W ciągu moich ostatnich dwóch pobytów na tej poczcie zmarnowałam mnóstwo czasu. Kolejki były kilometrowe (czas oczekiwania do okienka to około 40 minut lub nawet ponad). Ponadto mimo takiego tłoku czynne były tylko 2 lub 3 okienka. Obsługa wyraźnie nie dawała sobie rady z natłokiem obowiązków (choć panie bardzo uprzejme, co ostatnimi czasy zmieniło się wyraźnie na korzyść).
Pracownik bardzo miły, zaangażowany w problem klienta. Stara się wyjaśnić problem, zaproponować lepszą ofertę. Widać, że mówi bardzo szczerze, nie poleca "bubli". Proponuje najlepszą ofertę, dostosowaną oczywiście pod klienta. Znakomicie poleca telefony, jeśli jest jakiś nowy próbuje go poznać.
Małe Osiedlowe Tesco zapewniające zaopatrzenie okolicznym mieszkańcom. Z racji bliskości zamieszkania bywam w nim często. Niestety, ostatnimi czasy zaobserwowałam pogarszającą się "jakość sklepu". Znikają w coraz szybszym tempie markowe produkty, i dla osób niezadowolonych z marki własnej Tesco brak jest możliwości dokonania zakupów.
Poważną wadą sklepu natomiast są braki towaru. Zakupy zazwyczaj robię w godzinach porannych. Ze zdziwieniem odkrywam coraz częściej brak twarożków, śmietany, jogurtów naturalnych itp. Raczej nie można tego tłumaczyć wykupieniem przez klienta - bo sklep jest otwarty od 20 minut.
Atrakcją porannych zakupów jest od pewnego czasu włączający się w sklepie alarm, świetnie działa jako dodatkowy budzik dla zaspanych klientów.
Ocena - mierna.
Pracownik miał miły ton głosu, zachowywał się bardzo naturalnie, chciał za wszelką cenę rozwiązać problem, a ponieważ sprawa dotyczyła reklamacji, dość często używał słowa "przepraszam", słychać było zaangażowanie pracownika w ten problem. Sprawa została załatwiona szybko.
Ogólne wrażenie sklep przyjazny klientowi, czysty, bez nieświeżych zapachów (nawet w pobliżu stoiska rybnego). Zawsze jest dużo czynnych kas przy wyjściu, a więc kolejki stosunkowo krótkie. Mankamentem jest stosunkowo mało miejsca do manewrowania wózkiem z zakupami, szczególnie gdy w alejkach wystawione są produkty promocyjne. Mankamentem jest w zasadzie jedno - brak toreb foliowych lub pudełek kartonowych do pakowania zakupów. Te cienkie - odpłatne są tak kiepskiej jakości, że można je w zasadzie nazwać jednorazówkami. Zazwyczaj w starą reklamówkę można było wrzucić stare gazety lub śmieci i wynieść - czyli wykorzystać dwukrotnie. Nowe niestety łatwo się drą i szybko odkształcają.
Jedyną rzeczą, która mnie niemiło zaskoczyła - kasjerka w czasie wbijania na kasę moich zakupów, podjadała. Pierwsze wrażenie - poczęstowała się moimi zakupami!(całe szczęście nie) a drugie - właściciel tak goni biedną kobietę do pracy, że nie ma czasu spokojnie zjeść. Ocena dobra.
Jako osoba posiadająca samochód jestem częstym klientem stacji nr 240 Orlen. Jest to miejsce, w którym nie zmieniła bym praktycznie ani jednej rzeczy od jakości obsługi po czystość na obiekcie na uczciwości pracowników kończąc.
Podjeżdżając pod dystrybutor nie trzeba długo czekać, aby pojawił się ktoś z obsługi i zatankował auto. Zawsze życzliwie i z uśmiechem odpowiadają na przywitanie, pożartują, nawiąże się mały dialog 'o pogodzie'. Zarówno 'zewnętrzna', jak i 'wewnętrzna' obsługa charakteryzuje się wysoką kulturą osobistą i przyjaznym nastawieniem do klienta. Dnia 12 września była to jedna z wielu moich wizyt na tej stacji, ale korzystając z okazji chciałam opisać pozytywne nastawienie pracowników do klienta.
