Przy okazji zakupów w centrum handlowym Panorama postanowiłam na chwilę usiąść, napić się kawy i odpocząć. Weszłam do ciastkarni Pralinka - niewielka cukiernia z kilkoma stolikami. Ogromny wręcz wybór tortów, placków, ciast. Wszystko wyglądało tak smakowicie, że oprócz kawy skusiłam się na kawałek tortu. Nie wiedziałam co wybrać - pracownica opisała dokładnie torty, o które pytałam, zapytała jakie smaki najbardziej lubię i pomogła mi w wyborze. Tort truflowy okazał się być strzałem w dziesiątkę - pycha. Dość słodki, ale taki właśnie lubię, sycący, po zjedzeniu jednego kawałka nie ma uczucia niedosytu. Kawa latte również smaczna, aromatyczna.
Wyszłam z kawiarni z pudełkiem ciastek do domu, miło żegnana przez pracownicę. Polecam wszystkim, moim zdaniem oferują najlepsze wypieki w Poznaniu.
To bar mleczny, więc nie będę oceniać wystroju - jest brzydko, ale za to bardzo tanio. Nie chodzi się tam w końcu posiedzieć, tylko szybko i tanio coś zjeść (a najlepiej wziąć na wynos).
Obsługa bardzo różna: czasem sympatyczna, czasem wręcz przeciwnie. Ale za to jest bardzo szybko.
Jedzenie: bardzo tanie. Chyba taniej nie da się zjeść. Pyszne pierogi z owocami za ok. 4 zł, zupy w granicach 2-3 zł, smaczne i tanie naleśniki. Dań mięsnych w takich miejscach nie jadam, bo jakoś nie mam zaufania, ale dania mączne owszem i bardzo sobie je chwalę. Zdecydowanie wolę je jednak wziąć na wynos i zjeść w przyjemniejszym otoczeniu, nie mniej smakoszom wszelkiego rodzaju kluch, naleśników itp. które nie chcą dużo wydać polecam.
I mają też całkiem niezłe desery typu bita śmietana z owocami.
Tivoli jest dla mnie taką raczej tanią, przeciętną pizzerią. Pizza osobiście nie przypada mi do gustu, ale makarony i zapiekanki mają bardzo smaczne. Zazwyczaj za każdym razem jem tam jednak to samo - lasagne szpinakowe, właściwie specjalnie po to tam chodzę. Pyszne, dobrze przyprawione, odpowiednia ilość sera - można się najeść.
Obsługa kelnerska różna: raz lepiej, raz gorzej. Tym razem było gorzej, kelnerce wyraźnie zabrakło uśmiechu. Rozumiem, że mogła być zmęczona, mieć gorszy dzień czy coś w tym stylu, ale powinna zachować chociaż jakieś pozory uprzejmości i życzliwości.
W drodze do biura wstąpiłam do sklepu spożywczego po małą wodę mineralną i gumy do żucia. W sklepie mało miejsca, ciasno pomiędzy regałami, na dodatek na środku stoją jakieś skrzynki. Ceny wysokie - mała, półlitrowa woda kosztowała więcej, niż w większości sklepów półtora litra.
W sklepie dwie kasy, kasjerki obsługując klientów cały czas prowadzą ze sobą wybitnie prywatną rozmową, co wydało mi się nieco niestosowne.
Gdy nadeszła moja kolej podałam kasjerce banknot 50-złotowy. Usłyszałam: "nie mam wydać". Nic poza tym, kasjerka nie zaproponowała, że pójdzie rozmienić czy coś w stym stylu. Po prostu powiedziała, że nie ma wydać i tyle. Zaproponowałam, że mogę zapłacić kartą, na co usłyszałam: "płatność kartą od 10-ciu złotych".
No cóż, zostawiłam zakupy na ladzie i wyszłam, więcej na pewno tam nie wrócę.
To moja ulubiona poznańska kawiarnia. Przyjemna, luźna atmosfera. Jest ciepło, przytulnie, klimatycznie, miło się tam długo siedzi. Subtelna, łagodna muzyka, generalnie bardzo fajne miejsce. Obsługa miła, ale czasem przy większym ruchu dość wolna.
Wspaniałe ciasta i desery - od klasycznego murzynka i szarlotki na ciepło poprzez inne domowe ciasta - bardzo duże porcje. Rewelacyjna kawa mrożona i różnego rodzaju desery. Milion kalorii ale warte grzechu:) Mają też dobre herbaty smakowe i trochę lżejsze desery z owocami, takie jogurtowe bardziej.
