z pracy pójść coś zjeść. Nasz wybór padł na restaurację Fanaberia z bardzo prozaicznej przyczyny - była po prostu najbliżej hotelu, w którym nocowałyśmy.
Pomieszczenie w piwnicy, ściany z cegieł, fajny klimat - jest kominek, świece, jakieś ozdoby, niezła muzyka.
Przywitał nas młody, przystojny kelner, wskazał stolik. Szybko przyniósł kartę. Kelner całkiem fajny, wykazał się poczuciem humoru, potrafił stosownie zażartować wywołując tym samym miłą atmosferę. Jedzenie przypadło mi do gustu - zamówiłam pstrąga, smaczna ryba, dobrze zrobiona, duża porcja. Na deser wzięłam bliny na słodko - do tej pory pamiętam ich smak, wyborne. Dużym plusem tej restauracji jest fakt, iż podają tzw. "czekacze" - na początek przynieśli gratisowy poczęstunek w postaci chleba i czegoś do niego (buraczki i chyba twarożek). Te startery się zresztą bardzo przydały, bo na główne danie trzeba było jednak naprawdę sporo poczekać, bez nich można by umrzeć z głodu:)
Ceny dość wysokie, ale ze względu na smaczne jedzenie i spore porcje do zaakceptowania. Jeśli będę znowu w Katowicach z przyjemnością wpadnę na bliny.
W drodze do Gdańska, kawałek za Bydgoszczą, zauważyłam stojący po prawej stronie szosy zajazd w stylu kowbojskiego miasteczka. Kolorowe domki przypominające zabudowania niczym na dzikim zachodzie, obok stojący prawdziwy parowóz - to wszystko sprawiło, że postanowiłam się tam zatrzymać na obiad.
Po wejściu do środka (typowe dla westernów wahadłowe drzwi) powitała mnie uśmiechnięta, wesoła kelnerka i zaprowadziła do stolika. Błyskawicznie wróciła z kartą, zaproponowała coś do picia na początek. W karcie szeroki wybór potraw, nazwy dań nawiązują do tematyki dzikiego zachodu. Niesamowity wystrój -ogromna ilość indiańskich czy kowbojskich dodatków, pióropusze,strzelby, siodła, stylowe lampy, skóry itp.
Kelnerka była niesamowicie miła, o bardzo otwartym usposobieniu, wręcz zarażała pogodą ducha. Chętnie opowiedziała o historii lokali, podkreśliła oryginalność elementów wystroju.
Na jedzenie nie musiałam długo czekać, wszystko było smaczne, ceny do zaakceptowania.
Gdy zagadnęłam kelnerkę o część hotelową obiektu zaproponowała, że mnie oprowadzi, pokaże pokoje (każdy jest inny) i sale balowe. Z propozycji skorzystałam - całość naprawdę robi duże wrażenie, to świetne miejsce na zorganizowanie np. imprezy firmowej.
Bardzo chętnie wrócę tam ponownie, jeśli będę kiedyś znowu przejeżdżać tą trasą.
To dobre miejsce aby samemu wypić kawę w mieście. Na kawiarnię wygospodarowano trochę miejsca w wejściu do budynku Gazety Wyborczej. Bar, zaledwie kilka stolików, regał z prasą i książkami. Można wypić kawę, herbatę czy coś zimnego i zjeść jakieś ciastko (zazwyczaj mają kilka rodzajów np. sernik, babeczki kajmakowe itp). Tym razem zamówiłam latte i ciasto o nazwie nutella - spory kawałek brązowego ciasta, lekka pianka na nieco cięższym spodzie. Smaczne, ale nie powala.
Przy większości stolików klienci coś czytali czy przeglądali, ja zrobiłam to samo. Nie ma to miejsce jakiegoś szczególnego klimatu, ale swoją funkcję moim zdaniem spełnia - można tam chwilę posiedzieć przy kawie i poczytać lub porozmawiać.
Miałam chwilę czasu po wyjściu z pracy, więc postanowiłam pójść do baru Frittura. Od jakiegoś czasu słyszałam, że rzekomo mają tam najlepsze frytki w Poznaniu - postanowiłam to sprawdzić.
Wystrój nie spodobał mi się - lokal utrzymany w kolorystyce brązowo-czerwonej. Na jednej ścianie dwa dość duże, podłużne zdjęcia z Amsterdamu, bardzo fajne, ale kompletnie nie pasujące do przeciwnej ściany - na brązowym tle czerwone koła. Brązowe stoliki i krzesła, czerwona i brązowa kanapa, pod dużym oknem 3 wysokie czerwone krzesła. Na stolikach estetyczne, czytelne, ładnie zrobione menu.
