Wypadek, który spotkał mnie w Carrefourze, należy do grupy problemów, z którymi wielkie markety nie potrafią sobie poradzić. Miało to miejsce w dziale serów. Podszedłem do stoiska celem dokonania zakupu żółtego sera w plastrach. Wyboru dokonałem bardzo szybko, jednak bardzo dużo czasu musiałem poświęcić na oczekiwanie, aż pracownica działu podejdzie mnie obsłużyć. Przy stoisku nie było kolejki. Pracownica zajmowała się krojeniem sera na plastry. Widziała, że czekam przed chłodziarką, jednak długo do mnie nie podchodziła. W pewnym momencie zniknęła nawet na zapleczu. Dopiero po powrocie podeszła do stoiska i zapytała, w czym może pomóc. Uśmiechnęła się przy tym, a jej głos był życzliwy. W całym procesie obsługi okazało się, że to jedyne pozytywy, jakie dostrzegłem. Poprosiłem o ćwierć kilograma określonego sera. Pracownica wydawała się nieco zaskoczona. Zajęła się zakładaniem foliowych rękawiczek. Następnie powtórzyła jakby niedosłyszała mojego zamówienia: „Dziesięć deko, tak?”. Byłem zaskoczony. Jak osoba pracująca w takim dziale może nie znać podstawowych jednostek miar i wag?! Odpowiedziałem poprawiwszy się, że chodzi o 25 dekagramów. Pracownica wyciągnęła porcję na chybił trafił (okazało się 21 dkg), zapakowała i podała mi do ręki. Pożegnawszy się odszedłem pełen niesmaku i zdziwienia.
Witam! Wychodząć z zakupów z tego sklepu dośwadczyłem niemiłego widoku. Mianowicie byłem świadkiem ,jak pan i pani z obsługi próbowali pozbyć sie ze sklepu pana ,który niestety jest bezdomny. Nie byłoby w tym nic możę nadzwyczajnego ,gdyby nie metoda pozbycia sie "intruza"!!! Owa pani i pan wrzeszczeli na niego ,a pan młody dodatkowo posługiwał się MOPEM ,żeby bezdomnego wygnac!!! DNO I ŻENADA!!!
Witam! Jakis czas temu zaobserwowałem,że pewna pani ze sklepu POLO wzięła na siebie ,chyba za bardzo czynność ,która w ogóle nie leży w jej kompetencji. A mianowicie stała sie chyba "ochroną" i kasierka w jednym. Byłem świadkiem ,jak chłopaszek wszedł do sklepu ,a Owa pani zaczęła wrzeszczeć ,żeby opuściół ów lokal ,bo wezwie policjie. Z dedukcji wywnioskowałem ,że mógł wcześniej sie narazić ,coś wynosząć i nie płacąć. Ale według mnie - zawodowego ochroniarza ,skoro miała podejrzenie kradziezy ,to dlaczego wtedy nie wezwała owa pani policji. Narobiła chłopakowi wstydu i się cieszyła. Nadmienie ,że ta pani ma chyba obsesje na punkcie odstraszania klientów poprzez fałszywe oskarżenia.
Aha! Dla wyższych klientów w tym sklepie ,kłopotem jest przemykanie między pułkami ,ponieważ mało interesujące reklamy wiszą zbyt nisko i się o nie zawadza dość mocno.!!! Tak więc uważajcie na Maniaczkę Kradzieży w tym sklepie!!!
Buty kupiłem 17 maja 2010 5 listopada oddałem do reklamacji z uwagi na zużycie (podeszwy przetarte, . Reklamacja załatwiona odmownie z następującym uzasadnieniem:
"Obuwie przedstawione do reklamacji zostało zużyte (SIC! - Ł.W.), wręcz zdewastowane, wyeksploatowane WSZYSTKIE jego elementy składowe (w butach przeszedłem może z 400-500km łącznie, głównie po chodnikach - Ł.W.) BUTY BRUDNE - PODESZWY (ślady gliny na jednej podeszwie)."
