Zgłoś nadużycie

Opinia użytkownika: Aleksander_10

Dotycząca firmy: Nowa Gawęda

Treść opinii: Na lipcowy weekend wybraliśmy się z narzeczoną do Brzączowic koło Dobczyc. Hotel znalażlem dosyć przypadkowo. Na jednym z portali internetowych zajmujący się wyszukiwaniem hoteli znalazłem tą miejscowośc. Plusem była bliskość Krakowa. Gdy zadzwoniłem na podany numer telefonu odezwała się miła pani, która powiedziała, że są wolne miejsca. Poinformowała mnie że może mi zarezerwować miejsce, ale tylko do18 i żebym przed tą godziną zadzwonił potwierdzając czy i o której przyjadę. Wytłumaczyła mi również jak można dojechać busem z Krakowa do ich hotelu. Jak się później okazało tłumaczenie była niezbyt dobre i w sumie jechaliśmy trochę dłużej niż by mogliśmy. Gdy dotarliśmy na miejsce okazło się, że hotel mieści się w domu jednorodzinnym a część hotelowa jest po prostu wydzielona z częsci mieszkalnej. Gdy się zameldowaliśmy pani właścicielka spisała tylko moje dane a po zapłaceniu należności nie dostałem żadnego pokwitowania. Z jednej strony hotelu była ruchliwa szosa Myślenice - Dobczyce, a z drugiej ogród. Wiedzieliśmy, że za śniadanie muimy osobno zapłacić. Okazało się, że terminem najwcześniejszym śniadania jest godzina 8 :30 bo jak to określiła pani "wcześniej nie wstanę". Zaproponowała nam ostatniaą " turę" czyli godzinę 9 :30 trochę nas to odstarszyło tak więc nie skorzystaliśmy ze śniadania.. Pokój hotelowy był mały z niskim łożkiem i z jedną kołdrą. W kącie tego malutkiego pokoju stała kabina prysznicowa z zasuwanymi drzwiczkami, któe były popsutę i żeby zasunąc je trzeba było trochę się natrudzić. Plusem były jasne kolory w jakie był on pomalowane i cyzste firanki Toalet, które znajdowały się na korytażu były bardzo małe, ale podobnie jak wszędzie indziej było w nich czysto. Zapewne w ramach oszczędności na całym piętrze zastosowano czujniki ruchu, które regulowały zapalanie się światła. Były one chyba trochę rozrególowane gdyż czasem przechodziło się połowę korytaża po ciemku zanim światło się zapaliło. W związku z tym że śniadanie było wydawane od 8:30 przed tą godziną wydostanie się z hotelu było praktycznie niemożliwe. Gdy wyjeżdzaliśmy w niedzielę pani właścielka poifnormowała nas, że Dobczyce są zalane i lepiej abyśmy jechali do Myślenic. Nie potrafła powiedzieć kiedy będzie jakiś bus. W związku z tym musieliśmy stać pół godziny na przystanku zanim przyjechał jakiś bus. W związku z tym, że był to bus do Dobczyc pojechaliśmy tam mając nadzieję, że straty w wyniku zalaniz nie są duże. Z hotelu wyszliśmy o godzinie 9. doba hotelowa kończyła się o 11 jednak pani bardzo nieuprzejmym głosem poinformowała nas, że przed tą godziną przychodzi dziewczyny do sprzątania więc ta godzina jest bardzo rygorystycznie przestrzegana. Gdy wychodzilismy nie usłyszeliśmy żadnego pożegnania jak również propozycji ponownego przyjazdu.