W godzinach popołudniowych podjechałam na stację w celu uzupełnienia paliwa - dojazd na stację utrudniony ze względu na remont jednej nitki jezdni oraz bardzo słabo oznaczony zjazd na stację. Ustawiliśmy się w kolejce do dystrybutora i za chwilkę można było tankować. Kierowca zajął się tankowaniem a ja udałam się do kasy zapłacić za paliwo. Z dwóch czynnych kas obsługą zajmowała się tylko jedna. Po dojściu do kasy okazało się ,że paliwo nie zostało zatankowane bo dystrybutor jest zablokowany !
Kierowca czekał na odblokowanie przy dystrybutorze i nikt nie powiadomił go o blokadzie, w konsekwencji musiał przejechać do kolejki do innego dystrybutora. Na sugestię, że w takich wypadkach powinno się wyłączyć zablokowany dystrybutor z użytku - np. tabliczką informacyjną - pan zajmujący się obsługą kasy podniesionym głosem oznajmił, że nie ma na to czasu. W takim przypadku należą się klientowi przeprosiny za zaistniałą sytuację a nie niegrzeczne zbywanie klienta. Gdy odjeżdżałam ze stacji dystrybutor był nadal zablokowany.
Ocena - mierna. Raczej nie będę tam tankować paliwa.
Wczoraj po pracy postanowiłam wybrać się do sklepu Bricomarche w celu wybrania i zakupienia farb do mojego mieszkania. Market mieści się nieopodal mojego domu, więc naturalnie był moim pierwszym wyborem ze względu na lokalizację, niskie ceny, duży wybór i jak myślałam fachową obsługę.
Jednak moje oczekiwania rozwiały się zaraz po przekroczeniu progu sklepu. Na terenie obiektu panował spory bałagan, na półkach z produktami i posadzce (plamy itp.). Nie zrażona (może trochę) brnęłam pomiędzy regałami. Dotarłam do półek z farbami i zaczęłam poszukiwania mojego 'tygrysiego oka' oraz 'zwycięskiego aleksandrytu'. Jednak po dłuższej chwili mój zapał został ugaszony i postanowiłam poprosić o pomoc obsługę sklepu. Niestety, zapadnięcie się pod ziemię było chyba jedynym ich zadaniem, które dobrze wykonywali, ponieważ dopiero po paru minutach znalazłam Panią, która 'starała' się mi pomóc. Niestety, chyba z braku asortymentu (duży wybór, którym kierowałam się przy wyborze sklepu odpada...) nie było jednego z moich wymarzonych kolorów. I tu nastąpił zwrot akcji, który spowodował, że zgłosiłam tą obserwację, Pani z obsługi jakby nigdy nic odwróciła się na pięcie, nie przedstawiła możliwych alternatyw z innych firm, tylko jak to jest w ich zwyczaju - zapadła się pod ziemię. Wybrałam farby innych firm, już nie chcąc tracić czasu i energii na poszukiwanie kolejnego pracownika obsługi.
Treść obserwacji usunięta na podstawie art. 14 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2002 r., Nr 144, poz. 1204 ze zm.).
Treść obserwacji usunięta na podstawie art. 14 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2002 r., Nr 144, poz. 1204 ze zm.).
Zaszliśmy z rodziną na kanapki do KFC. Obsługa była fatalna: długa kolejka (jeszcze dało się przeżyć), na zestaw trzeba było czekać ok. 35 min. - to już przesada! Nie dość, że zamówienie trzeba było kilkakrotnie ponawiać, to po ok. 15 min. siedzenia przy stoliku i czekania okazało się, że o naszym zamówieniu zapomnieli - mimo, że zostało opłacone przy kasie. Na moją uwagę, sprzedająca nam dziewczyna odpowiedziała, że to nie bar szybkiej obsługi. Przyszliśmy we trojkę (ja, mąż i 2 letnie dziecko). Ubrani byliśmy zwyczajnie.