Jest czysto, kelnerka przeciera często stoliki.
Byłam jedynym gościem w lokalu. W menu królują typowe szybkie dania- frytki, kanapki, proste danie mięsne, smażony ser, smażone ryby. Zamówiłam średnia porcję frytek o nazwie "Special". Po około 3 minutach oczekiwania otrzymałam złociste, dobrze wypieczone frytki, polane majonezem i czerwonym sosem (coś jakby połączenie keczupu z curry), podane na plastykowej tacce. Frytki smaczne, majonez również, czerwony sos powiedziałabym dyskusyjny. Osobiście bardzo lubię curry, ale niekoniecznie do frytek. Całość posypana była surową cebulą, co moim zdaniem było kompletnie zbędne i raczej psuło smak.
Obsługa neutralna, ceny do przyjęcia (za sporą porcję frytek i napój zapłaciłam niecałe 9 zł), można wejść i zjeść coś na szybko, ale raczej nie spodobało mi się tam na tyle, by kiedyś wrócić.
Przy okazji zakupów w centrum handlowym Malta przypomniało mi się, że mam kupon rabatowy 10% do Sephory i postanowiłam iść go wykorzystać. W sklepie było sporo ludzi, ale mimo to dość szybko podeszła do mnie sprzedawczyni z propozycją pomocy. Była miła, uśmiechnięta, kontaktowa - łatwo nawiązała ze mną rozmowę. Poprosiłam o pomoc w wyborze podkładu, zależało mi na kosmetyku matującym, długo trzymającym się na skórze, kryjącym, ale jednocześnie dającym dość naturalny efekt. Pracownica pokazała mi wiele podkładów różnych firm, szczegółowo opisując cechy każdego z nich. Widać było, że posiada sporą wiedzę na temat oferowanego towaru. Potrafiła dobrze doradzić, wykazała się też dużą cierpliwością przy wyborze odpowiedniego odcienia. Ostatecznie wybrałam podkład, pracownica podeszła ze mną do kasy w celu dokończenia transakcji. Dodatkowo zaproponowała mi sporo darmowych próbek odpowiednich do mojej skóry.
Wyszłam ze sklepu bardzo zadowolona z obsługi, polecam, na pewno będę tam wracać.
Smaczne i tanie dania kuchni orientalnej na miejscu i na wynos. Nie jest to może typowa kuchnia orientalna, chińska czy wietnamska, raczej polskie wariacje na ten temat, nie mniej jedzenie było świeże, smaczne i tanie.
Wystrój lokalu bardzo średni, ale to bar szybkiej obsługi, raczej zamawia się coś na wynos. Latem wystawiają kilka plastykowych stolików na zewnątrz. W środku ozdobą lokalu jest duże, ładnie utrzymane akwarium. Zawsze mają kilka aktualnych gazet, które można przeczytać.
Jedzenie jest tanie. Zamówiliśmy zupy (won ton z pierożkami), sajgonki, kurczaka w cieście i cielęcinę w pięciu smakach. Dania główne podawane są z ryżem i surówką z białej kapusty (świeża, krucha kapusta, dobrze doprawiona). Spore porcje, bardzo smaczne. Kurczak w cieście wręcz mnie zachwycił - kruche, smaczne ciasto, kryjące w sobie delikatne kurze mięso. Całość w pysznym sosie z warzywami. Nie oszczędzają na dodatkach, jest ich odpowiednia moim zdaniem ilość. Na deser można wziąć owoce w cieście - pyszne.
Polecam szukającym dobrego, niedrogiego jedzenia. Co ważne - nie trzeba długo czekać na zamówienie.
Bardzo drogo, ale smacznie. Eleganckie miejsce, ładnie zastawione stoliki, dużo kieliszków, sztućców itp. Wystrój trochę jak w starym dworku, kotary, zdobienia, ciepłe kolory. Miłe miejsce.
Na kelnera trzeba było dość długo czekać - szybko podał kartę, ale następnie zniknął na trochę. Był uprzejmy, profesjonalny, ale jakoś nie wzbudzał większej sympatii. Był trochę oschły, nie złapał z nami jakieś specjalnego kontaktu.
