Szanowna Pani po pierwsze proszę się podpisać pod swoją opinią .Po drugie mini barki barki są uzupełniane na życzenie i lodówki są puste więc jak ktoś mógł Panią obciążyć rachunkiem(regulamin na stronie).Przy poprzednim pobycie mimo ,że nie miała Pani wyżywienia dostała je Pani za darmo .Nie będę się rozpisywał o tym jaką klienci potrafią zrobić wiochę i zamieścić złośliwe opinie.Po trzecie proszę napisać gdzie w ofercie kuponu jest dostęp do internetu lub na stronie jest Pani u nas 3 raz i wie Pani ,że go w ogóle nie mamy .Ręczniki są w każdym pokoju i zawsze są wymieniane .A z jedzenia można korzystać w restauracji bo niestety po Pani wizytach lodówki wyglądały jak chlew (więcej nie zapraszamy ). Szkoda dalej się rozpisywać nie chciałbym komentować dalej Pani osoby ......
Wraz z przyjaciółką odwiedziłem kawiarnie "Molus" znajdującą się w centrum miasta. Zadecydowaliśmy, że ze względu na sprzyjającą aurę usiądziemy w tzw. ogródku letnim. Ogródek ten wyglądał czysto, na krzesłach znajdowały się gustowne poduszki. Na obsługę kelnerki oczekiwaliśmy około 3 minut. Pani kelnerka była mało empatyczna. Jej strój oprócz fartucha to zwyczajne jeansy i koszulka - nie wygladało to zbyt estetycznie. Dodatkowym mankamentem tej kawiarni jest menu, w którym znajdują się niepraktyczne wkładki.
"Najeżona" po wizycie w Urzędzie Skarbowym, udałam się do Starostwa Powiatowego do Wydziału Komunikacji. Pomyślałam sobie, że tutaj też pewnie trafię na takich urzędasów, od których się żyć odechciewa. Oj, jak ja się myliłam! Ale od początku: po wejściu do budynku udałam się do Informacji. Powiedziałam pani, co chcę załatwić, a ona odpowiedziała mi, gdzie mam się udać. Poszłam więc do wskazanego pokoju. Okazało się, że muszę pobrać numerek. Nie było z tym problemu, numerkowa maszyna była sprawna i wszystko w niej było zrozumiałe. Przed wejściem do pokoju wyświetlają się kolejne numerki, dlatego nie ma kłótni, jak u niektórych lekarzy - wszystko idzie sprawnie. Trafiłam do stanowiska numer 1, do przemiłej pani, której imienia oczywiście nie zdołałam zapamiętać. Ale mogę powiedzieć, że pani, która urzęduje w pokoju numer 12, przy stanowisku numer 1 jest bardzo, bardzo miła. Z nią nie rozmawia się jak z "urzędasem". Ona od razu tłumaczy co i jak, jeśli coś jest źle, to mówi gdzie i co należy poprawić. Mi brakowało kompletu dokumentów, dlatego bez żadnej "bury" dowiedziałam się, co muszę jeszcze zrobić. Sprawy z tą panią załatwiałam przez dwa dni i było naprawdę sympatycznie. Chociaż te słowo dziwnie brzmi, jeśli opisuje się jakiś urząd. Taki urzędnik, jak ta pani to skarb :)
Eskapadę po "skarbówce" czas zacząć! Po wejściu do urzędu udałam się od razu do Informacji, ponieważ nie byłam pewna gdzie mam się udać w związku z pierwszą sprawą, jaką miałam do załatwienia. Informacja jest zaraz przy wejściu, dlatego nie ma możliwości jej nie zauważyć. Pan informujący akurat zajmował się jakąś petentką i skrupulatnie jej coś tłumaczył. Spodobało mi się to. Zobaczył mnie i zapytał w czym może mi pomóc. Ja mu opisałam sprawę. Pan wytłumaczył mi gdzie mam się udać. A zatem udałam się na Główną Salę do nieszczęsnego "ustrojstwa" z numerkami. Piszę o nim "nieszczęsne", ponieważ wiele osób - ofiar techniki, nie ma pojęcia, co ma z nim uczynić. Musiałam z resztą pomagać pani, która stała przede mną w kolejce i nie miała pojęcia, co i jak. Ja szybko wydrukowałam swój