Przy zakupie garnituru dla mojego chłopaka, miałam okazję poznać 2 ekspedientki tego sklepu. Odwiedzaliśmy sklep dwukrotnie. Pierwsza z nich dość profesjonalnie nam doradzała, druga była zupełnie niezorientowana. Nie jest to zarzut osobisty, chodzi raczej o to, że osoby pracujące w tego typu sklepach powinny przechodzić jakieś szkolenie, aby odpowiednio dobrać kolor garnituru do cery, czy urody, a także do koszuli czy krawatu. Niestety, ta kobieta nie miała ani takiej wiedzy, ani odpowiedniego wyczucia estetycznego. Mężczyzna nie znający się na wizytowych strojach pewnie zakupiłby coś śmiesznego. Jej nieprofesjonalność była jednak tylko częścią złej obsługi. Cały czas podczas przymiarek i narad stała obok powtarzając: "jak państwo wolą" i słuchając naszych komentarzy. Nie dała nam okazji do swobodnej wymiany poglądów.
Moja wizyta z salonie Era miała na celu zapoznanie się z ofertą bezprzewodowego internetu. Po wejściu do salonu podszedłem do komputera z ekranem dotykowym, aby otrzymać numer, który później wyświetla się nad stanowiskiem, do którego trzeba podejść. Ta forma organizowania kolejki oczekujących, jeśli jest dobrze wykorzystana przez pracowników salonu daje bardzo dobre efekty (podniesienie jakości usług). Spowodowane jest to tym, że poza otrzymaniem numeru w kolejce, komputer wymaga także od klienta sprecyzowania celu wizyty. Może to być przykładowo: zawarcie nowej umowy, przedłużenie starej umowy, reklamacja. Pozwala też na sprecyzowanie tego, czy klient jest już w gronie klientów sieci czy jeszcze nie. Kiedy wyświetlił się mój numer nad stanowiskiem podszedłem do stolika, konsultant zaproponował mi żebym usiadł - sam konsultant (Bartosz Gradek - identyfikator czytelny i widoczny) usiadł dopiero wtedy, kiedy ja usiadłem. Konsultant powiedział: widzę, że jest pan zainteresowany zawarciem nowej umowy, czego miałaby ona dotyczyć? Kiedy przedstawiałem cel mojej wizyty zostałem bardzo przystępnie a jednocześnie szczegółowo poinformowany o usłudze, cenach, warunkach umowy, wymaganiach sprzętowych i zasięgu działania bezprzewodowego internetu. Wszystkie te informacje poza przekazem słownym konsultant zaznaczał też w ulotce, którą na końcu mi wręczył. Podczas rozmowy konsultant poprzez pytania bardzo starał się dowiedzieć, czego oczekuję i do czego będę wykorzystywał internet, aby przedstawić mi najkorzystniejszą ofertę dopasowaną do moich potrzeb. Konsultant wyjaśnił też, na czym polega spadek prędkości odbioru danych po przekroczeniu limitu. Kiedy wszystkie informacje zostały mi przedstawione konsultant zaproponował mi przejście do "pokazowej" części salonu abym miał możliwość zobaczyć jak wyglądają poszczególne modemy oferowane przez firmę. Tak też się stało. Tam konsultant poinformował mnie o cenach i specyfikacji sprzętu w bardzo jasny sposób. Kiedy wróciliśmy do stolika konsultant zapytał czy informacje, które mi przekazał są w 100% zrozumiałe i czy są to informacje, o które mi chodziło. Kiedy odpowiedziałem że tak konsultant wręczył mi ulotkę oraz swoją wizytówkę firmową i w miły sposób mnie pożegnał i zaprosił ponownie do wizyty lub kontaktu telefonicznego.