Fajne miejsce na pogaduszki z koleżankami czy na randkę, mam swój ulubiony stolik w kacie. No i ceny są przystępne. Polecam wszystkim łasuchom.
Lokal ma trochę dziwne usytuowanie - jest na pierwszym piętrze, nie wchodzi się bezpośrednio z ulicy. Wspaniały wystrój, wszystko jest przemyślane, dopasowane, widać, że architekt się postarał. Pomieszczenie utrzymane w klimatach indyjskich, w lokalu króluje duży, złoty posąg Buddy. Świetne, stylowe kolonialne meble, ozdoby. Elementy nowoczesne (np. telewizory lcd) są doskonale wkomponowane w całość. Lokal jest przestronny, jest w nim sporo miejsca. W ciągu dnia restauracja, wieczorem klub.
Bogate menu - kuchnia indyjska, bardzo smaczna. Pyszne krewetki. Dania dość ostre, aromatyczne. Spory wybór przystawek. Jedzenie pyszne. Obsługa miła, kompetentna. Byłam tam z zagranicznymi kontrahentami, nie było problemu by porozumieć się po angielsku, z czym często w poznańskich restauracjach jest niestety wciąż problem.
Wieczorem to miejsce zmienia się w klub/dyskotekę i wtedy podoba mi się znacznie mniej. Jako, że jest to część sieci "Buddha Bar" spodziewałam się charakterystycznej dla tego miejsca muzyki i tu zawiodłam się całkowicie - w poznańskim Buddha Barze grane były głównie hity lat 80-tych i 90-tych (no chyba, że miałam pecha i tylko na takie imprezy trafiłam). Wieczorem jest też tam dla mnie za tłoczno i gorąco, więc raczej będę odwiedzać to miejsce w ciągu dnia na pyszny, choć niestety dość drogi obiad.
Uwielbiam to miejsce ze względu na wspaniałą kuchnię indyjską, według mnie najlepszą w Poznaniu.
Sam lokal - ładnie usytuowany nad jeziorem maltańskim, z okien rozciąga się wspaniały widok na taflę jeziora. Wystrój - taki sobie. Sporo elementów indyjskich, ale efekt końcowy nie powala, zdecydowanie można by to zrobić lepiej.
Obsługa kelnerska - bywa różnie, ale generalnie niechętna do jakichkolwiek zmian. Byłam świadkiem sytuacji gdy gościowi nie pozwolono zamówić herbaty z miodem bez przypraw (w karcie była herbata z dodatkiem miodu i przypraw, jak dla mnie nie ma problemu by przypraw po prostu nie wsypać, ale w tej restauracji nie dało się).
Jedzenie natomiast rekompensuje wszystko: jadłam tam wiele dań i wszystko było pyszne. Świetne przystawki, doskonale doprawione dania główne, zarówno te mięsne, rybne jak i wegetariańskie, świetnie zrobione chlebki puri czy naan. No i ich mango lassi to po prostu majstersztyk. Świetne sosy, zwłaszcza miętowy. Duże porcje, ryżu można domawiać w razie potrzeby, zazwyczaj wychodzę stamtąd z częścią jedzenia zapakowaną na wynos. Polecam miłośnikom kuchni indyjskiej!
To jeden z moich ulubionych fitness clubów w Poznaniu. Dobrze wyposażona siłownia, dużo sprzętów na sali cardio. Nawet w najbardziej popularnych, popołudniowych godzinach da się ćwiczyć. Bogaty program zajęć grupowych - spinning, różne rodzaje aerobiku, step,szkoła zdrowego kręgosłupa itp. Fajni instruktorzy, umieją zmotywować do ćwiczeń. Szatnie dość duże, łazienki przyzwoite. Zaletą jest dla mnie, że w cenie karnetu open jest również korzystanie z sauny. Dużo świadczeń dodatkowych na terenie obiektu (spa, kręgle, restauracja). Jest trochę za drogo, kiedyś mieli atrakcyjniejsze promocje, ale generalnie polecam.
W Poznaniu są 3 restauracje Umberto, do tej pory zawsze chodziłam do tej na ulicy Grunwaldzkiej, ale będąc w centrum postanowiłam zjeść coś z filii na Żydowskiej.