Cóż można powiedzieć. Ważę 120 kilogramów, więc rozumiem że mogę buty "zużywać" nieco szybciej, ale jeśli firma obiecuje dwuletnią gwarancję, to po kilku miesiącach chodzenia buty (kosztujące blisko 200 złotych) powinny się jeszcze do czegoś nadawać - tym bardziej że jest to pierwszy wypadek, kiedy noszone przeze mnie buty niszczą się aż tak szybko (zazwyczaj zużywam w ciągu 18-24 miesięcy). Jeśli zaś jako jedną z przyczyn odrzucenia reklamacji jest fakt - zabrudzenia - butów, to coś jest zdecydowanie nie tak...
Reasumując, firma reklamuje się dwuletnią gwarancją, lecz kiedy do reklamacji przychodzi, wykręca się sianem. Jedynym plusem jest szybkość załatwienia reklamacji (czytaj: spławienia namolnego klienta) - odpowiedź dostałem po 4 dniach.
Następnymi butami jakie kupię, na pewno nie będzie obuwie z firmy Badura.
W galerii Reduta oprócz powszechnie znanych sieciowych sklepów są i takie mniej znane, mniejsze i bardziej kameralne. Przykładem może być
Quiosque, butik odzieżowy. Zainteresowała mnie promocja przeceny 30% na płaszcze o której informacja jest naklejona na większej części szyb po obu stronach wejścia.
Jednak sklep niczym szczególnym się nie wyróżnia, ceny wysokie, w mojej ocenie zawyżone. Plus dla Pani ekspedientki która próbowała znaleźć coś dla mnie co by mnie zainteresowało.
Franco Dystrybucja pod tym szyldem znajdziemy ofertę obuwniczą takich firm jak: Maciejka, Sagan, Anaa Mex, Axel . Głownie są to pantofle i zależnie od sezonu klapki /sandały lub kozaki/botki. Obuwie sportowe stanowi ułamkową część asortymentu. W podziemiach pod skrzyżowaniem ulicy Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi są co najmniej dwa małe pawilony Franco. Ekspozycje ze względów lokalowych są wyeksponowane na ścianach po lewej i po prawej stronie na specjalnych metalowych stelażach. Na wprost wejścia jest lada i kasa. W pierwszym punkcje pani akurat przyjmowała reklamację a klient z plecakiem uniemożliwiał rozeznanie w asortymencie. Wchodzę więc do drugiego sklepu pod tym samym szyldem, tam znajduję modele które mi się podobają niestety mojego rozmiaru nie mam więc z zakupów nic nie wychodzi. ciekawe fasony, naklejki cenowe na metkach i uprzejmą obsługą sklep innymi zaletami się nie cechuje. Brakuje komfortu, obuwie z braku miejsca trudno jest przymierzyć a w momencie gdy w pawilonie jest więcej niż jeden klient tłok uniemożliwia spokojne rozważenie co do decyzji o zakupie.
Salon Kolporter mieści się we wnętrzu dyskontu spożywczego Biedronka. Nie bywam tam często (mam drugą Biedronkę bliżej domu), jednak od czasu do czasu się zdarza. W Kolporterze kiedyś puszczałam zakład Lotto i obsługiwał mnie pewien, pan, dziś za ladą dostrzegłam tego samego pana - może jest to stały pracownik, a może partner Kolportera i właściciel tego punktu. Tym razem chciałam zakupić baterie Energizer - potrzebowałam baterii, a dodatkową zachętą był kupon PayBack, dzięki któremu miało się dostać 10 x punktów więcej za zakup baterii z tej akurat firmy. Obawiałam się, że w takim małym salonie Kolportera w małym miasteczku sprzedawca może nie wiedzieć o co chodzi z tą promocją, ale kiedy pokazałam panu kupony, okazało się, że jest jak najbardziej zorientowany. Powiedział, że tak, jest coś takiego. Poprosiłam więc o opakowanie (4 szt.) baterii AAA firmy Energizer. Pan podał mi cenę, zapłaciłam, pan wziął kupon, skasował kartę i mi ją oddał, co prawda paragonu nie dostałam, ale nie był mi potrzebny, więc nie kłóciłam się o to, a poza tym pan go pewnie musiał nabić, skoro kasował tę kartę. Obsługę w tym punkcie oceniam średnio - pan mówiąc coś sprawia wrażenie, jakby raczej "mruczał coś do siebie" i nie wyczuwa się jakiegoś szczególnie pozytywnego nastawienia do klienta... czuje się za to lekki dystans (który potęguje jeszcze dość wysoki kontuar). Ale żadnych poważniejszych zarzutów nie mam, może po prostu tan pan, z którym się tam 2 razy spotkałam, ma po prostu taki styl bycia.