Po tym, jak udało nam się w końcu kupić huśtawkę, tata, który nam towarzyszył, chciał zobaczyć kosiarkę, na którą wówczas była promocja. Gdy już znaleźliśmy ową jedną, jedyną już kosiarkę i tata poprosił o jej sprawdzenie. Najpierw okazało się, że nie ma jakiejś części do niej, gdy tata powiedział, że to mała część i najwyżej sobie dokupi, poprosił o zapakowanie, jednak znowu pojawił się problem - sprzedawca powiedział, że nie mogą znaleźć opakowania. Tata znowu nie poddał się i powiedział, że najwyżej weźmie bez tego nieszczęsnego pudełka, bo cena jest i tak atrakcyjna, co pracownik potwierdził. Gdy już zabrał na ręce kosiarkę i poszedł do namiotu, gdzie miał zapłacić za nią promocyjną cenę. Gdy podszedł do kasy powiedziano mu cenę ok 200zł większą niż promocyjna, kasjerka powiedziała, że tak w ogóle to promocja na kosiarkę skończyła się 10 czerwca. Tata oczywiście zrezygnował z zakupu, bo nie dość, że towar bez pudełka (ryzyko nie przyjęcia ewentualnej reklamacji), bez części, to jeszcze w dużo wyższej cenie.
Będąc w Kielcach udaliśmy się do Praktikera zobaczyć huśtawki ogrodowe. Gdy weszliśmy do namiotu na parkingu znaleźliśmy kilka huśtawek. Zobaczyliśmy taką, która nas zainteresowała, jednak nie miała poduch. gdy usiedliśmy na niej podeszła do nas pani, która poinformowała nas, że do tej huśtawki której cena jest 359zł można dokupić jeszcze poduchę wartą ok. 80zł. Pokazała nam poduchę, jednak my spytaliśmy czy nie podobnej huśtawki już z poduchami, ona wtedy poinformowała nas o tym, że w wewn. marketu na dziale ogrodniczym stoi w promocji huśtawka za 359 zł z poduchami. Gdy poszliśmy sprawdzić, okazało się, że to ta sama huśtawka, tylko już z poduchami za promocyjną cenę 359 zł. Zdecydowaliśmy się ją zakupić, ale w tym celu znowu musieliśmy wrócić do namiotu. Gdy tam dotarliśmy i poprosiliśmy o promocyjną huśtawkę w cenie 359 zł, kazano nam poczekać na kierownika. Ponieważ długo z tym schodziło, powiedzieliśmy nazwę huśtawki i model, jaki był wewnątrz marketu i sprzedawca podał nam z palety huśtawkę identyczną jak promocyjna zapakowaną w pudło. Gdy stałam przy kasie i chciałam zapłacić za huśtawkę i piłkę gumową dla dzieci w cenie 6.99zł, podałam kartę kredytową w celu zapłaty. kasjerka nagle powiedziała sumę do zapłaty w kwocie 505,99zł. Gdy zorientowałam się szybko, że to za dużo zgłosiłam swoją uwagę kasjerce, na co ona odparła, że to my wskazaliśmy huśtawkę, taką nam podali i kosztuje ona 499zł. Odparłam, że chcemy zakupić tą promocyjną za 359 zł, o której nam przecież sama powiedziała i jest ona taka sama, na to ona odpowiedziała, że w takim razie trzeba poczekać na kierownika. Drugi pracownik odłożył huśtawkę z powrotem na paletę z lewej strony. Gdy w końcu doczekaliśmy na kierownika i powiedzieliśmy, o którą huśtawkę nam chodzi, on podszedł do tej samej palety, tylko z prawej strony sięgnął zaś identyczną huśtawkę, jak ta promocyjna i ta, z którą już raz byliśmy przy kasie, ta sama nazwa i model, ale cena już 359 zł. Mało tego z takimi samymi poduchami jakie zaproponowano nam na początku jako możliwość zakupu do huśtawki, która tych poduch nie miała, a była identyczna jak ta, którą w końcu zakupiliśmy z poduchami.