numerek, bo wiedziałam gdzie mam się udać. Ale jak ktoś nie wie do kogo ma iść albo nie zna skrótów druków podatkowych, to dopiero zabawa. Udałam się do interesującego mnie stanowiska, z numerkiem, kulturalnie - akurat byłam pierwsza. Mówię "dzień dobry, chciałabym się czegoś dowiedzieć". Nie wiedziałam, że takie zdanie może człowieka wyprowadzić z równowagi. Od razu wielkie oburzenie! Że co, że jak, że na co! "Pokazać te pismo! Iść do kasy! Pieczątkę przystawić czy nie?!" Jejku, jak człowiek ma jakieś problemy to niech się nie porywa z motyką na księżyc (czyt. do pracy w urzędzie). Następny etap mojej eskapady to kasa. Patrzę, za okienkiem młoda kobieta, pewnie nie będzie się "rzucać", jak ta poprzednia. Jak ja się myliłam. Boże, ludzie co jest z wami?! To takie przykre, jak ktoś zamiast ułatwić życie, to je utrudnia. Idę z powrotem do pani "numer 1". Nagle zrobiła się miła, szok. Ale w sumie to dobrze. Idę znowu po numerek i znowu do innego stanowiska. Akurat nie było przy nim nikogo i czekałam na panią urzędniczkę około 5. minut. Ale to nic - ta pani była aniołem. Miła, sympatyczna, wytłumaczyła co trzeba było, pokazała gdzie i co trzeba poprawić. I tak powinno być. Poszłam znowu do kasy. Nawet nie chce mi się już tego komentować. Wkurza mnie, że w miejscach, które powinny być dla petentów, bo w końcu załatwiamy tam swoje ważne sprawy, czasem tracąc pół dnia, pracują osoby (nie mówię, że wszystkie są takie!), które mają pretensje o "niewiadomoco", krzyczą na ludzi i nie potrafią nic wytłumaczyć. Nie każdy jest orłem w każdej dziedzinie, ale każdy mógłby być uprzejmy! - 1 a nie - 5 dlatego, że pan z Informacji był ludzki i pani z ostatniego stanowiska też.
Jestem bardzo zadowolona z zakupów dokonanych w Księgarni Gandalf. Krótki czas realizacji zamówienia, dobry kontakt z obsługą. Ogromny wybór tytułów. Zakupiłam tu już wiele książek, aktualnie podręczniki szkolne ze względu na bardzo korzystną cenie. To nie jest moja pierwsza transakcja,zawsze chętnie tu wracam.
Sklep z zewnątrz nie wygląda zbyt pięknie. Szary obdrapany budynek. Z daleka myślałam, że to ciąg starych garaży. Po wejściu do środka okazało się, że supermarket jest bardzo duży, czysty i ma bogaty asortyment. Zakupy zaczyna się od działu przemysłowo - kosmetycznego. Nie lubię tego i szczerze mówiąc, sama nie wiem z jakiej przyczyny. Po prostu mi się to nie podoba. Ja chciałam zrobić małe zakupy spożywcze i miałam jeden określony cel - kupić sorbet owocowy. Wiem, że w wielu miejscach nie ma sorbetów, więc byłam nastawiona, że tutaj też mogę tego nie znaleźć. Okazało się jednak, że znalazłam. I to jeszcze w takich ilościach, że nie mogłam zdecydować się na smak. Pod moim wymarzonym sorbetem i całą resztą innych produktów widniały czytelne oznaczenia cenowe. Jak już wspomniałam, asortyment Bomi jest naprawdę bogaty i sklep ma dużo działów. Jak dla mnie przerażająco dużo. Zgubiłam się parę razy między regałami i nie miałam pojęcia gdzie iść dalej, a później okazywało się, że już wcześniej w danym miejscu byłam. Niby oznaczenia działów były, ale sklep był tak duży, że mi ciężko było się w nim odnaleźć. Przy kasie obsługiwała mnie młoda dziewczyna, która była uprzejma i sympatyczna. Za zakupy bez problemu zapłaciłam kartą. I tak sobie myślę, że miło będzie jeszcze kiedyś, będąc w Mrągowie, zajechać do Bomi, zgubić się w nim i zrobić smaczne i w przystępnej cenie zakupy.