Marka Kapp Ahl kojarzy mi się z ciekawym, oryginalnym często wzornictwem oraz dobrą jakością za rozsądną cenę. Będąc na zakupach postanawiam więc wejście do sklepu firmowego mieszczącego na dwóch poziomach Galerii Reduta.
Na parterze jest oferta z odzieżą damską. Pietro zaś to bielizna, kolekcje dziecięca młodzieżowa i męska. Oba poziomy łączą schody. Wejście zarówno na parterze gdzie jest duża witryna i z pierwszego piętra. W wspomnianej witrynie są manekin ubrane w odzież z oferty sklepu na ziemi stoją tabliczki z opisem ile dana część garderoby kosztuje. Jako iż lokal jest narożny bok wejścia jest jak w większości lokali oszkolony.Za szybą panel i wyeksponowane duże zdjęcia wskazujące na klientów i adresatów oferty –kobiety, mężczyzny, dziecka.
Tu minus – za szyby które w wielu miejscach są pochlapane i brudne.
Oglądając w sklepie wywieszone ubrania w oko wpada mi ciekawy model sweterka. Niestety jest tylko w dwóch rozmiarach. Rozglądam się za sprzedawcą którego chwilę wcześniej widziałam. Teraz zniknął mi z pola widzenia ale słyszę stukot wieszaków tak więc podążając za tym dźwiękiem tam podchodzę. Faktycznie sprzedawca właśnie porządkuje towar na wieszakach. Pytam się czy są większe rozmiary wypatrzonej części garderoby. Nie ma ale pani proponuje mi sprawdzenie czy inne sklepy mają większy wybór rozmiarów. Ja idę do przymierzalni, słabo oświetlonej i dość ciasnej zamykanej drzwiczkami zamocowanymi na zawiasach wysoko nad podłogą by jednak zamierzyć sweter. Po chwili dobiega mnie głos sprzedawczyni która się pyta jakiego rozmiaru ma sprawdzić dostępność.Za kilka minut informuje mnie iż pełna rozmiarówka jest dostępna we wszystkich sklepach Kapp Ahl za wyjątkiem tego w którym właśnie jestem. Gdy już odwieszam sweter na miejsc jeszcze chwilę rozmawiam ze sprzedawczynią która dopytuje się czy sweter mimo mojej nie wiary był dobry. Konwersacja dotyczy głównie dobrania inny części garderoby do swetra i jego garderobowego przeznaczenia.
Dziękuję za pomoc mówimy sobie do widzenia.
Wizyta utwierdza moją dobrą opinię o firmie. Personel bardzo życzliwy, zaangażowany, chętny do pomocy. Obowiązuje go strój prywatny. Towar wyeksponowany logicznie i nie utrudnia orientacji w asortymencie. Zakupy uprzednia nam muzyka a komfort zapewnia właściwe, łagodne i jasne oświetlenie.