Weszłam do tego sklepu, w poszukiwaniu szalika, zachęcona stylowymi wystawami i ogólnym przekonaniem do Reserved, gdyż często robiłam tam zakupy. Niestety jestem oburzona i zawiedziona obsługa która tam pracuje. Z reguły robię zakupy szybko i nie lubię niczego szukać dlatego zaraz po wejściu zapytałam pani pracującej w tym sklepie o miejsce gdzie są szaliki. w odpowiedzi otrzymałam błahą odpowiedź ze mam sobie szalików po sklepie poszukać. Jestem zawiedziona jakością obsługi w tym sklepie. Pracowniczka nawet nie próbowała mi pomóc co dla mnie jest kompletnym brakiem profesjonalizmu. Nie jestem wymagającym klientem, ale to co spotkało mnie w tym sklepie tak mnie zniesmaczyło ze już nigdy do niego nie wrócę. Szalika nie kupiłam a tylko podniosłam sobie ciśnienie bo poczułam się jak w supermarkecie gdzie wszystkiego szuka się samemu, chociaż nawet nie, bo w supermarkecie są osoby chętne do pomocy.
Od dwóch tygodni jestem regularnym "gościem" siłowni przy rondzie ONZ w Warszawie. Chciałbym podzielić się uwagami dotyczącymi tego miejsca. Ocena: wrażenie estetyczne oraz funkcjonalność - ocena dostateczna (3 pkt), zbyt mało miejsca i urządzeń do ćwiczeń; obsługa - ocena dobra (4 pkt), trenerzy chętni do pomocy; zaplecze sanitarne oraz szatnie - ocena dobra (4 pkt), mogło by być trochę lepiej (myślę o prysznicach), właściciel powinien zmienić dysze w natryskach, strumień wody jest za mocny.
Od pewnego czasu, w ramach modernizacji i stopniowego unowocześniania systemu komunikacji z klientami, również i tak, wydawałoby się, tradycjonalistyczna by nie rzec: skostniała instytucja, jak sądy - wprowadza możliwość porozumiewania się ze sobą, wnoszenia uwag i uzyskiwania informacji na temat postępu w prowadzonych sprawach - za pomocą poczty elektronicznej. Przykładem może być tutaj właśnie: Sąd Rejonowy w Gliwicach, który już stosunkowo dawno udostępnił swoim klientom adres poczty elektronicznej: sad@gliwice.sr.gov.pl Prowadzę w tym sądzie trzy postępowania i w związku z powyższym od dłuższego już czasu próbuję skorzystać z tego dobrodziejstwa nowoczesnej komunikacji, jaką jest poczta elektroniczna. Niestety, tak zwany "opór materii" jest tutaj przemożny. Cóż z tego, że sądowa poczta elektroniczna jest na bieżąco odbierana przez sądowego informatyka, który (jak deklaruje), drukuje wszelkie, otrzymywane korespondencje i roznosi je do sekretariatów odpowiednich wydziałów, skoro w ślad za tym działaniem - nie idą żadne odpowiedzi. Mam przy tym świadomość, że udzielenie odpowiedzi przez sąd w sprawie, w której toczy się postępowanie - nie może trwać tak szybko, jak w przypadku zwykłych kontaktów osobistych, a nawet biznesowych. Kłopot polega jednak na tym, że ten sam sąd, który po niezmiernie długim czasie, udziela jednak odpowiedzi i informacji na korespondencje kierowane drogą tradycyjną - na korespondencje elektroniczne nie reaguje w ogóle. Jedynym e-mailem, który otrzymałem z tegoż sądu - była bezpośrednia, osobista odpowiedź informatyka sądowego, który stwierdził, iż krzywdzę go pisząc, że poczta która nie działa w obie strony - jest pocztą martwą. Z mojej strony, nie był to jednak wówczas asumpt do dyskusji, a proste stwierdzenie faktu, bowiem fakt kierowania mojej korespondencji, przez jednego z pracowników instytucji do której piszę, do właściwego jej wydziału - bez dalszego ciągu w postaci jakiejkolwiek reakcji ze strony tej instytucji - potwierdza tylko słuszność twierdzenia, że ten model porozumiewania się z nią - jest jak najbardziej nierzeczywisty.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.