Przyzwyczaiłam się, że ostatnio każde Tesco przypomina bardziej dyskont niż supermarket. Dlatego, kiedy zobaczyłam w Malborku reklamę Tesco 24 h, miałam nadzieję, że będzie to "stare, dobre Tesco" - duże i takie "tescowe". Po zaparkowaniu samochodu na przestronnym parkingu miałam zamiar udać się do środka. Z zewnątrz sklep wydawał się naprawdę duży, więc ucieszyłam się. Niestety dużo czasu musiałam spędzić na owym parkingu, ponieważ okazało się, że zatrzasnęłam kluczki w samochodzie. Najpierw byłam zadowolona, że idę na zakupy, później już na te zakupy szłam zdenerwowana. Po wejściu okazało się, że sklep jest baaardzo duży. Przynajmniej według mnie. Wszystko wydawało się czyste i eleganckie. To mi się spodobało. Niestety, fakt zatrzaśnięcia kluczyków działał nadal i denerwowałam się nie mogąc znaleźć działu z pieczywem. Oczywiście był na samym końcu hali, w samym rogu. Chciałam kupić smaczne bułki i co zobaczyłam? Muchy na pieczywie! Okropność! Najpierw kluczyki, teraz muchy... Udałam się do działu z nabiałem. Kupiłam paczkę sera Hochland Maasdamer. Ten ser jest zazwyczaj drogi, więc nastawiłam się na cenę powyżej 4 zł. Po znalezieniu produktu w lodówce, okazało się, że ser kosztuje 3,79 zł. Na kartce były nawet wypisane ceny z innych sklepów do porównania, np. z Biedronki. Przy kasie stałam trochę w kolejce i miałam nadzieję, że pani kasjerka będzie sympatyczna. Tak też się okazało. Mogę nawet powiedzieć, że pracownica była zabawna. Mówiła do siebie o wszystkim co robi - widocznie, tak jej łatwiej zapamiętać, np. "skanuję kartę Clubcard, skanuję towar" :) Poprawiła mi humor szczególnie powiedzeniem, że coś dzisiaj się z nią dzieje niedobrego, bo ciągle czuje jak śmierdzi ocet... O rany :) Szkoda, że nie pamiętam jej imienia. Kluczyki (z mojej winy) i muchy (z winy sklepu) mnie podburzyły, a pani kasjerka mnie pocieszyła. Niestety, nie na długo. Byłam już jednak w trasie i gdybym to zauważyła wcześniej, na pewno bym się cofnęła do Tesco. Ser nie kosztował wcale 3,79 zł, jak było napisane na karteczce, ale 4,29 zł. Za ten ser i za te muchy daję 3. Gdyby tego nie było, pewnie była by "piątka".