Wypowiem się z perspektywy studenta zaocznego (studia magisterskie). Za naukę w tej szkole trzeba słono płacić, choć tak jest wszędzie i UE na pewno nie znajduje się na liście najdroższych uczelni. Jednakże zawsze myślałam, że jest to porządna uczelnia, miała dobrą opinię w moim liceum albo w informatorach dla studentów (choć to było dobrych kilka lat temu). Chodzę teraz na te studia ze znajomymi i nie wiem, za co tak płacimy... Dwa budynki kompleksu uczelnianego są odnowione i bardzo ładne, w tym semestrze mamy szczęście, że mamy w nich dużo zajęć. Na początku sporo zajęć mieliśmy w budynku technikum znajdującym się w odległości 15 minut drogi od kampusu (na piechotę - ale samochodem też wychodziło 15 minut, bo zanim poleciało się po niego na parking i przejechało na wszystkich światłach, to docierało się do budynku technikum równo z tymi, którzy szli na nogach), co w zimie było bardzo uciążliwe, zwłaszcza kiedy taką wędrówkę w ciągu dnia odbywaliśmy więcej niż 1 raz. Nie było wtedy mowy o przerwie na zjedzenie czegoś czy skorzystanie z toalety. Z tego co mi wiadomo uczelnia przyjmowała dużo studentów, a nie była w stanie ich pomieścić (na kilku pierwszych zajęciach na sali wykładowej nie starczało miejsc i część studentów siedziała na podłodze - potem przestali przychodzić na wszystkie zajęcia). Niektóre budynki lub ich części są obskurne. Nie ma gdzie usiąść na przerwie. Automaty z kawą, napojami i przekąskami czasami nie działają i zostaje się wtedy na lodzie jak się czegoś potrzebuje (można pójść do jednej z 2 stołówek, ale trzeba najpierw pójść do odpowiedniego budynku, a tam z kolei są kolejki i w ciągu 15 minutowej przerwy nie da się tego wykonać). Plany zajęć dla niektórych grup są naprawdę brzydko ułożone... Zwłaszcza dla osób dojeżdżających z daleka (jak ja - dojeżdżam 80 km) jest to uciążliwe, bo np. trzeba przyjechać tylko na jedne ćwiczenia i zaraz wracać. Dostęp do różnych informacji też jest kiepski. Strona internetowa uczelni jest nieprzejrzysta, ciężko cokolwiek znaleźć. Można zadzwonić do dziekanatu i kiedy ktoś odbierze usłyszy się, że wszystko jest na stronie (jak się trafi milsza pani to poprowadzi krok po kroku) albo że jeszcze nie ma i najlepiej przyjść do szkoły, bo wszystko wisi pod dziekanatem (przecież nie będę jechać 80 km w jedną stronę, żeby poczytać ogłoszenia pod dziekanatem!). Profesorowie są różni, więc myślę, że w tej kwestii nie ma co oceniać i uogólniać. Do niektórych przedmiotów mam zastrzeżenia, bo to, co jest na nich wykładane nie jest zgodne z tym, co powinno być, przykładowo zamiast przedmiotu typowo strategicznego jest czysta matematyka (bo pan profesor, który jest zatrudniony, zajmuje się matematyką właśnie i to jest jego specjalność). Ogólnie miałam (wraz ze znajomymi osobami) trochę większe oczekiwania co do tej uczelni, ale na tle innych, "zwykłych", nie-prestiżowych nie wyróżnia się wcale na plus pod żadnym względem.