Po wejściu zrobiła na mnie dobre wrażenie: ładny wystrój, jasno, bardzo przyjemny zapach jedzenia. Aż od razu zrobiłam się bardziej głodna:)
Po otwarciu karty jednak niemiłe zaskoczenie: ceny wyższe niż w restauracji na Grunwaldzkiej. Ale postanowiłam się nie zrażać, zwłaszcza, że byłam głodna, więc zamówiłam moją ulubioną z zapiekankę z kurczakiem. Na danie nie musiałam długo czekać, przyniesiono mi je gorące i pachnące. Było smaczne, obsługa miła.
Reasumując: do Umberto jeszcze pójdę, ale do tego na Żydowską już nie. Jeżeli dostaje to samo co gdzie indziej, ale muszę za to zapłacić więcej, to wolę jednak zapłacić mniej.
Bardzo spodobało mi się to miejsce. Elegancki wystrój, świeże kwiaty, pasująca muzyka w tle. Kelnerka była bardzo miła, szczegółowo opowiadała o wybranych pozycjach z karty. Menu bardzo bogate, miałam spory problem z wyborem deseru i napoju - chciało się spróbować wszystkiego. To co ostatecznie zamówiłam było pyszne - duży deser, prawdziwa bita śmietana, smaczne lody, duża ilość dodatków. Ceny przyzwoite. Jedyny mały minus - na zamówienie dość długo czekałam, ale warto było :)
Bardzo fajne miejsce na spokojne spotkanie, na pewno będę tam wracać.
Jestem pozytywnie zaskoczona tym sklepem. W porównaniu do innych Biedronek, w których byłam ta na ulicy Bobrzańskiej charakteryzowała się bogatszym asortymentem. Bardzo ładne owoce, duży wybór jogurtów, ładny łosoś mrożony. W sklepie jak na Biedronkę było czysto i był w miarę porządek, nie było też dużych kolejek do kasy.
Po raz pierwszy byłam w sklepie Aldi w Polsce. Pierwszy minus zauważyłam od razu wchodząc do sklepu - na drzwiach napis, że płatność tylko gotówką.
Sklep dość duży, ale towaru było dość mało, lekki bałagan. Na plus fakt, że mają asortyment oryginalny, nie dostępny w innych sklepach. Ceny przystępne, obsługa bez zastrzeżeń. Kupiłam trochę słodyczy, kefiry z wsadem owocowym, owoce, gofry - wszystko okazało się bardzo smaczne. Wielu produktów, które miałam na liście zakupów nie udało mi się kupić, stąd wniosek, że jeśli będę kiedyś przejeżdżać obok Aldiego to wejdę po kefiry, bo były pyszne, ale specjalnie na zakupy tam nie pojadę bo nie da się kupić wszystkich potrzebnych towarów.
Lubię lokale Pizza Hut, mimo iż generalnie jestem bardziej miłośnikiem typowej pizzy włoskiej. W Pizzy Hut lubię przede wszystkim przewidywalność - pizza jest zawsze tej samej wielkości, nie zależnie od lokalu smakuje tak samo. I tym razem się również nie zawiodłam - szybka, miła obsługa. Pizza bardzo smaczna, dobrze wypieczona, odpowiednia ilość sera i dodatków. Do tego dobra herbata mrożona. Krótki czas oczekiwania na jedzenie, a potem na rachunek, sprawne wydanie reszty. Ceny są rozsądne, można dość smacznie i szybko zjeść, jest czysto. Niczego więcej od Pizzy Hut nie oczekuje i jak zawsze wyszłam zadowolona.
Brak osoby w punkcie sprzedaży biletów na koncerty. Obsługa sympatyczna, miła, uśmiechnięta, ale nie do końca zorientowana w asortymencie - trudności ze znalezieniem żądanej pozycji. Zaopatrzenie niezłe, udało się kupić wszystko co chciałam, ale trochę za mała przestrzeń pomiędzy półkami - z trudnością wymijają się dwie osoby. Dużym plusem był brak kolejki do kasy.
Zaopatrzenie przeciętne, nieświeże warzywa i owoce, bardzo skromny dział kuchnie świata - nie udało się kupić sosu rybnego, z czym w innych sklepach tej sieci zazwyczaj nie ma najmniejszych problemów. Były spore kolejki do kasy - około 6 osób do każdej, na dodatek przy jednej kasie stworzył się przestój na skutek opuszczenia przez kasjerkę stanowiska pracy.