Zakupiłam dwa produkty(mleko i orzeszki ziemne).Mleko wiedziałam gdzie jest natomiast o orzeszki postanowiłam spytać jednej z pracownic. Pani mimo, że zajmowała się dokładaniem towaru to zaprowadziła mnie w miejsce gdzie leżały orzeszki.Zaczęła wymieniać jakie mają na sklepie. Przekonała mnie żebym spróbowała orzeszków w panierce.Odchodząc pracownica powiedziała, że jeśli jeszcze będę potrzebowała jej pomocy to żebym ją zawołała.Przy tym była uśmiechnięta . Zakupiłam i jestem zadowolona bo są smaczne. Chodząc po sklepie zaobserwowałam,że na stoisku warzywnym były świeże warzywa i owoce. Jeśli chodzi o czystość to akurat w momencie jak weszłam do sklepu to jedna z pracownic zajmowała się czyszczeniem podłóg(jakąś maszyną).Moja obserwacja zyskała ocenę pozytywną.
Obsługa miła uczynna Pomimo wielu klientów czas obsługi był krótki Obsługa fachowa Dobra znajomość towarów znajdujących sie na pólkach ich zmienników Pracownicy podczas zakupu żarówek do reflektorów słuzyli dodatkową pomocą przy ich zamontowaniu Dodatkowo wiele promocji Napojów, ciasteczek itd ...
Pojechałem na stację zatankować auto i przy okazji zakupić hot-doga ze strefy fast-food. Dystrybutor był czysty, w pobliżu jego były papierowe ręczniki oraz foliowe rękawiczki. Woda do mycia szyb/reflektorów była czysta.Witryny zewnętrzne i drzwi sklepu były czyste, jednak podłoga była czysta. Obsługujący mnie pracownik był ubrany w firmowy strój i zaproponował do zamawianego przeze mnie hot-doga napój. Zapytał także czy mam kartę do zbierania punktów. Wydał mi poprawnie resztę, życzył smacznego i pożegnał słowami "do widzenia".
Allegro jest świetnym portalem aukcyjnym, ale nie będą pisał o jego zaletach, bo napisałem już o tym odrębną opinię. Ostatnio wysłałem istotne dla mnie zapytania do obsługi allegro, ponad tydzień temu. Ponawiałem pytanie dwukrotnie, ale odpowiedzi do dnia dzisiejszego się nie doczekałem. Dla mnie to jest jakaś kpina, bo co za szanujący i poważany serwis tak traktuje swoich użytkowników. Na domiar złego na Allegro napisane jest, że odpowiedzi udzielają w ciągu 48 - 72 godzin. Jak dla mnie to żenada.
Lokal zgłosił uczestnictwo w programie " Weekend w Elblągu 50% taniej" Już w wejściu do lokalu kelnerka poinformowała mnie , co obejmuje zniżka a czego NIE, tak jakby miała nadzieję , że wogóle wyjdę :( OK zamówiłam sałatkę Moskwa z łososiem , czekałam ponad 30 min , porcja była żenująco mała a łososia tylko śladowa ilość.
Kolejny sklep w którym poszukuję listw wykończeniowych. Podchodzę od razu do punktu obsługi i pokazując fragment panelu pytam czego szukam. Pani przechodzi ze mną do stoiska z listwami i woła pracownika odpowiedzialnego za asortyment. Jestem pod wrażeniem, ponieważ w końcu znalazłam odpowiedni kolor. Niestety są tylko dwie listwy w odpowiednim kolorze, dodatkowo brakuje mi odpowiedniego modelu na próg pokoju. Gdy pytam o dostawę to słyszę, że może będzie w przyszłym tygodniu, zamówić nie można. No cóż, trochę to dziwne i dość irytujące.
Szukam listw wykończeniowych. Nie mogę dostać w popularnych sklepach budowlanych szukam więc w tzw. niszy. Idę do stanowiska obsługi i pokazuje panel i mówię dokładnie jakich listw potrzebuje. Pan mnie grzecznie informuje, że u nich typowe drewniane listwy, a kolory nie są łamane ani nasączane. Kolory po prostu są takie jak w rzeczywistości. Mówi ewentualnie gdzie jeszcze mam szukać. Miła i sprawna obsługa.