Sklep znajduje się w niewielkim lokalu ale jest dobrze wyposażony i zaaranżowany. Ekspedientki są miłe, chętnie pomagają w wyborze dodatków, ponad to zawsze kulturalne. Sklep jest bardzo czysty, nawet gdy na zewnątrz pada, obsługa regularnie wyciera podłogi. Asortyment dobrej jakości a dodatkowo w przyzwoitej cenie. Brak kolejek, polecam :)
Restauracja Capri znajduje się na obrzeżach miasta przy drodze przelotowej łączącej dwie dzielnice. Jest dokładnie taka jak miejsce w którym ją usytuowano. Przelotowa. Ma bardziej klimat baru szybkiej obsługi aniżeli restauracji. Kiedy byłam w niej pierwszy raz jakieś 4 lata temu to myślałam, że się rozwinie. Niestety nic się przez ten czas nie zmieniło. Ten lokal to przestrzeń wypełniona stolikami. Myślę, że w założeniu chodzi o to aby klient przyszedł zjadł i wyszedł. A skoro restauracja jest przy trasie przelotowej to przejeżdżający tędy klient też zje w przelocie i nie będzie rozglądał się po sali, nie będzie potrzebował jakiegoś specjalnego wystroju. Tak odbieram intencje właściciela. Trochę jednak mnie to dziwi, bo lokal nastawiony jest na imprezy okolicznościowe i rodzinne i jak wynika z moich obserwacji miejsce to cieszy się dużym powodzeniem. Może dla części społeczeństwa nie ma znaczenia wygląd lokalu. Ważne, że dają dobrze jeść i ceny nie są wygórowane. Bo chcąc być obiektywną muszę uczciwie przyznać, że serwowane dania są bardzo smaczne. Wszystko przyrządzane jest na miejscu. Potrawy są duże. Szefowi kuchni należy się bezapelacyjnie pochwała. Ostatnio spożywałam tu rolady wołowe zwane po poznańsku zrazami i rozpływały się w ustach. Podobnie rewelacyjne były kotlety de Volaille. Kotlety schabowe dla odmiany przypominały podeszwy od przechodzonych butów, ale przy dwóch imprezach rodzinnych naraz, wpadka nawet najlepszemu kucharzowi może się zdarzyć. Pewne zastrzeżenia mam też co do obsługi. Sposób podawania kawy i herbaty w termosach przy obiedzie dla 20 osób nie świadczy o elegancji miejsca. Ale, że nie jest tu elegancko powiedziałam już na początku. Reasumując - miejsce mało ciekawe, ale na szybki, smaczny posiłek i do tego w umiarkowanej cenie - dobre.
Odwiedziłam dziś salon Swarovski w Galerii Bałtyckiej. Szyby wystawy są tak czyste że aż lśnią, tak samo produkty w gablotkach, witryny oraz podłoga. Obsługa jest na bardzo dobrym poziomie, wysoka kultura osobista, ekspedientka także zaproponowała swoją pomoc. Biżuteria jest bardzo estetycznie wykonana, pięknie błyszczy, jest po prostu idealna. Odstraszają jedynie dość wysokie ceny gdyż biżuteria nie jest ze srebra, a posiada jedynie kryształy Swarovskiego
Dzisiaj wybrałam się do "EMPIKU " zorientować się czy będę mogła wybrać tam jakieś ciekawe prezenty na Mikołaja no i pod choinkę. Szukałam ciekawych książek przyrodniczych, literatury, albumów muzycznych, filmów itp. Trzeba jakieś prezenty kupić, a ja za bardzo nie wiedziałam co.Zaczęłam buszować po działach i znalazłam przy pomocy miłej obsługi. Krótko opowiedziałam dla kogo są to prezenty, okrasiłem zainteresowanie i wiek obdarowanych . Przyznam , wykazano się dużą cierpliwością, a że nie było ruchu więc mogłam trochę pogrymasić. Ale to nie oto chodzi.. Spotkałam się naprawdę z dużą wiedzą osób obsługujących potrafiących umiejętnie naprowadzić niezdecydowanego klienta do podjęcia decyzji, która kończy się zakupem. Nie czułam się sama . Sklep ze względu na swoją specyfikę bardzo kolorowy i wabiący. Panuje tam porządek bibliotekarski. Czyściutko. Obsługa schludnie ubrana i pachnąca. Z głośników sączy się delikatnie muzyczka i ogólnie jest bardzo miło.