Umówiłam się z koleżanką w tej kawiarni. Byłam tam dzisiaj po raz pierwszy. Wystrój nie przypadł mi do gustu - ciemnozielone ściany, do tego bordowe dodatki. Lekko podniszczone meble, wnętrze określiłabym mianem "sympatycznej graciarni". Dużo "kocich" dodatków - figurki, zdjęcia, obrazki. Obsługa szybka, sprawna, neutralna. W tle cicha muzyka, nie przeszkadzająca w rozmowie. Ceny jak w większości poznańskich kawiarni, ale jak na ten wystrój to napoje moim zdaniem za drogie. Za to atrakcyjne cenowo słodycze- desery lodowe ok. 14zł, ciasta ok.13zł. Zamówiłam zieloną herbatę z mango (piękny zapach) i szarlotkę na ciepło z lodami i bitą śmietaną. Bardzo duża porcja,niezła, ale jadłam wiele lepszych. Generalnie określiłabym to miejsce jako poprawne, ale biorąc pod uwagę bardzo duży wybór kawiarni w centrum Poznania to raczej już tam nie wrócę.
Pojechałam do Media Markt w centrum handlowym King Cross Marcelin w celu zapoznania się dostępną ofertą laptopów. Mój komputer ma już kilka lat i uznałam, że należy go w najbliższym czasie wymienić. Ze względu na dość wczesną porę w sklepu było dość pusto, można było w spokoju obejrzeć asortyment. Udało mi się też trafić na bardzo fajnego sprzedawcę - bardzo miły chłopak, wypytał o moje potrzeby odnośnie sprzętu i zaproponował kilka odpowiednich modeli. Na razie nic nie kupiłam, bo chcę jeszcze poczytać opinie w internecie, ale chętnie wrócę do tego sklepu.
Zachęcona godzinami otwarcia (24 h) pojechałam obejrzeć siłownię/fitness club Atlantis na ul. Słowiańskiej (przy pływalni). Miejsce nie przypadło mi jednak do gustu. Zacznę od szatni - małe szafki, w niektórych z nich w ogóle nie było wieszaków. Łazienka niezbyt ładna, kompletny brak intymności, trochę nieprzyjemny zapach. Brudna podłoga w łazience i szatni.
Sala Cardio - bardzo mała. 3 bieżnie, 2 rowerki, stepper, 2 orbitreki. Wszystkie sprzęty były zajęte, 2 osoby czekały w kolejce. Sala sprzętów siłowych na piętrze prezentowała się lepiej, sprzętów było znacznie więcej, ale i tak był dość spory tłok. Nie przekonała mnie też obsługa w recepcji, aby uzyskać informacje musiałam czekać aż pracownica skończy prywatną rozmowę.
Uwielbiam indysjką kuchnię, więc bardzo się ucieszyłam, gdy dostałam ulotkę nowej restauracji indyjskiej na poznańskich Ratajach. Zamówiłam jedzenie na kolację- 2 różne dania z kurczaka, ryż, chlebek puri, sałatki - za całość zapłaciłam ok. 60zł. Zamówienie dostarczono szybko, Wszystko było bardzo ciepłe i pachnące. Jedzenie okazało się być smaczne, ale porcje były niestety małe :( Nie najedliśmy się tym. W daniu głównym było zdecydowanie więcej sosu niż mięsa. Chlebek puri był mały i trochę za tłusty jak na mój gust. Podsumowując: można tam pojechać czy zamówić coś na wynos, ale wolę trochę dopłacić i pojechać do mojej ulubionej restauracji indyjskiej na poznańskiej Malcie i tam najeść się do syta.
To moja druga ocena tej restauracji z jedzeniem na wynos. Dalej bardzo wysoko oceniam jedzenie (ostatnio zamawiałam gnocchi z gorgonzolą i tagliatelle z łososiem i sosem aurora, były pyszne), ale niestety ceny poszły w górę. Różnica przy daniach typu makaron, pizza jest niewielka, ok 1-2 zł, ale przy rybach widać już sporą różnicę. Reasumując: bardzo dobre jedzenie z dowozem, na prawdę duże porcje makaronów (2 porcje wystarczają na 3 osoby), ale część dań nie jest już tania. Nie mniej dalej będę tam zamawiać, ale raczej już nie ryby. Muszę jeszcze zaznaczyć, iż w dalszym ciągu jest niedługi czas oczekiwania na przywiezienie dania.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.