Na zamówienie trzeba było trochę czekać, ale warto było: kaczka faszerowna z chrupiącą skórką, pyszne nadzienie, polędwica wołowa lekko krwista, wręcz rozpływająca się w ustach. Porce spore, można się najeść. Dania świetnie przyprawione, smaczne dodatki. Na deser wzięłam truskawki z pieca z sosem - świetne zakończenie wspaniałej kolacji. Pyszne, połączenie świeżych owoców i wanilii, lekkie, fajne po sytych daniach.
Chętnie wracałabym tam częściej, bo w karcie było wiele propozycji, które miałabym ochotę spróbować, ale ze względu na wysokie ceny pozostanie to miejsce wyłącznie na specjalne okazje.
Niewielki lokal, wystrój poprawny: drewniane stoły i krzesła, kilka ozdób. Jest czysto, schludnie, z za lady widać piec do pizzy. W lokalu można zjeść na miejscu, albo zamówić pizzę na wynos.
Przy ostatniej wizycie zdecydowaliśmy się pizzę gigant (51 cm średnicy) pół serowa, pół rodzinna. Miła kelnerka szybko podała nam napoje, a po około 15-stu minutach przyniosła gorącą, wspaniale pachnącą pizzę na wielkiej, drewnianej tacy. Ten gigant ledwie mieścił się na stole! Zjedliśmy kilka kawałków, bardzo smaczne, niezłe ciasto, sporo dodatków, a resztę poprosiliśmy o zapakowanie na wynos bo nie daliśmy rady. Kelnerka nie wydała się zdziwiona, widać przy tak sporych porcjach wiele osób tak robi i błyskawicznie przyniosła nam karton. Za całość zapłaciliśmy niecałe 40 zł - jak za tak dużą porcję i napoje to naprawdę mało, pizzę mieliśmy jeszcze na śniadanie następnego dnia.
Polecam: nie jest to może wyszukana, wykwinta pizza jak we Włoszech, ale jest bardzo smaczna i w dobrej cenie, obsługa i lokal przyjemne.
Pankracy to niewielki, ale estetyczny salon fryzjerski dla psów - tylko tam oddaję moje psy do strzyżenia. Właścicielka, która jednocześnie sama strzyże zwierzaki, jest bardzo miłą osobą, z ogromną cierpliwością i sercem do psów. Do każdego z nich podchodzi łagodnie, delikatnie, nie stosuje żadnych środków uspokajających. Nie boję się zostawić u niej pupila. Pies jest za każdym razem bardzo ładnie, równo ostrzyżony, dobrze wykąpany. Polecam wszystkich właścicielom psów, to świetne miejsce.
Po zakończeniu wizyty w restauracji Fidelio uznałam, że jak dla mnie to najlepsza włoska restauracja w Poznaniu, ale zacznę od początku:
Wystrój - swojski, jak w typowej włoskiej knajpce. Obrusy w kratę, zioła, ozdobne kosze, drewniane stoły. Taki styl włoskiej trattorii.
Bogate menu: przystawki, pizze, makarony, dania mięsne, desery. Obsługa elegancka, profesjonalna, sprawna.
Zdecydowałam się na carpaccio (pyszne, podane z rukolą i dobrym jakościowo parmezanem) i pizzę - wspaniała, według mnie najlepsza w Poznaniu. Cieniutkie, odpowiednio wypieczone ciasto, rozpływający się w ustach ser, pyszna szynka. Mój chłopak jadł tagliatelle z krewetkami, również pyszne. Ceny dość wysokie, ale biorąc pod uwagę jakość jedzenia do zaakceptowania. Gorąco polecam!
Świetne delikatesy z górnej półki. Jest drogo, ale w zamian za to dostaje się szeroki asortyment towarów, wysoką jakość, spokój i miłą obsługę. Jestem w Almie częstym gościem i właściwie nigdy nie spotkałam tam większych kolejek do kasy. Tak również było tym razem - góra po 2 osoby do kasy. Kasjerka miła, wita się z klientem.
Na sali sprzedażowej jest bardzo czysto, panuje miły zapach. Przy wejściu znajdują się warzywa i owoce, wszystkie ładne i świeże. Duży wybór zagranicznych, dobrych wędlin (np. włoska szynka prioscutto crudo) i serów, smaczne gotowe sałatki. Spory wybór pieczywa różnych rodzajów.
Co dla mnie ważne można tam kupić holenderskie wafle karmelowe, praktycznie niedostępne w innych sklepach i dobry sok z mango.
Podoba mi się również fakt, że można zrobić zakupy przez internet z dostawą do domu.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.