Obserwacja dotyczy całodobowej Infolinii telewizji Cyfrowy Polsat. Niestety ocena nie może być dobra, konsultanci nie radzą sobie z najprostszymi problemami abonentów, pewien problem został załatwiony dopiero po 4 kontakcie telefonicznym. Miałem wrażenie, że konsultanci nawet nie spróbowali mi pomóc, tylko przez telefon zapewniali, że problem zostanie niedługo załatwiony, i owszem był, ale po 4 kontakcie telefonicznym i 6 tygodniach.
Do sklepu wchodzę z konkretną listą zakupów. Jest to jeden z bardziej przestronnych lokali tej niemieckiej sieci. Wejście nie ma drzwi, od holu Greli wydzielone jest szklanymi szybami za którymi wiszą plakaty umocowane pod sufitem na linkach. Po prawej stronie w ekspozytorze z końcową ilością ulotek .
Produkty opisane są cenowo opisane karteczkami umieszczonymi za listwami przy półkach Te w promocji mają również stosowne oznaczenia. Kasy Są trzy jedna otwarta. Przede mną na swoją kolej czeka trzech klientów. Kasjerka wychyla się nieco i oceniając sytuację iż osób za mną jest coraz więcej, naciska dzwonek. Pojawia się kolejna pani a zaraz po niej kolejna. Sytuacja tym sposobem zostaje opanowana. Pani kasjerka proponuje mi zakup jeszcze trzech saszetek dla kota co będzie dawało mi możliwość otrzymania dwóch gratis. Korzystam z tej ofert. Szybciutko idę ponownie do regału i biorę kocią karmę .Wracam do kasy. Zakupy już są podliczone i spakowane. Pytam się jeszcze magazyn „Skarb”. Pani mówi iż jest już nowy numer ale jeszcze nie wyłożony. Woła Pana z ochrony i prosi go by przyniósł egzemplarze z magazynu. Ten po chwili wraca z miesięcznikiem. Kasjerka z kasy obok widząc iż została przyniesiona cała partia i ochroniarz już ją wykłada dla klientów pyta się czy już aby na pewno można go wyeksponować. Kasjerka odpowiada iż jaki problem i uspokaja koleżankę iż wszystko jest ok.
Pani kasjerka ubrana jest w obowiązujący w firmie jako strój firmowy biały fartuch z czerwonymi aplikacjami. Ma przypięty identyfikator. Jest on odwrócony białą stroną a więc nie ma możliwoći przeczytania imienia pracownika ani zajmowanego przez niego stanowiska.
W ostatnią niedzielę października postanowiliśmy wraz ze znajomymi wybrać się na obiadokolację. Nasz wybór padł na restaurację Sphinx w Zabrzu na ulicy Wolności. Zaraz przy wejściu kulturalnie przywitał nas jeden z trzech pracujących w tym dniu kelnerów z pytaniem o preferowany stolik (dla palaczy lub niepalących). Po zajęciu miejsc dla niepalących kelner natychmiastowo przyniósł menu oraz zaproponował coś do picia. Zamówiliśmy kawę oraz piwo które nalano z butelki już przy stoliku a nie za barem jak to się często zdarza. Po chwili zastanowienia złożyliśmy zamówienie. Wybraliśmy Shoarmę którą polecił nam kelner jako klasyczne i najlepsze danie restauracji. Oczekiwanie na zamówienie była jak na tą restaurację wyjątkowo szybkie, gdyż danie zostało podane po mniej niż 20 minutach. Potrawy były ciepłe, idealnie przygotowane, z kompletem sosów dla każdej osoby. Po skończonym posiłku zaproponowano nam deser na który żadne z nas nie maiło ochoty. Gdy poprosiliśmy o uregulowanie rachunku kelner w 3 minuty zjawił się terminalem a przed naszym wyjściem zostaliśmy dokładnie poinformowani o promocji dla studentów trwającej od poniedziałku do piątku, dzięki której cześć pozycji z menu jest o połowę tańsza. Warto zauważyć, że obsługa była szybka pomimo dość sporego ruchu oraz, że pomimo, iż siedzieliśmy blisko kuchni w pomieszczeniu nie dominowały kuchenne zapachy. Z czystym sumieniem mogę polecić ten lokal.