Jadę odebrać depozyt do sklepu. Mam pewien problem, ponieważ podarłam sobie fakturę na podstawie której odbieram materiał. Faktura w kilku puzzlach - posklejana. Idę do obsługi klienta i pokazuje fakturę mówię jaki mam problem. Na szczęście dokument jest czytelny i nie mam problemów z odebraniem depozytu. Dodatkowo dostaję na prośbę duplikat faktury. Jedynie co mnie dziwi to informacja, że oryginał też mam mieć w razie zwrotu towaru.
W trakcie układanie paneli zabrakło nam kilku sztuk. Jedziemy do sklepu. Dodatkowo chcę oddać produkt, którego mam za dużo. Brat idzie do paneli ja do obsługi klienta. Czekam w kolejce. Mówię Pani o co chodzi. Zwrot zostaje przyjęty, ale zostaję poinformowana, żeby następnym razem przyjść przed 20.00. Czekam na korektę faktury, a w tym czasie idę do kasy, żeby zapłacić za panele. Mimo zamieszania, obsługa pomocna i nie robiąca problemów, choć dość szorstka.
Wstąpiłam do Biedronki jedynie po wodę mineralną. Kiedy wzięłam wodę od razu udałam się w kierunku kas. Przystanęłam jedynie przy koszach z produktami nieżywnościowymi i obejrzałam znajdujące się tam produkty. Zauważyłam, że są tam albumy fotograficzne za jedyne 9,99. Uważam, że jest to bardzo korzystna cena.
Czynne były dwa stanowiska kasowe i przy każdym z nich stała sporo, około 5-7 osobowa kolejka. W tym czasie nie zostało otwarte kolejne stanowisko. W związku z tym czas oczekiwania był trochę długi.
Kasjerka, która mnie obsługiwała była miła i życzliwa.
Kolejny sklep i poszukiwania listw wykończeniowych. Idę do odpowiedniego działu. Wybór prawie żaden, kolory buk i dąb. Brak słów, tym bardziej, że na stanie panele w wielu innych kolorach. Idę do Pana z działu, mówię jaki kolor szukam. Pan nawet nie podszedł ze mną do listw, tylko ręką pokazał gdzie mogę znaleźć listwy. Mówię mu, że tam szukałam, ale interesuje mnie całkiem inny kolor. No to nie ma - tyle. Kolejny raz obsługa przy panelach obeszła i opieszała. Sklep na pewno broni się cenami. Są bardziej konkurencyjne niż w innym sklepie budowlanym.
Zakup karmy dla mojego psiaka i kota kuzynki. Kolejny raz robię zakupy w sklepie internetowym telekarmy. Wyszukuje interesujące produkty. Ceny są konkurencyjne i bardzo przyzwoite. Dodatkowo dostałam informację na adres mailowy o dodatkowym upuście na zakupy. W związku z tym, że zamawiam w weekend, planowane dostarczenie karmy na wtorek. Faktycznie w poniedziałek wysyłka, we wtorek ku radości mojego psiaka karma dostarczona. Polecam.
Udałam się do apteki, aby zrealizować receptę. Czynne były dwa stanowiska obsługi pacjenta i przy obu z nich stało po jednej osobie. Ustawiłam się prze stanowisku pierwszym od lewej. Po chwili farmaceutka rozpoczęła moją obsługę. Bardzo szybko podała mi leki z recepty. Posiadam dwie karty w tej aptece: jedną rabatową 5% oraz drugą na punkty. Kiedy położyłam obie karty na blacie, farmaceutka poinformowała mnie, że mogę skorzystać tylko z jednej z nich. Wybrałam kartę punktową ponieważ 5% rabatu nie było zbyt wysoką zniżką. Zauważyłam, że w aptece jest sporo promocji. Na przykład do żelu do mycia twarzy z Vichy drugi żel jest gratis i to za jedyne 34,99.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.