Dzisiaj ponownie odwiedziłam sklep „Autoczęści Renault, Peugeot, Citroen” mieści się przy ulicy Radwańskiej 55 w Łodzi.
Poszłam do sklepu, aby oddać część do auta. Po przywitaniu się, pierwsza musiałam powiedzieć dzień dobry, powiedziałam: „Że chcę oddać część kupioną wcześniej w tym sklepie?”. Pan był trochę nie przyjemny, bo zaczął mnie namawiać do zostawienia mi tego produktu. Odpowiedziałam Panu, że nie będę chciała go zostawić. Pracownik ten zezłościł się na mnie i powiedział, że jednak tak się nie robi, że powinnam wymienić tą część na inną. Odpowiedziałam Panu, że było uzgodnione, że mogę oddać część jeśli ta część nie będzie pasowała. Z wielką łaską pracownik przyjął mi tą część i oddał pieniądze. Pracownik nie pożegnał się ze mną.
W sklepie nic się nie zmieniło od mojej poprzedniej wizyty. Nadal w sklepie były brudne ściany. Na regałach były w miarę ładnie poukładane produkty. Oświetlenie działało poprawnie. Na podłodze nie było żadnych papierków. Okna były czyste.
Bar mieści się w Centrum Handlowym Carrefour w Starogardzie Gdańskim, dużo stolików dla klientów, którzy podczas zakupów, chcą szybko zjeść coś ciepłego. Oferta dań dość obszerna, dużo standardowej kuchni, jak również dania typu fast food. Co do smakowitości ocena powinna być przeciętna, dobre, ale mało i drogo. Obsługa bardzo miła, lokal czysty.
Punkt sprzedaży sieci telefonów komórkowych Era mieści się w Centrum Handlowym Carrefour w Starogardzie Gdańskim, dojazd jest bardzo prosty i świetnie oznakowany. Punkt wprawdzie nie jest duży, ale posiada 2 miejsca do obsługi klienta, podczas moich obserwacji zauważyłem porządek, ulotki z ofertą raczej na swoim miejscu, opisane atrapy telefonów. Wreszcie obsługa klienta bardzo profesjonalna, Pani była bardzo miła, widać, że lubi swoją prace i zachęca do zawarcia umowy w tym sklepie, Polecam.
Udałam się dzisiaj do INTRMARCHE po zakupy, a konkretnie po żółty ser. Jest tam bardzo duży wybór dobrych gatunkowo serów. Panie na stoisku zgodnie z życzeniem klienta kroją ser w"kawałku" lub kroją na cieniutkie plastry.Panie obsługują oprócz stanowiska z serami żółtymi również stanowisko mięsno - wędliniarskie i garmażeryjne. Wszystko jest dobrze dopóki nie utworzy się kolejka (tylko jedna) więc kupując tylko sam ser trzeba swoje odczekać. Pod rozwagę - może przy wzmożonym ruchu dałoby radę rozdzielić " ogonek " na dwie kolejki lub zwiększyć obsadę. Ogólnie market jest dobrze zaopatrzony, towar ładnie wyeksponowany, zawsze pełne półki. Pod tym względom dość dobrze jest to zorganizowane. Stoisko z pieczywem też nie budzi zastrzeżeń. Oprócz własnych wypieków w ofercie jest jeszcze kilka piekarń, z których dostarczane jest pieczywo- można wybierać i smakować. Mam jedno zastrzeżenie, a mianowicie nie podobają mi się czerwone wdzianka ( prawdopodobnie polar) w które odziane zostały panie kasjerki. Nie każdej pani do twarzy w tym kolorze, a poza tym są jakieś takie nijakie, ponaciągane, kołnierze pozawijane i nieestetycznie wyglądają. Sytuację ratują miłe i sympatyczne panie kasjerki.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.